Weronika była osobą kreatywną, pełną pomysłów i wyobraźni. Cokolwiek wzięła w swoje ręce, wychodziło to interesująco i pięknie. Była też dobrej natury cicha, skromna, ale przede wszystkim niezastąpiona. Pracowała w wiejskiej szkole, ucząc w klasach początkowych.
Dzieci, rodzice, a nawet inni nauczyciele ją uwielbiali. Gdy ktoś zachorował, zawsze go zastępowała, nawet jeśli musiała pracować na drugą zmianę.
Pani Weroniko, nie umiem rozwiązać tego zadania mówił jej uczeń Jasiek.
A próbowałeś choć trochę nad nim pomyśleć? pytała, wiedząc, że chłopiec wolałby tylko przepisać odpowiedź od kolegów.
Cierpliwie tłumaczyła, aż w końcu Jaśkowi rozjaśniało się w głowie.
O, okazuje się, że to łatwe!
Weronika wychowała się w domu dziecka, a potem poszła do szkoły pedagogicznej. Jako niemowlę została podrzucona pod drzwi sierocińca, a imię nadała jej pielęgniarka spodobało się jej to imię, a nazwisko wymyślono na szybko. Jak wszyscy w domu dziecka nauczyła się znosić cierpienie w milczeniu. Komu miała się żalić?
Nie znała rodzicielskiej miłości, ale marzyła o własnej rodzinie. Wiedziała, że pokocha swoich bliskich i odda im całą niewykorzystaną miłość. Marzyła, że spotka mężczyznę, z którym będą żyć tylko dla siebie.
Jednak los chciał inaczej wyszła za mąż za Grzegorza, miejscowego kierowcę ciężarówki. Zauważył młodą nauczycielkę, a jej same zależało na cieple domowego ogniska, choćby odrobiny kobiecego szczęścia. Pewnego dnia zatrzymał ją.
Weronika, od dawna ci się przyglądam. Jesteś porządną dziewczyną. Wyjdź za mnie. Nie umiem romansować, kwiatów nie noszę jestem prosty w słowach. Starszy jestem, ale co tam. Dom mam duży. Rodzice wcześnie odeszli, więc żyję sam. Chcę mieć gospodynię powiedział stanowczo.
Oczywiście Weronika, jak każda kobieta, marzyła o romantyzmie. Wyobrażała sobie, jak ukochany klęka na jedno kolano i wręcza jej pierścionek. A tu proste wychodź i wracaj.
No dobrze, Grzesiu, przyjmuję twoją propozycję odpowiedziała. Wkrótce odbył się skromny ślub, i zamieszkała w domu męża.
Przed ślubem niektórzy odradzali jej ten krok.
Weronika, zastanów się dobrze. Grzesiek nie jest tym, kogo potrzebujesz. Jesteś delikatna, artystyczna, a on zwykły chłop. Jesteście zupełnie różne.
Miejscowi pamiętali Grzegorza jako człowieka zamkniętego w sobie. Pracował ciężko, a szefowie go chwalili, ale był samotnikiem. Weronika mu się spodobała, bo była urodziwa wysoka, z długimi włosami splecionymi w warkocz. Potrafiła ułożyć go w koronę na głowie, co mu się podobało. Miała zielonkawe oczy, była cicha i skromna. Taką żonę chciał mieć.
Od pierwszych dni Weronika pokazała, że jest wzorową gospodynią. Wszystko ogarniała, gotowała smacznie, a podwórko lśniło czystością. Mąż jednak zauważał, że żona jest trochę dziwaczna czasem recytuje wiersze, czasem śpiewa przy sprzątaniu. Nie rozumiał tych subtelności nie miał takiego umysłu. Wieczorami oglądała seriale i dziergała na drutach, a potem rozdawała sąsiadkom małe prezenty.
Zastanawiała się:
Dlaczego nie możemy mieć dziecka? Mieszkamy razem tyle czasu Czas najwyższy. Dzieci to przecież dziedzice, powinno być tak, jak u innych.
Grzegorz też myślał o potomstwie. Widział, jak żona z dnia na dzień staje się smutniejsza, uśmiech znika z jej twarzy.
Weronika pewnie martwi się, że nie może zajść w ciążę. Powiesiła już ikony w kącie, słyszę, jak modli się do Boga myślał, gdy słyszał jej szept.
Sam nie wierzył, ale nie zabraniał jej modlitw.
Niech wiesza, niech się modli. Mnie to nie szkodzi. Ona wierzy, ja nie to jej sprawa.
Jako żona Weronika mu odpowiadała. Cicha, pokorna, szanowana w wiosce za to, że uczy dzieci. Pewnego dnia wrócił do domu i zobaczył w podwórku kozę, potem kury bez jego zgody.
No cóż pomyślał to i tak dla domu. Wszyscy mają zwierzęta.
Ale gdy pewnego dnia zobaczył małego szczeniaka, nie wytrzymał.
Weronika, co to za kundel? Nie potrzebujemy psiego potomstwa.
Grzesiu, on jest malutki, przyszedł sam. Nie zrujnuje nas dodatkowa miska zupy. Wszyscy mają psy na podwórkach, niech i nas strzeże.
Przekonała go. Zgodził się. Szczeniak był czarny, trochę puszysty.
Nazwijmy go Burek. Będzie mądry, już teraz jest bystry.
Z czasem Grzegorz nawet zbudował mu budę i przywiązał się do psa głaskał go, karmił, rozplątywał łańcuch. Nie zauważyli nawet, gdy sąsiedzki Azor wpadł na podwórko. Grzegorz zobaczył go, wracając z pracy.
No, Burek, przyjaciela znalazłeś. Będzie nasienie. A to nam niepotrzebne.
Widzieli, że suka jest w ciąży. Mąż milczał, ale był coraz bardziej ponury. Pewnego dnia Weronika spotkała sąsiadkę Helenę.
Weronika, wybacz, ale jak ty żyjesz z tym tyranem?
Co się stało, ciociu Heleno?
Grzesiek ci nie powiedział? zdziwiła się, widząc jej minę. To potwór. Szłam od siostry z sąsiedniej wsi i zobaczyłam, jak ciągnie Burka na smyczy. Spytałam, dokąd ją prowadzi, a on tylko burknął, że to nie moja sprawa. Bałam się, że coś jej zrobi.
Weronika złapała się za serce i pobiegła do domu.
Gdy mąż wrócił, spytała:
Gdzie Burek? Dlaczego buda pusta?
Nigdy nie widziała go tak wściekłego.
Co ci do tego? Zapomniałaś, kim jesteś? Nie ma psa i nie będzie.
Weronika zamknęła się w pokoju i płakała.
Z kim ja żyję?
Grzegorz nie czuł winy, ale gdy żona milczała przez cały tydzień, zaczął się niepokoić. W końcu postanowił przeprosić.
Jestem facetem, to ja pierwszy podejdę. Baby zawsze są przewrażliwione.
Pogodzili się. Czas mijał.
Grzesiu, będziemy mieli dziecko powiedziała pewnego dnia Weronika.
Dobrze, Weroniko



