Wakacje u bliskich

Wakacje u rodziny.

Joasia usiadła na brzegu łóżka i zmęczonym wzrokiem spojrzała na schludny stos banknotów leżących przed nią na stole. Przez dwa lata razem z Wojtkiem oszczędzali każdy grosz, każdą złotówkę, żeby pozwolić sobie na coś, co wydawało się nierealne wakacje nad morzem.

Mały domek przy plaży, świeża ryba na kolację, szum fal, szelest wiatru i wolność od codziennych obowiązków wszystko to wydawało im się nagrodą za lata ciężkiej pracy, wyrzeczeń i drobnych radości, na które pozwalali sobie tylko od święta.

Zasłużyliśmy na ten odpoczynek pomyślała Joasia, wpatrując się w pieniądze. Chciała wierzyć, że wreszcie szczęście się do nich uśmiechnie. To lato miało być upragnionym wytchnieniem, gwałtownym oddechem od codziennego zgiełku.

Do pokoju wszedł Wojtek. Miał dziesięć lat. Z ciekawością i lekkim podekscytowaniem kręcił w dłoniach słuchawki prezent urodzinowy, który Joasia postanowiła mu kupić mimo oszczędności, żeby choć trochę go ucieszyć.

Mamo, na pewno tam jest fajnie? zapytał, siadając na krześle i wpatrując się w nią uważnie.

Tak, synku odpowiedziała łagodnie Joasia. Jest cicho, plaża prawie dzika, a niedaleko jest targ z owocami. Wyobrażasz sobie, jak przyjemnie będzie leżeć na słońcu? Morze, świeże powietrze, zero zamieszania

Wojtek się uśmiechnął i skinął głową, ale w jego oczach przemknął cień zrozumienia wiedział, jak ciężko matce radzi sobie sama, jak często oszczędza na sobie, jak trudno było odłożyć każdą złotówkę do tej koperty. Te wakacje były ich wspólnym marzeniem, które pielęgnowali jak coś najcenniejszego.

W tej chwili zadzwonił telefon. Na ekranie wyświetliło się nazwisko Marek.

Cześć, siostrzyczko! zawołał wesoło głos brata. Co u was? Gdzie jedziecie na wakacje?

Joasia westchnęła. Z Markiem zawsze mieli trudne relacje lubił rozkazywać, uważał się za najmądrzejszego i nie ukrywał tego nawet przed nimi.

Nad morze, z Wojtkiem odpowiedziała ostrożnie. Chcemy wynająć pokoik przy plaży, po prostu odpocząć.

Po co wydawać pieniądze? zaśmiał się Marek. Mamy dom letniskowy nad samym morzem! Przyjeżdżajcie. Powietrze, jagody, spokój. I oszczędność.

Joasia zamyśliła się. Marek zawsze zachowywał się, jakby wiedział lepiej, jak żyć. Ale Wojtek ożywił się na myśl o odwiedzinach u wujka.

Mamo, to przecież cały dom nad morzem! powiedział z nadzieją. Jedźmy do wujka Marka! A pieniądze zostawmy na później.

Joasia westchnęła, wahając się, ale w końcu skinęła głową.

Dobrze odparła. Przyjedziemy.

Marek powitał ich na dworcu z szerokim uśmiechem i objęciami.

No nareszcie! Ileż to lat! wykrzyknął, ściskając Joasię. Jedziemy, stół już nakryty.

Kasia, żona Marka, stała obok z młodszą córeczką trzyletnią Zosią, która radośnie machała do nich rączkami.

Ależ spotkanie! zawołała głośno Kasia, rzucając się Joasi w ramiona.

Dom letniskowy okazał się przytulny: drewniany, z wiklinowymi fotelami na werandzie, huśtawką pod rozłożystą jabłonią i hamakiem kołyszącym się na wietrze. Do plaży można było dojść w piętnaście minut, ścieżką porośniętą polnymi kwiatami i trawą. Przez pierwsze dwa dni Joasia i Wojtek odpoczywali jak w bajce opalali się, kąpali w chłodnej morskiej wodzie, jedli świeże ciasta i truskawki prosto z krzaków, słuchali śpiewu ptaków i szumu fal.

Joasia patrzyła, jak Wojtek biega z Zosią, zrywa jabłka i karmi kaczki w pobliskim stawie, i po raz pierwszy od dawna poczuła w sercu ulgę.

Jednak trzeciego dnia poranek nie był tak spokojny. Przy śniadaniu Marek zwrócił się do Joasi:

Joaś, gotować umiesz? Zrobisz zupę na obiad? Kasia już padła ze zmęczenia z Zosią.

Joasia lekko się zdziwiła, ale skinęła głową:

Jasne, żaden problem.

Wieczorem, gdy wszyscy zebrali się po kolacji, brat poprosił o pomoc w zmywaniu naczyń.

Joaś, jesteśmy dziś padnięci. Pomożesz?

No dobra odparła powściągliwie, starając się nie okazywać zdziwienia.

Czwartego dnia Wojtkowi wręczono koszyk z poleceniem:

Weź koszyk, Wojtek, zbierz maliny. Wszyscy lubią ciasta.

Ale ja chciałem iść na plażę mruknął niechętnie.

Najpierw obowiązki, potem przyjemności odparł krótko Marek.

Z każdym dniem zadań przybywało. Joasia myła podłogi, zajmowała się Zosią, gdy Kasia jeździła do miasta po zakupy. Wojtek plewił grządki, nosił wiadra z wodą ze studni. Na początku traktowali to jako drobną pomoc, ale szybko stało się jasne: wakacje zamieniały się w pracę. To nie był ten beztroski urlop, o którym marzyli.

Wieczorem, gdy Wojtek wrócił z ogrodu z podrapanymi rękami, usiadł na werandzie i cicho spojrzał na matkę.

Mamo szepnął dlaczego nie możemy po prostu iść na plażę, zamiast to wszystko robić?

Joasia zacisnęła usta, walcząc ze łzami. Czucie niesprawiedliwości i dziwnego traktowania wypełniło jej piersi.

Wszystko będzie dobrze, jeszcze odpoczniemy odpowiedziała ledwie słyszalnie.

Ale w środku rosło w niej uczucie niepokoju i bezradności. Wyjeżdżać nie chcieli, ale zostać też nie.

Następnego dnia Joasia postanowiła szczerze porozmawiać z Markiem.

Marek zaczęła ostrożnie chcielibyśmy iść nad morze. Przyjechaliśmy tu właśnie po to.

Brat zmarszczył brwi i odpowiedział chłodno:

Joasia, ty nic nie rozumiesz? Tu jest mnóstwo roboty. Jak wy pójdziecie, to kto zostanie z Zosią i ogrodem? A tak w ogóle, chciałem pożyczyć trochę tych pieniędzy, które zaoszczędziłaś na wyjazd. Trzeba wymienić okna. Przecież teraz i tak ich nie wydasz.

Nie! To nasze pieniądze! wykrzyknęła Joasia, nie panując nad emocjami. Dwa lata

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziewiętnaście + 11 =

Wakacje u bliskich