Obcy Ojciec

**NIEOJCOWY TATA.**

Od najmłodszych lat Elżbietka wiedziała, że jej mama przyniosła ją w fartuchu. Dobrotliwe sąsiadki, które zdawały się mieszkać na ławce pod blokiem, wyjaśniły jej to pewnego dnia.

Elżbietka wyobrażała sobie, jak jej drobna, niewysoka mama, Ludwika, niesie w zanadrzu odświętnej sukienki niewiadomo skąd wziętą Elżbietkę.

To dlatego, że nie masz tatusia! oznajmiła z powagą Kinga, mieszkająca nad ich mieszkaniem. Jesteś bez ojca!

A co to znaczy? zdziwiła się Ela.

No tak! Twoja mamusia cię nagulała! Nie masz taty! A ja mam! i Kinga spojrzała na koleżankę z dumą.

No i co z tego? wzruszyła ramionami Elżbietka. Ja za to mam babcię i dziadka! A ty nie masz.

Cha! Babcia z dziadkiem to nie to samo! Kobieta musi mieć faceta! Bez faceta jest niepełnowartościowa! Tak moja mama mówi!

Wieczorem, po kolacji, Elżbietka jak zwykle usiadła obok mamy na kanapie. Mieli taki zwyczaj wieczorami siedzieć razem, zajmować się swoimi sprawami i rozmawiać. Mama była uzdolniona manualnie. Ciągle coś robiła: szyła, dziergała, haftowała. Elżbietka, patrząc na nią, też próbowała swoich sił w rękodziele: wyplatała bransoletki z koralików, układała obrazki z diamentowej mozaiki albo lepiła zwierzątka z plasteliny.

Mamo Czy tata jest koniecznie potrzebny? zadała nurtujące ją pytanie Elżbietka, nasłuchując odgłosów z mieszkania nad nimi. Tam zaczynał się codzienny koncert, jak nazywała to babcia Elżbietki, Bronisława. Urządzał go tata Kingi, wujek Krzysiek. Po tonie głosów dało się ocenić, w jakim był stanie. Jeśli tylko wujek Krzysiek wrzeszczał, a reszta rodziny jęczała, znaczyło to, że mężczyzna był pijany. Jeśli krzyki słychać było z obu stron, oznaczało to, że wujek Krzysiek był trzeźwy i to go niesamowicie złościło.

Skoro żyjemy bez taty, to znaczy, że nie jest konieczny uśmiechnęła się Ludwika, głaszcząc córkę po głowie i również nasłuchując hałasów z góry.

A Kinga mówi, że kobieta bez mężczyzny jest niepełnowartościowa

Słoneczko, każdy ma swoje sposoby na udowadnianie sobie wartości. A nam źle razem?

Nie pokręciła głową Elżbietka. Naprawdę żyło im się dobrze. Mama pracowała jako księgowa w dużej firmie, zarabiała przyzwoicie. W weekendy chodzili gdzieś razem: do kawiarni, kina, teatru, parku albo po prostu na zakupy. Każde lato spędzali nad morzem, a na Nowy Rok jeździli do wsi, gdzie mieszkała przyjaciółka mamy, ciocia Wiesia. U cioci W

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

14 − czternaście =

Obcy Ojciec