Niespodziewane spotkanie
Na jubileusz do Haliny Stanisławowej zjechali się bliscy i znajomi kończyła sześćdziesiąt lat. Nie była jeszcze staruszka, ale i młoda też nie, bo wciąż pełna energii i zapalczywa. Wszystko jej w rękach kwitło, wiele potrafiła i zawsze mówiła o sobie:
Mam jeszcze proch w prochownicach, mogę się nawet podzielić i śmiała się serdecznie.
W kawiarni zebrało się sporo gości: mąż, dwóch synów z żonami, krewni i koledzy z pracy, choć już byli, bo Halina odeszła na emeryturę. W firmie, gdzie przez lata pracowała jako główna księgowa, pożegnała się, mówiąc:
Nie żegnam się na zawsze, będę was odwiedzać Choć nie wyobrażam sobie siedzenia w domu. Ale każdy kiedyś do tego dochodzi, i ja przyszła moja kolej.
Koledzy szanowali Halinę Stanisławową dusza człowiek, zawsze pomoże i doradzi. Dyrektor żałował, że traci tak cennego pracownika, ale cóż wiek się liczy. A inni też wzdychali:
Halinko, nie damy ci spokoju w domu, będziemy dzwonić. Kto nam podpowie? żartowali, odprowadzając szefową.
Dzwóńcie, dziewczyny, dzwóńcie, ja nie mam nic przeciwko
Tymczasem wszyscy zebrani w kawiarni wyglądali odświętnie, a jubilatka jakby odmłodniała, choć to przecież jej wielki dzień. Miała na sobie elegancką suknię w kolorze kawy z mlekiem, piękny naszyjnik z naturalnych kamieni i nawet buty na niewielkim obcasie. To dla niej ważne, bo od dawna nie zakładała obcasów, choćby i niskich.
Mamo, jaka jesteś piękna i młoda chwalili obaj synowie, wręczając jej ogromne bukiety róż.
Dziękuję, kochani obejmowała ich po kolei i całowała w policzki.
Uroczystość przebiegła wspaniale, wszyscy byli zadowoleni. A mąż, Jan, nie spuszczał żony z oczu tego dnia wyglądała wyjątkowo pięknie. Z Janem przeżyli dobre, spokojne życie, prawie czterdzieści lat. Wychowali porządnych synów, a teraz mogli wreszcie żyć dla siebie.
Janku, ty też się zwolnij, już dość tej pracy namawiała męża.
No dobrze, Halinko, pomyślę. Sam nie wiem, jak to będzie w domu. Planowałem pracować do siedemdziesięciu, ale zobaczymy, co zdrowie powie odpowiadał. Nasze pokolenie jest pracowite, bez roboty się nie wyobrażamy.
Zgadzam się, pracowite pokolenie, tak nas wychowano
Następnego dnia po jubileuszu Halina wstała wcześnie. W domu gościli obaj synowie z żonami, jej siostra z mężem i staruszka matka. Domek letniskowy Jan budował własnymi siłami a właściwie nie własnymi, ale jego ekipa. Wciąż pracował w budowlance. Rozwinął się nieźle, a materiały miał pod ręką, więc wyszło tanio. Teraz cieszył się, że postawił duży, dwupiętrowy dom, bo rodziny mieli sporo i zawsze było gdzie kogoś przyjąć.
Halina krzątała się po przestronnej kuchni, goście mieli wyjechać dopiero wieczorem, więc trzeba było ich nakarmić. Synowie uwielbiali jej wiśniowe ciasto, już stało w piekarniku.
Zaraz się obudzą i będą pić herbatę z ciastem, a ktoś i kawę. Lubię gości, wesoło, bo sami z mężem w takim domu No, jeszcze mama, ale ona prawie się nie pokazuje, choruje.
Po chwili usłyszała za sobą głos męża:
Halinko, i dziś ci się nie chce poleżeć? W końcu przekroczyłaś sześćdziesiątkę! Powinnaś o siebie dbać śmiał się Jan. Chociaż komu ja to mówię dodał, znając niespokojny charakter żony.
Jakby ona mogła leżeć, gdy w domu goście! Zawsze wstawała wcześnie, zawsze przygotowywała smaczne i obfite śniadanie dla siebie i męża. A Jan, siadając do stołu, mawiał:
Śniadanie zjedz sam, obiadem podziel się z przyjacielem, a kolację
A kolację? pytała żona.
Kolację też zjem sam kończył, i oboje wybuchali śmiechem.
Goście powoli się budzili, zbierali w kuchni, śmiech i radość nie ustawały.
Dobrze wam tu mówiła Irena, siostra Haliny. Pięknie, przytulnie, czysto i porządnie, a ogród tak zadbany. Brawo, Halinko.
A cóż ja? Bez Janka bym tego nie ogarnęła, to mój główny pomocnik pogłaskała męża po włosach.
A Jan, patrząc na żonę czule, też nie szczędził komplementów:
Halina to mój skarb, ciągle w ruchu i mnie ciągnie do przodu, a we dwójkę, jak to mówią, i góry przeniesiemy
Szczęściarze jesteście oboje dodała Irena.
No tak, to prawda. Jestem szczęśliwy z moją Haliną. Nawet nie wiem, co by było, gdybyśmy się wtedy nie spotkali. Jakby potoczyło się nasze życie osobno?
Wszyscy wybuchnęli śmiechem, bo historię ich poznania znali na pamięć.
No tak, ta historia westchnęła Halina. Też nie wyobrażam sobie życia bez ciebie, Janku.
Mamo, opowiedz, choć słyszeliśmy już wiele razy poprosił młodszy syn. Albo lepiej tato, ty to z większym smakiem opowiadasz.
W czasach beztroskiego studenckiego życia zdarzył im się zabawny incydent w autobusie. Jan wracał z zajęć, tłok jak zwykle, stał i wpatrywał się w notatki, żeby nie tracić czasu w domu. Po zajęciach chciał jeszcze gdzieś wyskoczyć, ale z Olą pokłócił się już tydzień temu. Nie odzywała się do niego. I on też specjalnie nie zabiegał o jej względy coś go powstrzymywało. Zwłaszcza że jego matce Ola się nie spodobała.
Synku, nie podoba mi się ta twoja Ola. Coś chytrego ma w spojrzeniu i wcale nie jest miła. Pierwszy raz u nas, a nawet się nie przywitała, mówiła jak z kamienia. No nie wiem, Janku, to ty z nią będziesz żyć, nie ja
Jan, zatopiony w notatkach, poczuł, że ktoś dotyka jego ręki. To była konduktorka:
Bilecik proszę powiedziała, a on podał jej pieniądze.
Konduktorka wydała bilet i wsunęła mu w dłoń złotówkę reszty. Jan machinalnie sięgnął do kieszeni i nagle
Halina wracała z zajęć do akademika, patrzyła przez okno. Umówiła się z koleżankami do kina, a tymczasem konduktorka podała jej b



