Jedność w całości

Jedno ciacho

Może niektórzy nie wierzą, że w życiu istnieją dwie połówki, które odnajdują się i stają się jednym ciałem. A inni są przekonani, że to prawda że nic, ale to nic nie może ich rozdzielić, no chyba że śmierć, ale z nią się nie dyskutuje.

Są takie piękne słowa: miłość, oddanie, czułość, wierność. To uczucia, które królują w kochających rodzinach, w tych prawdziwych. Tam, gdzie mąż i żona to jedno ciacho.

Tak właśnie żyli Zosia i Marek. Pobrali się z wielkiej miłości, od pierwszych dni wspierali się nawzajem, dbali o siebie.

Zocha, patrzę na ciebie z Markiem i myślę jak wyście się tak dopasowali? Nawet podobni jesteście do siebie! śmiała się przyjaciółka Basia.

Bo my dwie połówki jednego ciacha odpowiadała Zosia, choć nie przywiązywała do tych słów większej wagi. Po prostu tak mówiła.

No, masz szczęście, Zocha. Takiego męża to bym i ja chciała.

Znajdziesz, jak się postarasz pocieszała ją Zosia.

Minęły lata. Zosia i Marek doczekali się dwóch synów. Wychowywali ich w miłości i cieple. Marek nigdy nie podniósł głosu ani na żonę, ani na dzieci. Zosia też spokój wcielony. Rodzina mocna, pełna życzliwości. Razem jeździli na wakacje, razem na działkę. Nikt nie miał o nich złego słowa.

Marek pracował w zarządzie budowlanym jako kierownik działu, a Zosia uczyła historii w liceum. Dzieci uczyły się dobrze, uprawiały sport.

Starszy syn skończył szkołę i poszedł na studia, młodszy był jeszcze w maturalnej klasie. Pewnego dnia Marek wrócił z pracy i położył się na kanapie w milczeniu. Źle się czuł, ale nie chciał martwić żony. Zosia jednak od razu zauważyła przecież on nigdy nie kładł się po pracy.

Marek, co z tobą? Źle się czujesz? zapytała z niepokojem.

Tak, jakoś słabo mi. Nic poważnego, przejdzie. Już tak miałem

Jak to? Już cię tak łapało? zdziwiła się Zosia.

Na pracy raz mi słabo było, ale przeszło. Odpocznę i będzie git.

Zosia przygotowała kolację, zawołała męża, ale ten odmówił.

Zocha, zjedz sama, nie mam ochoty.

Zosia jadła bez apetytu. Zastanawiała się, co jest z Markiem przecież nigdy nie narzekał na zdrowie.

Czterdzieści trzy lata to przecież nie wiek, żeby się tak męczyć. Powinnam go zaprowadzić do lekarza myślała, siedząc sama w kuchni.

Marek też rozmyślał:

Nie rozumiem, co się dzieje. Zdrów jak koń, a tu taka słabość. Nie chcę, żeby Zocha się martwiła. Może jak się prześpię, to minie.

Rano wszystko wróciło do normy. Zjedli śniadanie i rozeszli się on na budowę, ona do szkoły. Ale po jakimś czasie Zosia zauważyła, że Marek jakoś przybladł, schudł.

Marek, dobrze się czujesz?

W sumie tak. Tylko czasem szybciej się męczę

Dobra, zapisuję cię do lekarza i jedziemy na badania. To nie żarty. Słabość w twoim wieku? Serce mi podpowiada, że coś jest nie tak powiedziała wieczorem.

Gdy Zosia usłyszała diagnozę, nie mogła uwierzyć.

Doktorze, a może to pomyłka?

Jaka pomyłka? Mąż przeszedł pełne badania ma nowotwór. Na szczęście nie ostatnie stadium, będziemy walczyć. On też nie może się poddawać, a tym bardziej pani. Trzeba mieć nadzieję.

W domu Zosia zamknęła się w łazience. Nie chciała, żeby Marek widział jej łzy. Odkręciła wodę i dała upust emocjom.

Nie wierzę, że Marek może umrzeć. Nie chcę w to wierzyć myślała. Wiem, jaka to podstępna choroba. Mój tata też odszedł przez nią. Wiem, że leki tylko przedłużają życie, ale w końcu przestają działać.

Wyszła z łazienki, pozmywała naczynia. Marek oglądał telewizję. On też znał diagnozę. Ale starał się nie okazywać żonie, jak bardzo się boi.

Oboje myśleli o tym samym, ale udawali, że wszystko w porządku.

W końcu Zosia postanowiła otwarcie porozmawiać.

Marek, przestańmy się oszukiwać. Wiem, że oboje się boimy. Czuję cię wiem, co przeżywasz. Ale nie możesz odpuszczać. Dogadajmy się będziesz walczył. Razem damy radę. Jeśli się poddasz, nigdy ci tego nie wybaczę, pamiętaj. Obiecujesz?

Zosia przypomniała sobie wszystkie trudności, które już przeszli. Jak spłonął ich dom i zostali z niczym. Jak najbliżsi jego brat z żoną i siostra, których uważali za rodzinę odwrócili się od nich, mówiąc, że każdy ma swoje problemy. A jednak Zosia i Marek przetrwali. Zaczęli od nowa.

Teraz często powtarzała mężowi:

Jesteśmy razem tyle lat. Jeśli dotrwaliśmy do dziś, to przetrwamy i to.

Zosia przywoływała przykłady, gdy wydawało się, że już nie ma wyjścia a jednak zawsze się znajdowało. I teraz, gdy wreszcie mają spokój, gdy młodszy syn też poszedł na studia, gdy wszystko jest na swoim miejscu Marek miał odejść? Nie, ona nie pozwoli. Będzie walczyć. W końcu są jednym ciałem.

Wieczorami udawała, że przegląda laptopa, ale tak naprawdę myślała:

Teraz, gdy już jest dobrze, gdy możemy cieszyć się życiem, on chce odejść.

Rozmawiała z mężem, a nawet żądała:

Walcz, Marek. Musisz walczyć, nie poddawaj się, miej nadzieję. A ja będę przy tobie wsparciem, opiekunką, przyjaciółką i kochającą żoną. Ja chcę twojego zdrowia bardziej niż ty sam!

Marek słuchał w milczeniu. Znał diagnozę. Wiedział, jak kończy się ta choroba. Ale pewnego dnia powiedział stanowczo:

No dobra, Zocha, walczmy. I tak nie mam nic do stracenia uśmiechnął się. Nie chcę zostawiać cię samej.

Zosia pomyślała:

To pierwszy znak, że mi uwierzył. Że razem jesteśmy silni! Że pokonamy wszystko, co stanie nam na drodze. Nikt nas nie rozdzieli.

Minął rok walki. Zosia wspierała męża, on czasem się uśmiechał. W końcu lekarz dał im dobrą wiadomość Marek miał poprawę. Ożył, nabrał energii. Zosia też starała się uśmie

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

czternaście + trzynaście =

Jedność w całości