Przebudzenie sumienia

W pewnym dziwnym śnie, gdzie rzeczy działy się jakby poza logiką, żyła sobie Jadwiga Nowak. Była nauczycielką w małej wiejskiej szkole pod Lublinem, gdzie uczyła maluchy czytać i pisać. Miała w sobie coś z anioła cicha, skromna, z głową pełną pomysłów. Gdy robiła choćby najprostszą rzecz, wychodziło z tego coś pięknego. Dzieci ją uwielbiały, a rodzice mówili: Gdyby nie pani Jadwiga, szkoła byłaby jak dom bez pieca.

Pewnego razu mały Tomek, jej uczeń, przyszedł z płaczem: Pani Jadwigo, nie umiem tego zadania! A ona, wiedząc, że chłopiec tylko szuka łatwego rozwiązania, uśmiechała się i mówiła: Tomeczku, spróbuj pomyśleć sam, a jeśli naprawdę nie dasz rady, pomogę. I tak cierpliwie tłumaczyła, aż w końcu w oczach chłopca zapalała się iskra zrozumienia. O rety, to wcale nie było trudne! wołał wtedy.

Jadwiga wychowała się w sierocińcu. Ktoś porzucił ją jako niemowlę na progu, a pielęgniarka, która ją znalazła, nadała jej imię, które sama lubiła. Nazwisko wymyślono na poczekaniu. Jak wszystkie dzieci w domu dziecka, nauczyła się znosić cierpienie w milczeniu. Nie miała komu się poskarżyć. Marzyła tylko o jednym o własnej rodzinie, o dzieciach, którym mogłaby oddać całą niewykorzystaną miłość.

Ale los bywa kapryśny. Pewnego dnia poznała Grzegorza, kierowcę ciężarówki z okolicznej wsi. Był oschły, małomówny, ale miał solidny dom po rodzicach. Jadwiga powiedział pewnego razu, zatrzymując ją na drodze od dawna ci się przyglądam. Jesteś porządną kobietą. Wyjdź za mnie. Nie będę ci przynosił kwiatów ani mówił pięknych słów, ale dom mam duży. Samotność mi ciąży.

Jadwiga, choć marzyła o romantycznych wyznaniach, zgodziła się. Dobrze, Grzesiu szepnęła. Wkrótce była skromna weselna uroczystość, i tak zamieszkała w jego domu.

Nie brakowało osób, które ostrzegały: Jadziu, on nie jest dla ciebie. Ty masz duszę artystki, a on to zwykły chłop. To się nie uda. Ale Jadwiga nie słuchała. Grzegorz był człowiekiem zamkniętym w sobie, ale pracowitym. Podobała mu się jej uroda smukła, z długim warkoczem, który potrafiła zawinąć w koronę na głowie. Miała spokojne, zielonkawe oczy i łagodne usposobienie. Taka właśnie żona mu odpowiadała.

Jadwiga okazała się wzorową gospodynią. Gotowała, sprzątała, a w wolnych chwilach nuciła piosenki lub czytała wiersze. Grzegorz nie rozumiał tych dziwactw, ale tolerował. Wieczorami oglądała seriale, dziergając coś na drutach zawsze miał ktoś dostać mały upominek.

Jednak z czasem zaczęła się martwić: Dlaczego nie mogę zajść w ciążę? Grzegorz też myślał o potomku. Widział, jak żona staje się coraz smutniejsza. Pewnie modli się o dziecko myślał, słysząc jej szepty przed ikoną w kącie. Sam nie wierzył w Boga, ale nie przeszkadzał jej.

Pewnego dnia wrócił do domu i zobaczył w podwórku małą, czarną kundelkę. Jadziu, co to za stworzenie? burknął. Grzesiu, przytuliła się do nas. Niech zostanie. Przecież nie zrujnuje nas miseczka zupy dla psa przekonywała. W końcu uległ. Nazwali ją Bela. Z czasem nawet zbudował dla niej budę.

Ale pewnego dnia Bela zniknęła. Sąsiadka, pani Halina, widziała, jak Grzegorz prowadził ją na smyczy. Jadziu, twój mąż oddał ją jakiemuś mężczyźnie! powiedziała cicho.

Gdy Grzegorz wrócił, Jadwiga zapytała drżącym głosem: Gdzie jest Bela? Wtedy on wybuchnął: To nie twoja sprawa! Nie chcę, żeby mi tu szczenięta rodziła!

Jadwiga zamknęła się w pokoju i płakała. Nie mówili do siebie przez tydzień. Aż w końcu Grzegorz, nie mogąc znieść ciszy, postanowił się przeprosić. Baby zawsze mają humory mruczał pod nosem.

Pogodzili się, ale coś w Grzegorzu pękło. Zaczął wspominać Belę. Pewnego dnia, nie mówiąc nic żonie, pojechał do schroniska dla psów pod Chełmem. Przyniósł ze sobą worki karmy. Dziękujemy powiedziała opiekunka.

Spojrzał na dziesiątki psich oczu, pełnych nadziei. Wśród nich zobaczył rudą sukę i małego czarnego szczeniaka z białym znaczkiem na uchu.

Gdy wrócił do domu, Jadwiga akurat zamiatała podwórko. Masz taką dziwną minę zaczęła. Wtedy on otworzył drzwi samochodu i wysypał się z niego szczeniak. Patrz, kto do nas przyjechał.

Ojej, jaki śliczny! Jak ma na imię? Jadwiga przytuliła go mocno.

Burek odparł Grzegorz. I tak Burek zamieszkał w ich domu.

Nie minął rok, gdy na podwórku pojawił się wózek dziecięcy. Jadwiga urodziła synka. A wielki czarny pies z białym uchem pilnował domu, jakby wiedział, że tu właśnie spełniło się jakieś dziwne, senne przeznaczenie.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

4 × trzy =

Przebudzenie sumienia