Nie kusić losu

Z wysokości swojego życiowego doświadczenia Wanda zrozumiała, a nawet jest przekonana, że w życiu nic nie dzieje się bez powodu. Każde spotkanie, każde znajomość są z góry przeznaczone.

I nie ważne, co mówią o zbiegach okoliczności to nieprawda mówi z przekonaniem. Niektórzy myślą, że los można oszukać albo zmienić, ale nikomu jeszcze się to nie udało. Każdy ma swoją tajemnicę. Schowaną głęboko, o której lepiej, by nikt nie wiedział rozważa czasem sama ze sobą. Ja też mam swoją. Ale nie chcę, żeby ktoś o niej się dowiedział.

Patrząc przez okno na kwitnącą dziką jabłoń, przypomniała sobie podobny maj. Bez pachniał, gdy Wanda z Elżbietą wracały ze szkoły, uczyły się w dziesiątej klasie. Wtedy to był ostatni rok, dziewczyny przygotowywały się do egzaminów. Od dzieciństwa były nierozłączne, mieszkały obok siebie, chodziły do tej samej klasy. Ile tajemnic między sobą przechowały! Elżbieta była bardziej nieśmiała i delikatna, jej policzki zawsze płonęły jak maki. Wanda rezolutna i śmiała, zawsze stawała w obronie przyjaciółki.

Ela, no jak możesz nie umieć odpowiedzieć albo dać odcina? Wtedy nikt by się nie czepiał. Nie wstydź się, walnij tego Jacka książką w łeb, przestanie ci warkocza do krzesła przywiązywać pouczała przyjaciółkę.

Elżbieta miała długi warkocz, a Jacek siedział za nią i po cichu przywiązywał go do oparcia krzesła. Gdy wstawała, nagle siadała z powrotem, a klasa wybuchała śmiechem. Nikt oczywiście nie podejrzewał, że Jacek był w niej po cichu zakochany. Tak okazywał uczucie. Elżbieta go nie lubiła zbyt wygadany i drobny.

Wandziu, nie uderzę go książką, szkoda Jacka, nawet jeśli na to zasłużył odpowiadała.

No to źle, następnym razem sama się z nim rozprawię obiecywała Wanda.

Daj spokój, nie zwracaj na niego uwagi mówiła skromnie przyjaciółka.

Po szkole poszły do technikum, uczyły się na technologów żywności. Razem studiowały, ich przyjaźń tylko się umacniała, choć Elżbieta stała się odrobinę śmielsza. Wanda spotykała się z Markiem z innej grupy, biegała na randki, a Elżbieta wieczorami siedziała w domu.

Ela, poznaję cię z kolegą Marka, fajny chłopak. Tylko taki dowcipniś, żarty z niego lecą jak z rękawa śmiała się Wanda. Chodź z nami jutro do kina, Piotrek nawet pytał, czy nie mam koleżanki.

Nie, Wandziu, nie chcę takich znajomości. Wiesz, że czekam na prawdziwą miłość, raz na zawsze.

No to będziesz siedzieć w domu, czekając na księcia. Chodź z nami jutro namawiała.

Elżbieta nie chciała przeszkadzać, w końcu trzeci to zawsze ktoś zbędny. Tak uważała. I nie chciała się na siłę poznawać wierzyła, że jej los gdzieś jest, tylko jeszcze nie nadszedł czas.

Pewnego dnia zauważyła, że przyjaciółka jest smutna:

Coś się stało, Wandziu? Jakaś jesteś przygnębiona.

Pokłóciłam się z Markiem. Poszliśmy do kina, a on zobaczył jakieś dwie dziewczyny, podszedł, śmieje się. A ja stoję z boku jak biedna krewna. Dopiero po dziesięciu minutach mnie zauważył. A potem przez cały film się oglądał. Po seansie mu powiedziałam, co myślę.

A on? Elżbieta nie mogła się doczekać odpowiedzi.

Co? Odesłał mnie daleko i jeszcze dodał, że mu się znudziłam. No to ja też go wysłałam w kosmos… Koniec naszej miłości. Niech spróbuje podejść odpowiedziała ze złością.

Marek więcej do niej nie podszedł. Trochę przeżywała, ale szybko zapomniała.

Pewnego wiosennego dnia, blisko końca nauki, poszły na spacer do parku. Było ciepło, śmiały się i gadały, Elżbieta trzymała książkę. Nagle jakiś chłopak przypadkiem zahaczył ją w rękę, książka upadła. Schylił się, podniósł i przepraszającym tonem powiedział:

Przepraszam, naprawdę niechcący ale widząc ich uśmiechnięte twarze, też się roześmiał. Proszę, szczerze, nie chciałem.

No już dobrze, wybaczamy odparła Wanda, a Elżbieta milczała.

Chłopak był wysoki, przystojny, z niebieskimi oczami i lekko kręconymi włosami. Ich spojrzenia się spotkały i od razu poczuli iskrę.

No proszę, takie rzeczy się zdarzają przemknęło Eli przez myśl, a on nie odrywał wzroku.

Otrząsnął się i powiedział:

Tomek, Tomasz. Ale wolę Tomek.

Wanda szybko podała rękę a to Elżbieta.

Miło mi odpowiedział Tomek. Macie gdzieś spieszyć?

Nie, tylko spacerujemy odparła Wanda.

Tomek bardzo się Wandzie spodobał. Już postanowiła, że go nie wypuści. Ale widziała też, jak Elżbieta na niego zerka, a jej policzki płoną.

No tak, Eli też mu się podoba pomyślała. Ale z nią szybko się uporam, jest zbyt grzeczna, by się sprzeciwić.

Tomkowi spodobała się Elżbieta. Choć milczała, a Wanda gadała bez przerwy, on cały czas patrzył na nią.

Taka delikatna i skromna. Właśnie takie lubię myślał.

A na głos powiedział:

Ja też się nie śpieszę, mogę wam towarzystwo dotrzymać? spytał, patrząc na Elżbietę. Ta w końcu się uśmiechnęła i skinęła głową.

Wanda natychmiast odpowiedziała:

Oczywiście! Będzie weselej. A ty gdzie pracujesz albo studiujesz?

Pracuję w szkole, uczę fizyki.

Rozumiem. Ja bym nie dała rady, za dużo hałasu, dzieci niesforne.

Wanda mówiła bez przerwy, Elżbieta tylko się uśmiechała, a Tomek choć odpowiadał, wciąż zerkał na przyjaciółkę.

Elżbieta, czemu tak mało mówisz? zapytał.

Słucham uśmiechnęła się, a policzki znów się zaróżowiły.

Wanda wszystko widziała. Zrozumiała, że Tomek woli Elżbietę. Spacerowali długo, odprowadził je do domu i z uśmiechem powiedział:

Dobrze, że mieszkacie blisko. Do jutra. Umówiliśmy się na kino, prawda? mrugnął do Eli i odszedł. Obie były pod wra

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

1 × dwa =

Nie kusić losu