Dopiero za trzecim razem
Ile trzeba zaznać goryczy, stracić bliskich, przez co przejść, by w końcu odnaleźć prawdziwe szczęście?
Nad tym często zastanawia się Hanna, która ma czterdzieści osiem lat i wciąż czeka na coś dobrego, wciąż ma nadzieję. Jej życie nie było zbyt łaskawe, ale nigdy się nie poddawała. A teraz stała, powstrzymując mrużenie oczu, i patrzyła na płomienie pożerające ich dom. Iskry strzelały wysoko w nocne niebo, ogień oświetlał zebranych ludzi. Na miejscu już pojawiła się straż pożarna.
**Utracone wszystko**
Strażacy nerwowo rozwijali węże, aż w końcu potężny strumień wody wmieszał się w ogień. Zrobiło się duszno, Hanna, zakrywając nos chusteczką, ze zgrozą patrzyła na swoją spaloną przeszłość. Spłonęło wszystko: ubrania, szafa, kuchnia, cały dobytek. Nic nie zdążyli wynieść. Dom, w którym Hanna mieszkała ponad dwadzieścia pięć lat, stał się kupą popiołu.
Haniu, chodź do mnie, twój Stanisław już siedzi u nas na podwórku z moim mężem ciągnęła ją za rękaw Wanda, sąsiadka, z którą od lat żyły w zgodzie.
Siedzi sobie, nawet nie przeczuwając, że to przez niego straciliśmy wszystko. Ledwo go obudziłam, bo gdybym nie wstrząsnęła nim w porę, pewnie by tam mówiła cicho Hanna, a łzy spływały jej po policzkach. Och, Wandziu, dopiero teraz zrozumiałam, jak bardzo przywiązałam się do tego, co tam zostało machnęła ręką w stronę pogorzeliska. Do tych codziennych przedmiotów, zdjęć, wspomnień
Nic się nie martw, Haniu, jeszcze wszystko będzie dobrze. Nie masz nawet pięćdziesiątki, wciąż jesteś młoda próbowała ją pocieszyć sąsiadka.
Weszły na podwórko Wandy, gdzie siedział Stanisław, mąż Hanny, i Józef, gospodarz domu. Stanisław otrząsnął się już po wczorajszym pijaństwie widocznie pożar dał mu do myślenia.
Hanka, co się właściwie stało? zapytał żonę. Jak to się stało, że dom się zapalił?
Jak? A no tak, że zasnąłeś z papierosem w ustach, upadł pod łóżko, a potem już było za późno mówiła przez łzy. Ile razy cię ostrzegałam? I co mamy? Nic.
Stanisław siedział ze zwieszoną głową, po jego twarzy też płynęły łzy. Patrzył zamglonym wzrokiem na miejsce, gdzie stał dom, który kiedyś własnoręcznie zbudował.
Hanka, przebacz mi, na miłość boską, nie będę więcej pił, obiecuję przy świadkach. Przysięgam przeżegnał się. Musimy się wprowadzić do domu moich rodziców. Pewnie nie jest w najlepszym stanie, ale go wyremontujemy. Obiecuję.
Jego rodzice dawno odeszli, dom stał opuszczony. Hanna i Stanisław grzebali w popiołach, ale nic nie znaleźli. Stanisław dotrzymał słowa od tamtego dnia nie pił.
**Pozostały tylko wspomnienia**
Hanna wracała ze sklepu i zatrzymała się przy zgliszczach swojego domu. Wspomnienia nagle ją przytłoczyły, usiadła na ocalałej ławce przy furtce. Przypomniała sobie, jak razem ze Stanisławem przeżyli w tym domu dwadzieścia pięć lat. Jak cieszyli się z nowego domu, wybierali tapety, farby, meble. Jak w wigilię Stanisław przynosił ogromną choinkę, a wszyscy skakali wokół niej, ozdabiając ją. Ach, jak cieszyły się córki! A pierwszego stycznia biegły sprawdzić, co przyniósł im Święty Mikołaj.
Ile dziecięcych tajemnic i radosnego śmiechu kryły te ściany myślała Hanna. A ile moich łez i trosk? Stąd córki biegły do szkoły, potem wyfrunęły w dorosłe życie.
Miała dwie córki, urodzone rok po roku, z pierwszego małżeństwa. Wyszła za mąż za Grzesia, gdy była jeszcze młoda i naiwna. Okazał się zupełnie innym człowiekiem nie potrafili ułożyć sobie wspólnego życia. Był nieodpowiedzialny, nie potrafił się uspokoić. Hanna szybko zaszła w ciążę, została w domu, a on wciąż imprezował. Urodziła dwie córki, wciąż wierząc, że się zmieni. Mieszkali wówczas w małym mieście, gdzie Grześ miał swoje rozrywki.
Gdzie tam, żeby się zmienił powiedziała głośno Hanna, nawet nie zauważając, że mówi sama do siebie. Nie posłuchałam matki, a ona miała rację.
Grześ miał motocykl. Pewnego dnia wracali z wioski od jej rodziców, córki były u teściowej. Wpadli w wypadek Grześ zginął na miejscu, a ona długo leżała w szpitalu. Musiała mieć silnego anioła stróża, bo wróciła do zdrowia, a dzieci nie zostały sierotami.
Były to lata dziewięćdziesiąte, Hanna straciła pracę i postanowiła wrócić z dziećmi do matki na wieś. Niedaleko mieszkał Stanisław żył z rodzicami, którzy często pili, a czasem i on z nimi.
Pewnego dnia zobaczył Hannę z córkami i od razu się w niej zakochał. Była ładna, zgrabna. Podeszedł do niej i zaprosił na spacer.
Hanka, chodź, pogadamy, mam ci wiele do powiedzenia spotkał ją kiedyś po pracy.
Poszli, rozmawiali, ale nie za długo.
Wyjdź za mnie powiedział w pewnym momencie. Bardzo cię kocham, a twoje córki będę traktował jak własne. Buduję dla nas dom.
Hanna się zgodziła. Nie kochała go, ale chciała dla córek stabilnego domu. Stanisław był pracowity, opiekuńczy, kochał ją i dziewczynki. Tylko jego rodzice wciągali go w picie, a on nie zawsze potrafił się oprzeć. To przysparzało Hannie wiele smutku.
Dlaczego w życiu ciągle mi się nie udaje? myślała Hanna, siedząc na ławce. Kiedy w końcu będę szczęśliwa? Przynajmniej córki wyrosły na dobre ludzi.
**I znowu nieszczęście**
Ale to nie był koniec jej ciężkich doświadczeń. Stanisław wyremontował dom rodziców, nie pił jakby coś w nim pękło. Życie zaczęło się układać, aż nagle dostał wylewu. Wkrótce potem Hanna go pochowała.
Dni stały się szare, monotonne praca, dom. Tylko gdy przyjeżdżały dzieci i wnuki, robiło się radośnie.
Pewnego dnia, przed Świętami, Hanna wybrała się do miasta po zakupy. Chciała kupić prezenty i jedzenie. Nagle, mijając taksówkę, pomyślała, że łatwiej będzie wrócić autem. Kierowca, Mateusz, okazał się miły i rozmOdmieniło się wszystko, gdy pewnego dnia Mateusz zapytał ją, czy zgodziłaby się zostać jego żoną, a ona odpowiedziała tak, czując, że wreszcie los się do niej uśmiechnął.



