Czas odejść po ludzku
Marzanna jest teraz pewna, że kobiety, które rozwiodły się z mężami w młodym wieku i żyły samotnie, są znacznie szczęśliwsze. Tak uważa, patrząc z perspektywy swojego doświadczenia.
Może któraś z kobiet się ze mną nie zgodzi mówi do przyjaciółki Nadziei ale teraz tak myślę.
Być może, ale każda ma swoją drogę niepewnie odpowiedziała Nadzieja. Niektóre po nieudanym pierwszym małżeństwie znajdują szczęście w drugim, a nawet trzecim.
Nie będę się spierać, ale pozostaję przy swoim odparła Marzanna. W moim przypadku to był szok. Przede mną starość, a on podeptał wszystkie moje uczucia. Już nikomu nie ufam.
Marzanna spędzała Sylwestra w domu z mężem Zbigniewem, teściową mieszkającą na tym samym piętrze i czternastoletnim synem Bartkiem. Wszystko było idealne stół uginał się od potraw, teściowa pomagała, więc świętowali w gronie najbliższych. Pierwszego stycznia obudzili się późno noc była długa, a za oknem huczały petardy i fajerwerki. Teściowa tylko wcześniej wyszła do siebie.
Nowy rok zaczął się dla Marzanny ciężko i niespodziewanie. Po południu Zbigniew po prostu zniknął. Wsiadł do auta i odjechał, nie mówiąc ani słowa.
Nocą nie mogła zasnąć. W głowie kotłowały się najgorsze myśli.
Może Zbyszek miał wypadek? Głowa pękała jej z niepokoju.
Czekała na telefon, na jakąkolwiek wiadomość. Cisza. Jego numer był niedostępny. Rano wstała z bólem głowy i ciśnieniem, ledwo postawiła czajnik. Bartek jeszcze spał, gdy na telefon przyszła wiadomość: *Nie szukaj mnie. Odszedłem od ciebie.*
Ręce zaczęły się jej trząść, serce waliło jak szalone. Co teraz?
Pójść do teściowej, pokazać jej ten przekaz? pomyślała, ale zaraz się zawahała. Nie, nie warto jej martwić.
Ale potem przyszła kolejna myśl:
A może ona o tym wie? Idę tam. Zdecydowanym krokiem podeszła do sąsiednich drzwi i zadzwoniła.
Proszę bardzo, niech pani zobaczy, co syn przysłał wybuchnęła z goryczą.
Marzanno, to niemożliwe! On nigdy nic nie mówił! Czy naprawdę niczego nie zauważyłaś? Teściowa była szczerze zaskoczona.
Myślałam, że może stoi pani po jego stronie.
Co ty mówisz, dziecko? Gdybym wiedziała, dawno bym mu rozumu na nowo nie naprawiła. Ale teraz głos się jej załamał jest już za późno. Ale pamiętaj, zawsze będę po twojej stronie, a jego wypowiedziała dosadne słowo.
Marzanna zrozumiała, że teściowa też nie wiedziała, ale była choć trochę spokojniejsza Zbigniew żył. Dotąd myślała już najgorsze.
Nie mogła przełknąć śniadania. Czuła się zdradzona. Dlaczego nie powiedział wprost, że go to nie satysfakcjonuje?
Spróbuję jeszcze raz zadzwonić zdecydowała i wybrała jego numer.
Odebrała kobieta.
Kim pani jest? spytała Marzanna.
Jego żoną odparła tamta. A pani?
Marzannie przyszło do głowy, by nie przyznawać się.
Jestem żoną kolegi. Muszę z nim porozmawiać w sprawie mojego męża. Proszę o adres.
Tamta podała adres. Marzanna postanowiła tam pojechać. Nakarmiła Bartka i wyszła.
Mamo, a tata jeszcze nie wrócił? zapytał chłopiec. Gdzie jest?
Nie wiem, synku odpowiedziała, unikając jego wzroku. Nie chciała mówić za dużo.
Zadzwoniła do Nadziei.
Nadzieju, z Nowym Rokiem Mąż mnie zostawił.
Zbyszek cię rzucił? Żartujesz?!
Niestety nie. Poszedł do innej. Jadę dziś do nich.
Pojadę z tobą!
Nie, sama to załatwię.
Marzanna pojechała autobusem na drugi koniec miasta. Dom stał wśród posesji z ogródkami. Weszła na podwórze, drzwi były otwarte. W środku siedzieli przy stole Zbigniew i ta kobieta.
Pierwszy zobaczył ją Zbigniew. Zerwał się, blady jak ściana.
Kto to? spytała kobieta.
Zbigniew milczał.
Jestem jego prawowitą żoną. Mamy syna. A pani kim jest?
Twarz kobiety ściemniała.
Kto cię tu wołał?! wrzasnął nagle Zbigniew. Wynoś się! Żebym cię tu więcej nie widział!
Kobieta stanęła przy nim.
Zbyszek, mówiłeś, że twoja żona zmarła dwa lata temu! Dlaczego mnie okłamałeś?
Zbigniew patrzył jej w oczy, mówiąc pokornie:
Bałem się cię stracić, Weroniko. Chciałem ci powiedzieć później
Marzanna była w szoku.
Jak można mówić coś takiego o żywej kobiecie? Jeśli kochasz inną, mów prawdę! Rozwieś się i żyj, jak chcesz. Ale mówić, że żona nie żyje? To już przegięcie. Czy on mnie pochował za życia?
Odzyskała zimną krew i spytała kobietę:
Od jak dawna to trwa?
Dlaczego *to*? Kochamy się od roku.
Marzanna osłupiała. *Cały rok!*
A co mówił, dlaczego się do ciebie nie wprowadził?
Że matka stara, chora, nie miał z kim jej zostawić. A teraz rzekomo umarła.
Marzanna parsknęła śmiechem.
Wszystkich pochował! Ja stoję tu żywa, jego matka też żyje. *Dzisiaj r No cóż, niech wam będzie na zdrowie powiedziała z gorzkim uśmiechem Marzanna i wyszła, zostawiając ich w poczuciu wstydu, a gdy drzwi zatrzasnęły się za nią, poczuła, jak ciężar zdrady opuszcza jej serce, bo teraz już wiedziała na pewno czas zacząć życie od nowa.



