Mam prawo do miłości

Miała prawo do miłości
„Dlaczego bliscy mnie nie rozumieją?” myślała ostatnio Halina, choć teraz czuła się naprawdę szczęśliwa. Zamiast się cieszyć moim szczęściem, plotkują za moimi plecami i opowiadają bzdury wspólnym znajomym.

Halina miała pięćdziesiąt cztery lata, była sympatyczną kobietą, pracowała w dużym zespole, gdzie ją szanowano, bo od lat sumiennie wykonywała swoje obowiązki, pomagała młodszemu pokoleniu i była serdeczna dla wszystkich.

Jej życie od młodości nie usłane było różami. W pierwszym małżeństwie nie trafiła na dobrego męża. Jak tylko matka nie odradzała jej tego związku:

Córeczko, posłuchaj moich rad, nie wychodź za Darka. Nie będzie z niego porządnego męża. Spójrz tylko na jego ojca. Od młodości włóczy się po świecie, rzadko bywa w domu. Mieszkamy obok, wszyscy wszystko widzą. Czasem znika na dwa dni, a bywa, że i na trzy. Zdarzyło się, że i tydzień nie wracał, a wtedy matka Darka biegała po całym mieście i go szukała. A gdy w końcu się zjawił, urządzał żonie awantury, wrzeszczał na całe podwórko, że go kompromituje.

Mamo, to tylko plotki broniła go Halina. Nawet jeśli jest w tym ziarnko prawdy, Darek nie odpowiada za ojca. On jest inny. Razem jest nam dobrze i wesoło.

Córuś, ostrzegłam cię, nie śpiesz się z zamążpójściem, zdążysz.

Nie zdążę odparła córka, odwracając się do okna.

Halinko, czyżbyś była w ciąży? załamała ręce matka.

Tak, mamo. Dlatego wychodzę za mąż.

O rety wzdychała matka. Widziałam, jak zajadasz ogórki kiszone, myślałam, że to wiosna, może tak ci smakuje, awitaminoza Ale co się dzieje? Dlaczego nie pomyślałaś głową? Jeszcze taka młoda, a już sobie życie zawiązałaś lamentowała.

Mamo, dość tych narzekań. Co się stało, to się nie odstanie. Szykuj się na ślub powiedziała stanowczo Halina.

A gdzie będziecie mieszkać?

Tutaj, z nami. Sam mówiłaś, że ojciec Darka to nieporządny człowiek.

Córuś, oczywiście, nie żałuję wam miejsca, pomogę, jak mogę, ale serce mi się ściska na myśl o Darku mówiła smutno matka. Widać było, że nie chce, by młodzi tu zostali.

Ślub był skromny obie rodziny żyły z pensji, a nadmiaru pieniędzy nie było. Halina urodziła syna Piotrusia i siedziała na macierzyńskim. Darek od razu nie dogadał się z teściową, nawet się nie starał. Nie lubił jej, wciąż mu się kręciła pod nogami, nie dała pospać, rano hałasowała w kuchni.

Dlaczego twoja matka nie może pospać? narzekał mąż. Przecież to wolny dzień.

A ty kiedy wstajesz i od razu lecisz na kanapki? Głodny jesteś, więc ona stara się, żebyśmy nie chodzili głodni. Wstajesz, a śniadanie już czeka odpowiadała żona. Żałuje mnie. Piotruś źle śpi, nie daje mi wypocząć.

Piotrek faktycznie marudzi, dlaczego on też nie śpi? W domu ojciec ryczy po pijanemu, tu teściowa szasta garnkami o świcie, a syn nie daje spać. Co to za życie?

A jak sobie wyobrażałeś

Ja chcę spokoju odparł mąż.

Takie rozmowy często toczył Darek, aż w końcu żona zauważyła, że mąż wraca późno z pracy.

Gdzie się włóczysz do późna? pytała.

W pracy, a gdzie? Czasem z chłopakami po robocie

Po niemal trzech latach małżeństwa Halina dowiedziała się, że ma inną kobietę starszą od niego o dziewięć lat, pracowali razem, było tam cicho i spokojnie. Otworzyli jej oczy na jego wybryki. Nie zastanawiała się długo wyrzuciła męża i wniosła o rozwód.

Długo dochodziła do siebie po zdradzie.

Zaledwie trzy lata razem, a on już zdradza. Co będzie dalej

A nie mówiłam, córeczko? mówiła matka. Ale ciebie poniosło. Następnym razem pomyślisz.

Dobrze już, mamo, bez twoich morałów też mi ciężko. Wszystko zrozumiałam odparła niechętnie Halina.

Matka pomagała z Piotrusiem odbierała go z przedszkola, potem odprowadzała i przywoziła ze szkoły. Halina pracowała. Od rozwodu z Darkiem minęło już dziesięć lat, ale nie spotykała się z nikim. Straciła zaufanie do mężczyzn.

Pewnego dnia koleżanka z pracy, Krysia, zaprosiła ją na urodziny. W kawiarni było gwarno i wesoło. Do Haliny podszedł mężczyzna i przedstawił się:

Jan powiedział, lekko się skłaniając, i z galanterią podał rękę, zapraszając do tańca.

Zrozumiałem, że jest pani koleżanką Krysi, bo wśród naszej rodziny nigdy pani nie widziałem uśmiechał się.

Tak, pracujemy razem, przyjaźnimy się.

Cały wieczór nie odstępował jej na krok. Jan był starszy od Haliny o dwanaście lat. Najważniejsze nigdy nie był żonaty. Skromny, życzliwy, oczytany, wspaniały rozmówca. Po imprezie odprowadził ją do domu.

Odtąd się spotykali. Wtedy Halina miała trzydzieści cztery lata. Chodzili ze sobą długo, aż w końcu wyznał:

Halinko, wyjdź za mnie. Nie, oczywiście, nie mam doświadczenia w małżeństwie, ale kiedyś trzeba zacząć uśmiechał się Jan, wręczając jej bukiet kwiatów.

Halina się zgodziła, ale wcześniejsze przedstawiła go matce i Piotrusiowi.

Mamo, co myślisz? spytała, gdy Jan wyszedł.

Co mam myśleć? Grzeczny, uprzejmy, poważny, wprawdzie starszy od ciebie, ale to nic. Lepiej, żeby był starszy. Podoba mi się Jan, ma swoje mieszkanie, samochód, stoi twardo na nogach.

Pobrali się. Halina zrozumiała różnicę między życiem z nim a poprzednim mężem. Zapomniała już niemal o tamtym związku, tylko syn przypominał o pierwszym mężu. Kochali się. Z pracy codziennie biegła do domu, jakby jej skrzydła urosły. Jan pracował w firmie budowlanej.

W wieku trzydziestu ośmiu lat odkryła, że jest w ciąży.

Janku, co robimy? Piotruś już duży, a ja znów

No jak to co? Rodzimy ucieszył się mąż. Muszę przecież zostawić po sobie ślad na ziemi śmiał się. I tak, pomimo początkowych wątków, Halina i Jan stworzyli ciepły dom pełen miłości, gdzie nawet w jesieni życia odnaleźli szczęście, którego nikt nie był w stanie im odebrać.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwanaście − 2 =

Mam prawo do miłości