Nadejście

Dziennik

Kończyłam ostatni rok studiów, gdy Maksym, z którym spotykaliśmy się od roku, oświadczył mi się. Marzyliśmy o wspólnym życiu, jak większość narzeczonych. Czułam się najszczęśliwszą osobą na świecie wychodziłam za mąz z miłości. Zawsze pamiętałam słowa babci:

Wnuczko, wyjdź za mąż tylko z miłości, wierz mi, przeżyłam życie i wiem, co mówię. Nie wierz w te wszystkie powiedzenia: z czasem się przyzwyczaicie i pokochacie. Nie pokochacie

Kochałam Maksyma i byłam pewna, że on też mnie kocha. Dlatego bez wahania przyjęłam jego oświadczyny.

Lila, będziesz moją świadkową na ślubie powiedziałam do najlepszej przyjaciółki, z którą dzieliłam pokój w akademiku.

Oczywiście, a kto by inny? odparła.

Trzy dni później spotkał mnie cios, z którego ledwo się podniosłam. Przyłapałam Maksyma i Lilę w pokoju naukowym akademika w wyjątkowo kompromitującej sytuacji.

Lepszego miejsca nie mogliście znaleźć? rzuciłam ostro i wybiegłam z płaczem.

Później Maksym błagał o wybaczenie, bełkocząc:

Joasiu, źle zrozumiałaś, to nie wyglądało tak, jak myślisz

Wszystko jest jasne, Maks. Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego, a co dopiero wychodzić za mąż. Jesteś zdrajcą. A moja była przyjaciółka niewiele lepsza. Dobrana para. Żeńcie się na zdrowie.

Po tej zdradzie kompletnie rozczarowałam się mężczyznami. Zdecydowałam, że nigdy już im nie zaufam. Będę ich wodzić za nos, tak jak oni mnie wykorzystywać, nic więcej.

Może to cyniczne myślałam ale nie chcę więcej być oszukiwana i przeżywać stresu.

Maksym i Lila wzięli ślub, ona szybko zaszła w ciążę. Ja po studiach zostałam w mieście, znalazłam pracę, i okazało się, że Maksym też pracuje w tej samej firmie, tylko w innym dziale. Czasem się mijaliśmy.

To on pierwszy zagadał, gdy mnie zobaczył:

Cześć, jaki zbieg okoliczności, pracujemy w tym samym biurze. Jak się masz?

Świetnie! odparłam wesoło, postanawiając nie pokazywać, że wciąż mnie to boli. A ty?

No cóż, jestem młodym tatą, Lila urodziła córeczkę.

Gratuluję powiedziałam i wymówiłam się pracą.

Na firmowej imprezie Maksym, po kilku drinkach, nie odstępował mnie na krok. Bez trudu go zdobyłam, ale gdy zaczął mówić, jak tęskni i pamięta naszą miłość, odrzuciłam go. Potem opowiedziałam jego żonie o naszych spotkaniach.

Wiedziałam, że to zemsta, ale nie żałowałam. Spotykałam się z mężczyznami, ale gdy tylko któryś wspominał o małżeństwie, kończyłam znajomość.

Do firmy dołączył nowy szef działu, Artur. Od pierwszego dnia okazywał mi zainteresowanie.

Joasia, trzymaj się, Artur naprawdę się w tobie zakochał śmiali się koledzy.

Zobaczymy pomyślałam.

Z czasem zaczął poważnie się do mnie umizgiwać, zapraszał na kawę, czasem się zgadzałam. Ale nie dawałam mu więcej nadziei, zachowywałam dystans.

Joanka powiedziała mi pewnego dnia koleżanka i przyjaciółka Agata wiesz, że Artur ma żonę i czwórkę dzieci?

Naprawdę? Czwórkę? zdziwiłam się.

Tak, powiedziała mi Ola z kadr. Wszyscy w biurze wiedzą, że się w tobie podkochuje. Nie potrzebujesz problemów z wielodzietną matką. I tak wszystkiemu będą winić ciebie.

Dzięki, Aga. I tak nie zamierzałam go odbijać. Nie specjalnie mi się podoba, tylko wodzę go za nos z zemsty.

Gdy Artur kolejny raz zaproponował kolację, odpowiedziałam:

Nie, Arturze, dziękuję. Mam wyrzuty sumienia twoje dzieci nie są winne, że mają takiego lekkoducha za ojca. Był zaskoczony, że ktoś wie o jego sytuacji rodzinnej, i więcej nie próbował.

Minęło kilka lat, a ja wciąż nie traktowałam mężczyzn poważnie nie ufałam im. Każdy wydawał mi się oszustem. Nie wierzyłam w miłość i myślałam, że sama już nigdy nie pokocham.

Kiedyś zdradził mnie ukochany, więc postanowiłam, że nie będę czyjąś zdobyczą. Lepiej sama będę myśliwą tak łatwiej żyć.

I tak żyłam. Miałam już trzydzieści dwa lata. Byłam piękną, interesującą i spełnioną kobietą, ale sama. Gdy spotykałam żonatych mężczyzn, wodziłam ich za nos, zachowując dystans. Obserwowałam, jak niektórzy potrafią być cyniczni wobec swoich żon. Takich przebiegłych kłamców i zdrajców spotykałam często. Szybko się w nich rozczarowywałam.

Od trzech lat pracowałam w nowej firmie, gdzie poznałam Olka. Był miły, przystojny, trochę smutny i nie narzucał się, ale czułam jego uwagę. Często jedliśmy razem lunch, widziałam, że nie przypomina innych mężczyzn. Czasem szliśmy razem na przystanek. Czułam, że jest blisko, ale jednocześnie niedostępny.

Pewnego razu po imprezie firmowej podwiózł mnie taksówką pod dom, ale gdy zaproponowałam herbatę, grzecznie odmówił. Mimo to wiedziałam, że mu się podobam widziałam jego spojrzenia, czułam to w poważnych rozmowach. Ale między nami była jakaś niewidzialna ściana.

Pewnego dnia koleżanka powiedziała mi o nim więcej niż on sam.

Joasia, wiesz, że Olek jest żonaty? zapytała Olga.

Tak, wiem odpowiedziałam szczerze.

No tak, przecież jesteście przyjaciółmi. Inaczej nie mógłby, zawsze będzie tylko przyjacielem.

Jak to nie mógłby?

Nic nie wiesz, nawet jeśli jesteście przyjaciółmi? zdziwiła się.

Roześmiałam się.

Przyjaźń? Nie umiem się przyjaźnić z mężczyznami powiedziałam dwuznacznie.

Tylko nie mów, że coś między wami było odparła Olga. I tak nikt nie uwierzy. Olek jest oddany żonie i nigdy by jej nie zdradził. Żyje tylko dla niej.

Naprawdę są jeszcze tacy mężczyźni? zdziwiłam się, postanawiając dowiedzieć się więcej od niego samego.

Okazja nadarzyła się na urodzinach kolegi. Tańczyliśmy, potem odeszliśmy na bok i rozmawialiśmy. Olek nigdy nie ukrywał, że jest żonaty od siedmiu lat.

Mamy sześcioletniego syna powiedział, gdy zapytałam o dzieci. Uwielbiam go

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

jedenaście − 3 =

Nadejście