Inne czasy, inne życie

Były inne czasy

Dawno, dawno temu życie wyglądało zupełnie inaczej, szczególnie na wsi. Tam panowały własne zasady, zwyczaje, przesądy i obyczaje. O losie dzieci decydowali rodzice kogo wybrali lub kogo swatali, z tym miała żyć córka czy syn. A jeśli między młodymi była miłość, nikt na to nie zważał. Tak żyli ich rodzice, dziadkowie i pradziadkowie.

Jadwiga wychowała się w rodzinie, gdzie było czworo dzieci, ona była najmłodsza. W domu umiała już wszystko. Skończyła właśnie szesnaście lat, gdy zakochała się w Kaziku. Mieszkał na drugim końcu wsi, ale często pojawiał się niedaleko domu Jadwigi. Wymieniali spojrzenia, a te wymowne oczy mówiły bardzo wiele.

Decyzja ojca

„Jadzia, powiedz mi, po co ten Kazik kręci się koło naszego domu? Co on tu robi, skoro mieszka na tamtym końcu wsi?” surowo zapytał ojciec, Stanisław, choć córka starała się, by niczego się nie domyślił. Ale przed ojcem nic się nie ukryło.

„Skąd mam wiedzieć, tato?” odparła, spuszczając oczy, a serce waliło jej jak młot.

„Skąd? Za mąż się zachciało? Znajdę ci męża, ale nie tego Kazika, darmozjada. Mieszkają z matką w walącej się chałupie. Nie taki ci mąż potrzebny” stanowczo oświadczył ojciec.

Stanisław postanowił, że Jadwigę trzeba jak najszybciej wydać za mąż, bo inaczej nie upilnuje jej, a wtedy będzie musiał spokrewnić się z Kazikiem, którego z jakiegoś powodu nie znosił.

„Matka, Jadzia ma posag? Coś dla niej przygotowałaś?” zapytał żonę, Małgorzatę.

Ta spojrzała na męża przerażona.

„Staszek, po co pytasz? No jest trochę, ale dziewczyna jeszcze młoda. Czyżbyś chciał ją wydać? Za wcześnie, to nasza najmłodsza” lamentowała Małgorzata, znając charakter męża. Jeśli coś postanowił, nie dało się go odwieść ani przekonać.

Małgorzatę też wydano za Stanisława bez pytania, oswatali i tyle, tak żyli całe życie. Nie kochała męża, bała się go był twardy i okrutny. Dlatego nigdy nie śmiała mu się sprzeciwić.

„Nie za wcześnie. Przestań jęczeć, dziewczynie niedługo siedemnastka, najwyższy czas za mąż, zanim się rozpuści. A ten Kazik kręci się tu bez powodu nie będzie moim zięciem”.

Małgorzata przestraszyła się jeszcze bardziej, bo Jadwiga potajemnie wyznała jej, że podoba jej się ten kędzierzawy Kazik i że on też ją lubi.

„Mamo, nie mogę nic na to poradzić. Gdy widzę Kazika, serce mi wali, tak chcę z nim porozmawiać, ale boję się. A nuż tato zobaczy”.

„Oj, córuś, nawet nie myśl. Znasz naszego ojca. Nie lubi Kazika”.

Za mąż za niekochanego

Gdy tylko Jadwiga skończyła siedemnaście lat, do domu przybyli swaci od Wojtka. Jego rodzice mieszkali dwa domy dalej. Uchodzili za zamożnych mieli krowę i konia. Trzech synów. Wojtek, najmłodszy, był jeszcze kawalerem, więc czas sprowadzić żonę do domu.

Nigdy jej się nie podobał. Rudy, piegowaty, niechlujny, ale zawsze, przechodząc obok domu Jadwigi, przystawał i wypatrywał czegoś na podwórku. Chciał zobaczyć ładną, postawną dziewczynę. A ona zawsze przed nim uciekała. Był od niej starszy o trzy lata. Nawet jako dzieci, gdy biegali po wsi i nad rzekę, ona unikała Wojtka. Zawsze mówiła, że nie znosi rudych chłopaków. A raz, gdy miała siedem lat, nad rzeką on nawet ją uratował wyciągnął ją z nurtu, gdzie porwał ją prąd.

„Tylko nie mów tacie ani mamie, że mnie uratowałeś, ojciec nie wypuści mnie już z domu” prosiła Jadwiga, szczękając zębami z zimna.

„Nie powiem, ale leć już do domu” odparł Wojtek i lekko ją popchnął.

Nie powiedział jej rodzicom ci do dziś nie wiedzieli, że ich córka niemal utonęła.

W przeddzień Stanisław spotkał Kazika niedaleko domu i stanowczo oznajmił:

„Nie kręć się tu więcej. Nie będziesz moim zięciem jutro przyjdą swaci, wydam Jadwigę za mąż. I żebym cię tu więcej nie widział”.

Kazik przestraszony patrzył na Stanisława czy mówi prawdę? Ale widział, że ojciec Jadwigi jest nieugięty. Nic nie powiedział, odwrócił się i odszedł na drugi koniec wsi. Był zrozpaczony nic nie mógł zrobić. Skoro ojciec tak zdecydował, tak będzie. A tak bardzo mu się podobała jak na niego patrzyła, jak płonęły jej policzki, widział to nawet z daleka. Ale tak było na wsi w tamtych czasach nie można było spotykać się z ukochaną. Trzeba było przysłać swatów, a jeśli się udało, ożenić. Rzadko kto wtedy żenił się z miłości wszystko decydowali rodzice.

Wieczorem, gdy Jadwiga dopijała herbatę, Stanisław spojrzał na nią surowo. Od tego wzroku się skuliła wiedziała, że nic dobrego ją nie czeka. Odłożywszy łyżkę, ojciec oznajmił:

„Matka, Jadzia jutro szykujcie się na swatów. Dość już siedzenia w domu, czas za mąż. I żeby wszystko było jak u ludzi nowa suknia i wstążki do warkoczy, wszystko masz. Jasne?” znów spojrzał na córkę.

„Jasne, tato” odparła ledwie słyszalnie. „A kto to? Za kogo mnie wydajesz?”

„Za Wojtka. Robotny chłop, dom jak zabaweczka, krowa i koń w gospodarstwie. Zawsze będziesz syta. A teściowa spokojna, dogadasz się. I nie przeszkadza, że Wojtek rudy za to pracowity, a taki mąż ci potrzebny. Przygotujcie się”.

„Tato, nie podoba mi się, nie lubię rudych” próbowała protestować, ale ojciec spojrzał na nią spod nawisłych brwi tak, że natychmiast zamilkła.

„Cicho bądź, kto cię pyta”

Matka pocieszała i namawiała

Prawie całą noc Jadwiga płakała nie chciała iść za rudego Wojtka, ale przeciw ojcu nie pójdzie. Trzeba się pogodzić. Zwłaszcza że matka też ją pocieszała i namawiała.

„Córuś, wszystko w ręku Boga. A ojciec jak powie, tak będzie. Pogódź się”.

„Mamo, ale ja Wojtka nie znoszę. Jak żyć z niekochanym mężem?”

„Tak, jak ja żyję. Ja też tak żyję i nic”

Taki los

Następnego dnia przyszli swaci weseli

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

pięć × 2 =

Inne czasy, inne życie