Wakacje u bliskich

Magda usiadła na brzegu łóżka i zmęczonym wzrokiem spojrzała na starannie ułożoną stertę banknotów leżących na stole. Przez dwa lata z Wojtkiem skrupulatnie oszczędzali każdy grosz, każdą złotówkę, by pozwolić sobie na coś, co wydawało się niemal nierealne wakacje nad morzem.

Niewielki domek przy plaży, świeże ryby na kolację, szum fal, szept wiatru i wolność od codziennych trosk wszystko to miało być nagrodą za lata ciężkiej pracy, wyrzeczeń i drobnych radości, na które pozwalali sobie tylko od święta.

Zasłużyliśmy na ten odpoczynek pomyślała Magda, wpatrując się w pieniądze. Chciała wierzyć, że wreszcie los się do nich uśmiechnie. To lato miało być oddechem, wytchnieniem od niekończącego się pośpiechu.

Do pokoju wszedł Wojtek. Miał dziesięć lat. W dłoniach nerwowo obracał parę słuchawek prezent urodzinowy, który Magda postanowiła kupić mimo oszczędności, by choć trochę ucieszyć syna.

Mamo, na pewno wybrałaś dobrze? zapytał, siadając na krześle i wpatrując się w nią uważnie.

Tak, synku odpowiedziała łagodnie. Tam jest cicho, plaża prawie dzika, a niedaleko jest targ z owocami. Wyobrażasz sobie, jak przyjemnie będzie leżeć na słońcu? Morze, świeże powietrze, żadnego zamieszania

Wojtek uśmiechnął się i skinął głową, lecz w jego oczach przemknęło zrozumienie wiedział, jak ciężko matce samotnie dźwigać codzienność, jak często oszczędza na sobie, jak każda złotówka w tej kopercie kosztowała ją wiele. Te wakacje były ich wspólnym marzeniem, które pielęgnowali jak najcenniejszy skarb.

W tej chwili zadzwonił telefon. Na ekranie wyświetliło się imię: Marek.

Cześć, siostrzyczko! rozległ się radosny głos brata. Co u was? Gdzie wybieracie się tego lata?

Magda westchnęła. Z Markiem zawsze łączyły ją trudne relacje lubił rządzić, uważać się za najmądrzejszego i nie krył tego nawet przed nimi.

Nad morze z Wojtkiem odparła ostrożnie. Chcemy wynająć pokoik przy plaży, po prostu odpocząć.

Po co wydawać pieniądze? zaśmiał się Marek. Mamy działkę nad samym morzem! Przyjeżdżajcie. Powietrze, jagody, spokój. I oszczędność.

Magda zamyśliła się. Marek zawsze zachowywał się, jakby wiedział lepiej, jak żyć. Ale Wojtek ożywił się na myśl o wizycie u wujka.

Mamo, to cała działka nad morzem! powiedział z nadzieją. Jedźmy do wujka Marka! A pieniądze odłożymy na później.

Magda zawahała się, lecz w końcu skinęła głową.

Dobrze odpowiedziała. Przyjedziemy.

Marek powitał ich na dworcu z szerokim uśmiechem i uściskiem.

No nareszcie! Ile to lat?! zawołał, ściskając Magdę mocno. Jedziemy, stół już nakryty.

Kasia, żona Marka, stała obok z trzyletnią Zosią, która radośnie machała do nich rączkami.

Ależ spotkanie! krzyknęła Kasia, rzucając się Magdzie w ramiona.

Działka okazała się przytulna: drewniany domek z wiklinowymi fotelami na ganku, huśtawką pod rozłożystą jabłonią i hamakiem kołyszącym się na wietrze. Na plażę szło się piętnaście minut ścieżką wśród polnych kwiatów i traw. Pierwsze dwa dni minęły jak w bajce opalali się, kąpali w chłodnej wodzie, jedli świeże ciasta i truskawki prosto z grządki, słuchali śpiewu ptaków i szumu fal.

Magda patrzyła, jak Wojtek biega z Zosią, zrywa jabłka i karmi kaczki w pobliskim stawie, i po raz pierwszy od dawna poczuła w sercu ulgę.

Jednak trzeciego dnia poranek nie był już tak spokojny. Przy śniadaniu Marek zwrócił się do Magdy:

Magda, ty umiesz gotować, prawda? Zrobisz zupę na obiad? Kasia jest już zmęczona z Zosią.

Magda lekko się zdziwiła, ale przytaknęła:

Jasne, nie ma problemu.

Wieczorem, gdy wszyscy zebrali się po kolacji, brat poprosił o pomoc w zmywaniu.

Magda, jesteśmy dziś padnięci. Możesz pozmywać?

Dobrze odparła powściągliwie, starając się nie okazać zdziwienia.

Czwartego dnia Wojtkowi wręczono koszyk z poleceniem:

Bierz, Wojtek, idź zbierać maliny. Wszyscy lubią ciasta.

Ale chciałem na plażę mruknął niechętnie.

Najpierw obowiązki, potem przyjemności odciął się Marek.

Z każdym dniem zadań przybywało. Magda myła podłogi, zajmowała się Zosią, gdy Kasia jeździła po zakupy. Wojtek plewił grządki, nosił wiadra z wodą ze studni. Najpierw traktowali to jako drobną pomoc, lecz szybko stało się jasne wakacje zamieniały się w pracę. To nie był ten beztroski wypoczynek, o jakim marzyli.

Wieczorem, gdy Wojtek wrócił z ogrodu z podrapanymi rękami, usiadł na ganku i cicho spojrzał na matkę.

Mamo szepnął dlaczego nie możemy po prostu iść na plażę i nic nie robić?

Magda zacisnęła usta, powstrzymując łzy. W piersi narastało poczucie niesprawiedliwości i dziwnego traktowania.

Wszystko będzie dobrze, jeszcze odpoczniemy odpowiedziała ledwie słyszalnie.

Ale w środku rosło w niej przerażenie i bezradność. Nie chciała wyjeżdżać, ale i zostać też nie miała ochoty.

Następnego dnia Magda postanowiła porozmawiać z Markiem otwarcie.

Marku zaczęła ostrożnie chcielibyśmy iść nad morze. Właśnie po to tu przyjechaliśmy.

Brat zmarszczył brwi i odparł chłodno:

Magda, ty naprawdę nie rozumiesz? Tu pracy od groma. Jeśli wyjedziecie, kto zostanie z Zosią i ogrodem? A tak w ogóle, chciałem pożyczyć trochę tych oszczędności, co odłożyłaś na wyjazd. Trzeba wymienić okna. Skoro tu jesteście, to i tak nie wydasz.

Nie! To nasze pieniądze! wybuchnęła Magda. Dwa lata na to zbieraliśmy!

A u nas jecie i śpicie za darmo naciskał Marek. Mam prawo do rekompensaty.

Magda gwałtownie wstała, czując, jak wściekłość w niej wrze.

Wyjeżdżamy jut

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

jedenaście + dziesięć =

Wakacje u bliskich