Nie miał wyboru

Dzisiaj znów myślę o tym, jak wszystko się potoczyło. Na drugim roku studiów zakochałem się w jasnowłosej Weronice z równoległej grupy. Jej delikatny rumieniec i ciepłe spojrzenie szarych oczu nie dawały mi spokoju. W końcu na uczelnianej imprezie udało mi się do niej podejść i zaprosić do tańca.

„Świetnie tańczysz,” powiedziałem, a ona roześmiała się głośno.

„Przecież to nic trudnego wystarczy trochę energii i już!” odparła, poruszając się swobodnie w rytm muzyki.

Tego wieczora zaczęliśmy się spotykać. Nasz burzliwy romans zakończył się ślubem. Mieszkaliśmy w akademiku, oboje byliśmy studentami, ale jakoś dawaliśmy radę. Wkrótce w naszym pokoju pojawiło się łóżeczko dziecięce Weronika była w ciąży.

„Krzysiu, jak sobie poradzimy z nauką, gdy urodzi się nasz synek? Jedna mała izba Może powinnam wziąć urlop dziekański? Szkoda tylko, że wtedy ty skończysz studia wcześniej niż ja.”

„Werka, nie martw się na zapas. Jak Franek przyjdzie na świat, wtedy się zastanowimy. Nie jesteśmy pierwsi ani ostatni w takiej sytuacji. Inni studenci też wychowują dzieci mój kolega z grupy, Tomek, ma nawet bliźniaki i jakoś daje radę,” mówiłem, starając się ją uspokoić.

W końcu Weronika urodziła zdrowego chłopca Franka. Byliśmy szczęśliwi, choć początki były trudne. Na szczęście synek okazał się spokojny, dawał nam wyspać się w nocy i nie sprawiał większych problemów.

Chodziliśmy na zajęcia na zmianę, pomagaliśmy sobie w nauce. Gdy Franek chorował, przyjeżdżała mama Weroniki z pobliskiej wsi i opiekowała się nim.

„Córko, może zabierzemy Franka do nas na wieś?” pytała, ale zawsze odmawialiśmy.

„Nie, mamo, damy radę. W razie czego znowu cię wezwiemy.”

Tak skończyliśmy studia. Wydawało się, że trudności powinny nas scementować, ale Weronika odziedziczyła po babci mieszkanie w Warszawie, zaczęliśmy pracować, Franek poszedł do przedszkola.

Nie wiem, kiedy zaczęły się problemy. Weronika stała się chłodna, coraz trudniej było nam się porozumieć. Zastanawiałem się:

„Czy naprawdę się kochaliśmy, kiedy braliśmy ślub, czy tylko wzięliśmy sympatię za miłość? A może teraz trzymamy się razem tylko przez Franka?”

Nie wiedziałem, co myśli Weronika. A ona zakochała się w innym w Jakubie. Pewnego dnia oznajmiła mi:

„Krzysiu, musimy się rozwieść. Kocham kogoś innego. Dla ciebie mam tylko szacunek jako ojca Franka.”

„Nie jestem gotowy na takie zmiany A co z Frankiem? Myślałaś o nim?” byłem w szoku.

„Codziennie o nim myślę. Uważam, że to będzie dla niego lepsze.”

„Lepsze? Żeby obcy mężczyzna go wychowywał zamiast mnie? O czym ty mówisz?”

„Nasz syn rośnie i wkrótce wszystko zrozumie. Nie możemy udawać szczęśliwej rodziny w nieskończoność,” odpowiedziała spokojnie.

Próbowałem się sprzeciwiać, ale w końcu poszedłem po radę do znajomego prawnika.

„Możesz nie zgadzać się na rozwód, ale jakie to będzie życie? Franek będzie dorastał w ciągłym napięciu. Czy to dobry wzór dla niego?”

Zrozumiałem, że nie mam wyboru. Wróciłem do domu i powiedziałem:

„Weronika, zgadzam się na rozwód. Ale będę widywał Franka kiedy tylko zechcę, bez żadnych przeszkód.”

„Nie mam nic przeciwko,” odparła.

Rozstaliśmy się. Wynająłem mieszkanie. Kiedy rozmawiałem z Frankiem, starałem się wytłumaczyć mu sytuację:

„Synku, mama i ja będziemy mieszkać osobno. Ale bardzo cię kocham i będziemy się spotykać u mnie, na spacerach, w kinie.”

„Rozumiem, tato. Ale mamy nie zostawię samej. Z tobą też będę spędzać czas.”

„Jesteś prawdziwym mężczyzną,” powiedziałem, ściskając go mocno.

Tak właśnie żyjemy teraz. Weronika z Jakubem i Frankiem. Ja na razie sam.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

czternaście − dziesięć =

Nie miał wyboru