Nadeszło przebaczenie

Pokuta nadeszła

Weronika była duszą artystyczną, pełną pomysłów i fantazji. Cokolwiek wzięła w swoje ręce, wychodziło z tego coś niezwykłego i pięknego. Była też dobroduszna, cicha i skromna, ale przede wszystkim niezastąpiona. Pracowała w wiejskiej szkole, ucząc najmłodszych dzieci.

Uwielbiali ją uczniowie, rodzice, a nawet inni nauczyciele. Gdy ktoś zachorował, zawsze mogli na nią liczyćpracowała nawet na drugą zmianę, byle tylko pomóc.

Pani Weroniko, nie rozumiem tego zadaniamówił jej uczeń Tomek.

A próbowałeś choć trochę pomyśleć? pytała, wiedząc, że chłopiec wcale nie chce się wysilić. Wolałby ściągnąć od kolegów, a gdy ci mu odmówią, biegł do niej.

Cierpliwie tłumaczyła, aż w końcu do niego docierało. A gdy zrozumiał, promieniał.

O, to wcale nie było trudne!

Weronika wychowała się w domu dziecka, później poszła do szkoły pedagogicznej. Jako niemowlę zostawiono ją na progu sierocińca, a imię nadała jej pielęgniarkapodobało jej się to imię, a nazwiska wymyślono na poczekaniu. Jak wszyscy w domu dziecka, nauczyła się znosić cierpliwie upokorzenia. Komu miała się skarżyć?

Nie zaznała rodzicielskiej miłości, ale marzyła o własnej rodzinie, o dzieciach. Wiedziała, że gdy je będzie miała, odda im całą niewykorzystaną czułość. Śniła o mężczyźnie, z którym stworzyliby wspólny świat.

Ale los zrządził inaczejwyszła za mąż za Krzysztofa, miejscowego kierowcę ciężarówki. Zwrócił uwagę na młodą nauczycielkę, a jej samotnej marzyło się choć odrobinę kobiecego szczęścia. Obserwował ją długo, aż w końcu zatrzymał pewnego dnia.

Weronika, patrzę na ciebie od jakiegoś czasu. Jesteś porządną dziewczyną. Wyjdź za mnie. Nie umiem romansować, kwiatów nosićjestem prosty, wiesz. Starszy od ciebie, co tam. Ale dom mam duży. Rodzice odeszli wcześnie, więc żyję sam. Chcę wprowadzić do niego gospodyniępowiedział stanowczo.

Oczywiście Weronika, jak każda kobieta, marzyła o romantyzmie. Wyobrażała sobie, jak ukochany klęknie na jedno kolono i poda jej pierścionek. A tutylko suche „wychodź i przychodź”.

No dobrze, Krzysiu, przyjmuję twoją propozycjęodpowiedziała. Wkrótce odbył się skromny ślub, a ona zamieszkała w jego domu.

Nie brakło głosów, by odradzały jej ten krok.

Weronika, zastanów się dobrze. Krzysiek nie jest mężczyzną dla ciebie. Masz delikatną duszę, jesteś artystką, a on zwykły chłop. Jesteście inni.

Miejscowi pamiętali Krzysztofa jako odludka. Pracował solidnie, szefowie go chwalili, ale trzymał się na uboczu, nie lubił towarzystwa. Weronika spodobała mu się, bo była urodziwapostawna, z długim, splecionym w warkocz włosem. Potrafiła ułożyć go w koronę na głowie, co mu się podobało. Oczy zielonkawe, cicha i skromna. Taką żonę sobie wymarzył.

Od pierwszych dni pokazała, że jest świetną gospodynią. Wszystko lśniło w domu, gotowała smacznie, a podwórko zawsze było uprzątnięte. Mąż jednak zauważył, że żona ma swoje dziwactwaczasem recytuje wiersze na głos, śpiewa podczas sprzątania, jakby wszystko ją cieszyło. On tego nie rozumiałnie było w nim takiej wrażliwości. Wieczorami oglądała seriale, dziergając coś na drutach. Zrobiła małą rzeczod razu oddawała sąsiadce w prezencie.

Zastanawiała się:

Dlaczego z Krzysiem nie możemy mieć dziecka? Żyjemy razem tyle czasu Czas najwyższy. Dzieci są potrzebneto przecież dziedzice. Powinno być tak, jak u ludzi.

Krzysztof też myślał o potomkach. Widział, jak żona z dnia na dzień smutnieje, uśmiech znikał z jej twarzy.

Weronika się martwi, że nie zachodzi w ciążę. Powiesiła już ikony w kącie, słyszę, jak modli się do Bogamyślał, gdy słyszał jej szeptane pacierze.

Sam nie wierzył w nic, ale żonie nie przeszkadzał.

Niech wiesza. Niech się modli. Mnie to nie szkodzi. Ona wierzy, ja nieale to jej sprawa. Nic w tym złego, w każdym domu są obrazy święte.

Jako żona Weronika mu odpowiadała. Cicha, pokorna, nie pozwalała sobie na żadne ekstrawagancje, a sąsiedzi szanowali ją za to, że uczy ich dzieci z sercem.

Pewnego dnia wrócił do domu i zobaczył na podwórku kozę, a potem i kury, które żona sprowadziła bez jego wiedzy.

No cóżpomyślałto i tak dla gospodarstwa. Wszyscy mają jakieś zwierzęta.

Ale gdy wrócił któregoś dnia i zobaczył małego szczeniaka, nie wytrzymał.

Wera, co to za kundel u nas? Tylko nam brakowało pieska, a potem jeszcze będą szczeniaki.

Krzysiu, on jest taki malutki, przybłąkał się do nas. Niech zostanie. Nie zrujnuje nas jedna miska zupy. Popatrzwszyscy mają takie straże na podwórku. Niech i u nas szczeka, będziemy wiedzieć, gdy ktoś obcy przyjdzie.

Przekonała go. Zgodził się. Niech mieszkamała, czarna, puszysta kulka.

Nazwijmy ją Baska. Wyrośnie na mądrą suczkę, już teraz taka sprytna.

Krzysztof nawet zbudował budę dla Baski i z czasem się do niej przywiązał. Głaskał, karmił, rozplątywał łańcuch, gdy się w nim zaplątała.

Nie zauważyli nawet, gdy sąsiedzki Burek wpadł na ich podwórko. Krzysztof zobaczył go dopiero, wracając z pracypies wyskoczył z ich posesji.

No, Baska, chłopaka sobie znalazła. Niechybnie będzie potomstwo. A nam to do niczego. Mówiłem Weronicepo co nam szczeniaki?

Widzieli, że Baska spodziewa się młodych. Mąż milczał, tylko chmurzył się coraz bardziej. Żona patrzyła na niego z niepokojem.

W drodze do domu spotkała sąsiadkę, Danutę.

Wera, wybacz, ale jak ty żyjesz z tym potworemKrzysiem?

Co się stało, ciociu Danuto?

Więc Krzysiek się z tobą nie konsultował? zobaczyła zdziwienie w oczach Weroniki. No właśnie, potwór. Wracałam od siostryta trzy kil

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwa × 4 =

Nadeszło przebaczenie