Nie ma godnych jej
Matka Marzeny tylko ciężko wzdychała, patrząc na swoją piękną córkę. Wanda nie mogła przekonać córki, że nie warto przez całe życie czekać na księcia z bajki. Nie doczeka się.
– Marzenka, żyjesz jak w bajce. Spójrz, ilu wokół ciebie jest porządnych chłopaków. Twój klasowy kolega Maciek czy Artur to przecież świetni faceci, a ty nawet nie chcesz z nimi wyjść na spacer, gdy przychodzą wieczorem pod nasz dom. Dlaczego? Pogadałabyś, może zrozumiałabyś, że zwykli chłopcy też mogą mieć piękną duszę.
– Mamo, nie potrzebuję pięknej duszy. Chcę, żeby facet był przystojny, a w naszej wsi takiego nie ma, nikt nie jest mnie godny. Popatrz na mnie! Czy jest tu choć jeden chłopak, który zasługuje na mnie? mówiła Marzena, prostując się, przez co jej zgrabna sylwetka wydawała się jeszcze smuklejsza.
Matka tylko potrząsała głową.
– Córko, nie uroda, a szczęście w życiu się liczy. To stare przysłowie zawsze się sprawdza.
Ileż razy słyszała to Marzena od dziecka, ale nigdy się nie zastanawiała. Im była starsza, tym bardziej wierzyła, że piękni ludzie zawsze są szczęśliwi… Przywykła, że wszyscy nią się zachwycają.
– Och, jaka śliczna dziewczynka! Te oczy, ta urocza buzia! a ona tylko się uśmiechała, a ktoś częstował ją cukierkiem, którego nigdy nie odmawiała.
W przedszkolu zawsze była księżniczką, w szkole każda dziewczyna jej zazdrościła. Nie rozumiała jednak, że ten nadmiar uwagi może się na niej zemścić. Wanda często o tym myślała. A jednak Marzena, dorastając, chciała u boku równie przystojnego mężczyzny. A ci koledzy, którzy starali się o jej względy, widzieli tylko jej szyderczy uśmiech.
– Cóż, oni chyba nie widzą, kim ja jestem, a kim oni tak myślała.
Wanda starała się wytłumaczyć córce, że przystojni mężczyźni rzadko bywają dobrymi mężami. Ale ona była pewna swego. W szkole uczyła się słabo, po szkole dostała się jedynie do technikum. I tam nie spotkała nikogo, kto by jej odpowiadał.
– Mamo, nie potrzebuję zwykłych Maćków czy Arturów. I tak doczekam się swojego szczęścia mówiła, gdy matka zaczynała rozmowę o małżeństwie.
Chłopaków wokół niej nie brakowało, a po technikum Marzena dostała pracę w lokalnym urzędzie. Z czasem jednak miejscowi faceci zrozumieli, że nie mają u niej szans, i przestali się nią interesować. Jej koleżanki i koledzy dawno się pobrali, mieli dzieci, a ona wciąż była sama.
– Mamo, wyjeżdżam do powiatu. Co tu jest w tej wsi? Tam znajdę szczęście, a tu nikt mnie nie zauważa. Wszyscy tacy zwyczajni, wiejscy, nie dla mnie. Nikt tu nie dorasta mi do pięt rzuciła raz Wandom i wyjechała.
Matka przyjęła to spokojnie. Już dawno przestała próbować przekonywać córkę, że uroda to nie wszystko, a zegar tyka. A Marzena wciąż nie miała rodziny. Gdy jej koleżanki spotykały Wandę, chwaliły się dziećmi i swoim szczęściem, a ona nie wiedziała, co powiedzieć o córce.
Marzema skończyła trzydzieści lat, a wciąż była sama. Nie spotkała przystojniaka, który by ją zauroczył. A czas płynął wkrótce miała trzydzieści siedem. Wtedy trafiła do solidnej firmy, gdzie poznała dyrektora. Takiego właśnie wyobrażała sobie męża. Jego maniery, rozmowa, uśmiech i dołeczek na brodzie wszystko w nim ją zachwyciło.
Krzysztof był pierwszym mężczyzną, który ją zainteresował, na którym zatrzymała swój wybór. Nie miało dla niej znaczenia, że był żonaty i miał dwójkę dzieci. Dawno chciała mieć dziecko piękne, jak ona sama. O małżeństwie już nawet nie marzyła.
– No i co z tego, że Krzysztof ma rodzinę myślała i tak będę miała, co chcę.
Uwiedzenie dyrektora nie stanowiło problemu. Od razu zauważył jej urodę i zaprosił do restauracji.
– Marzena, nigdy nie spotkałem tak pięknej kobiety jak ty. Oczarowałaś mnie. Szkoda, że nie spotkaliśmy się wcześniej. Niestety, mam żonę i nie mogę zostawić rodziny mówił szczerze. Ale cieszę się, jeśli będziemy się spotykać.
– Krzysztof, nie przejmuj się. To tylko zabawa. Nie mam zamiaru rozbijać twojej rodziny odpowiedziała, a on był tym zachwycony.
Wkrótce Marzena zaszła w ciążę. Dostała to, czego chciała. Krzysztof pomagał jej finansowo, a ona była szczęśliwa. Teraz zrozumiała, czym jest prawdziwe szczęście. Całą siebie oddała synowi, Dominikowi. Tylko w nim widziała sens swojego życia.
Dominik rósł, był przystojny i mądry. W szkole miał same piątki, wygrywał konkursy i olimpiady. Uprawiał sport i nie miał sobie równych. Marzena była z niego dumna.
On też wiedział, że jest przystojny, ale nie zwracał uwagi na dziewczyny, które za nim szalały. Żadna mu się nie podobała. Marzena zaczęła się martwić:
– Czyżby odziedziczył po mnie taki los? Niech tylko nie popełni mojego błędu. Nie trzeba czekać na piękną królewnę, trzeba żyć teraz.
Ale nie odważyła się z nim o tym rozmawiać. Wciąż miała nadzieję, że znajdzie piękną dziewczynę. Dominik skończył studia, dostał dobrą pracę, szybko awansował. Miał przed sobą świetlaną przyszłość.
Miał prawie trzydzieści lat, gdy zadzwonił do matki:
– Mamo, zakochałem się. Przyjeżdżamy z Anią. To wspaniała dziewczyna, taka, o jakiej zawsze marzyłem.
– Dobrze, synu. Cieszę się i czekam na was.
Okazała się zwykłą, sympatyczną dziewczyną.
Marzena naprawdę się ucieszyła syn w końcu się żenił. Opowiadał, że Ania przyszła do pracy po studiach i od razu mu się spodobała. W końcu doczekała się ich wizyty. Wyjęła szampana, sprawdziła zastawiony stół i była zadowolona.
– Mamo, oto Ania powiedział Dominik, wchodząc do domu. Aniu, to moja mama
Marzena patrzyła na dziewczynę, a uśmiech znikał jej z twarzy. Ania była sympatyczna, ale zwyczajna, żadna piękność.
– Dzień dobry, miło mi panią poznać powiedziała dziewczyna łagodnym głosem. Dominik wiele mi o pani opowiadał. Jaka pani piAnia z czasem okazała się najlepszą synową, jaką Marzena mogła sobie wymarzyć, choć zrozumiała to dopiero na łożu śmierci, kiedy to dziewczyna trzymała jej dłoń i szeptała słowa otuchy, a w jej oczach nie było śladu dawnej niechęci.



