Inne czasy

Były to zupełnie inne czasy. Dawno, dawno temu życie wyglądało inaczej, zwłaszcza na wsi. Tam obowiązywały swoje zwyczaje, przesądy i zasady. O losie dzieci decydowali rodzice kogo wybrali lub komu swatali, z tym córka czy syn musieli spędzić życie. A jeśli między młodymi była miłość? Nikt się tym nie przejmował. Tak żyli ich rodzice, dziadkowie i pradziadkowie.

Weronika wychowała się w rodzinie, gdzie było czworo dzieci. Była najmłodsza. Wszystkie domowe obowiązki znała już na pamięć. Gdy skończyła siedemnaście lat, zakochała się w Bartku. Mieszkał na drugim końcu wsi, ale często kręcił się niedaleko jej domu. Wymieniali spojrzenia, a te mówiły więcej niż słowa.

**Ojcowski rozkaz**

Werka, powiedz mi, po co ten Bartek kręci się koło naszego domu? Co on tu robi, skoro mieszka tam, gdzie bocian gniazdo zakłada? pytał surowo ojciec, Stanisław. Choć córka starała się ukryć swoje uczucia, nic nie umknęło jego uwadze.

Skąd mam wiedzieć, tato? odparła, spuszczając wzrok, podczas gdy serce waliło jej jak młot.

Skąd? Chyba za mąż ci się zachciało! Znajdę ci męża, ale nie tego Bartka, co z matką w rozwalającej się chałupie mieszkają. Nie taki ci mąż potrzebny oznajmił stanowczo.

Stanisław postanowił, że Weronikę trzeba szybko wydać za mąż, bo inaczej nie upilnuje jej przed Bartkiem, którego szczerze nie znosił.

Małgorzato, czy Weronika ma posag? Przygotowałaś coś dla niej? zapytał żonę.

Ta spojrzała na niego przerażona.

Stasiu, skąd te pytania? No, jest trochę, ale dziewczyna jeszcze młoda. Czyżbyś chciał ją wydać za mąż? Za wcześnie, przecież to nasza najmłodsza! załamała ręce, dobrze znając charakter męża. Gdy coś postanowił, nie było sposobu, by go od tego odwieść.

Małgorzatę też wydano za Stanisława bez pytania o zdanie. Swaty, ślub i już. Żyli tak całe życie. Nie kochała męża, bała się go był twardy i bezwzględny. Dlatego nigdy nie śmiała się sprzeciwić.

Nie za wcześnie. Przestań lamentować, niedługo siedemnaście lat skończy, najwyższy czas, zanim się rozpuści. A ten Bartek niech sobie szuka szczęścia gdzie indziej. Moim zięciem nie będzie.

Małgorzata zbladła. Weronika zwierzała się jej w sekrecie, że podkochuje się w Bartku, a on w niej.

Mamo, nie mogę sobie poradzić. Gdy tylko go widzę, serce mi wali. Chciałabym z nim porozmawiać, ale boję się, że tato zauważy

Oj, córko, nawet nie próbuj. Znasz przecież ojca. Bartka nie lubi.

**Za mąż bez miłości**

Gdy Weronika skończyła siedemnaście lat, do ich domu przyszli swaty od Wojtka. Jego rodzice mieszkali dwa domy dalej. Uchodzili za zamożnych mieli krowę i konia. Trzech synów, a Wojtek, najmłodszy, był jeszcze kawalerem.

Nigdy go nie lubiła. Był rudawy, piegowaty i zawsze, przechodząc koło ich domu, przystawał i zaglądał na podwórze, chcąc zobaczyć zgrabną dziewczynę. A ona chowała się przed nim. Był starszy o trzy lata. Nawet gdy byli dziećmi i biegali po wsi albo nad rzekę, unikała go. Mówiła wszystkim, że nie znosi rudych chłopaków. Pewnego razu, gdy miała siedem lat, Wojtek uratował ją przed utonięciem, wyciągając z nurtu rzeki.

Tylko nie mów tacie ani mamie, że mnie uratowałeś! Ojciec nigdy by mnie już z domu nie wypuścił prosiła, szczękając zębami z zimna.

Nie powiem. Leć już do domu odparł i lekko popchnął ją w stronę wsi.

Nigdy nikomu nie powiedział. Rodzice Weroniki do dziś nie wiedzieli, że ich córka omal nie utonęła.

Nazajutrz Stanisław spotkał Bartka niedaleko domu i rzucił mu twardo:

Przestań się tu kręcić. Moim zięciem nie będziesz. Jutro przyjdą swaty, wydam Weronikę za mąż. I żebym cię tu więcej nie widział!

Bartek spojrzał na niego przerażony. Czy mówi poważnie? Ale widząc twarde spojrzenie Stanisława, odwrócił się i odszedł. Był zrozpaczony. Jeśli ojciec Weroniki tak zdecydował, nie było rady. A jak bardzo podobała mu się ta dziewczyna! Jak patrzyła na niego tym gorącym wzrokiem! Ale tak to już było na wsi w tamtych czasach nie można było spotykać się z ukochaną. Trzeba było posłać swatów. Jeśli szczęście dopisało, brało się ślub. Rzadko kto żenił się z miłości. Wszystko zależało od rodziców.

Wieczorem, gdy Weronika kończyła pić herbatę, Stanisław spojrzał na nią surowo. Od tego wzroku przejęła ją dreszcz. Położyła łyżkę na stole, a ojciec oznajmił:

Słuchaj, Małgorzato i ty, Werka. Jutro szykujcie się na swaty. Dość już tego siedzenia w domu, czas za mąż. I żeby wszystko było jak u ludzi. Nowa suknia i wstążki do warkoczy masz wszystko. Jasne?

Jasne, tato szepnęła ledwo słyszalnie. A kto to ten żenich? Za kogo mnie wydajesz?

Za Wojtka. Robotny chłop, dom jak z bajki, krowa i koń w gospodarstwie. Głodu nie zaznasz. Rodzice spokojni, z teściową się dogadasz. No i co, że rudy? Ważne, że pracowity. Takiego męża ci trzeba. Szykujcie się.

Tato, nie lubię go. Nie cierpię rudych próbowała protestować, ale ojciec spojrzał na nią spod nawisłych brwi, że momentalnie się zacięła.

A cicho! Kto cię pytał o zdanie?

**Matczyne pocieszenia**

Prawie całą noc Weronika płakała. Nie chciała iść za rudego Wojtka, ale przeciw ojcu nie było rady. Trzeba było się pogodzić. Wieczorem matka też ją pocieszała:

Córko, wszystko w rękach Boga. A co ojciec postanowi, tak będzie. Pogódź się.

Mamo, ale ja Wojtka nie znoszę! Jak mam żyć z niekochanym mężem?

Po prostu żyj. Ja tak żyję całe życie

**Taki już los**

Nazajutrz przyszli swaty. Wojtek promieniał jak wypucowany samowar. Ubrany w nowe portki i koszulę, włosy przycięte i uczesane. Nawet wyglądał nieźle. Weronika wyszła zza firanki w nowej sukni,

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

piętnaście + 10 =

Inne czasy