Wiesława nie zamierzała już tego znosić. Nie rozumiała, dlaczego Tomek tak się do niej odniósł przestał kochać? Tej nocy znów wrócił późno i położył się spać w salonie.
Rano, gdy wyszedł na śniadanie, usiadła przed nim.
Tomku, powiesz mi, co się dzieje?
O co ci chodzi?
Pił kawę, unikając jej wzroku.
Od kiedy urodzili się chłopcy, bardzo się zmieniłeś.
Nie zauważyłem.
Tomku, żyjemy jak sąsiedzi od dwóch lat. To zauważyłeś?
Słuchaj, a czego oczekiwałaś? W domu wszędzie porozrzucane zabawki, śmierdzi kaszkami, dzieci wrzeszczą Myślisz, że komuś to się podoba?
Tomku, to twoje dzieci!
Wstał gwałtownie i zaczął nerwowo chodzić po kuchni.
Normalne żony rodzą jednego, normalnego dziecka. Żeby cicho bawiło się w kącie i nie przeszkadzało. A ty od razu dwóch! Mama mi mówiła, a ja nie słuchałem takie jak ty tylko potrafią się rozmnażać!
Jakie „takie”, Tomku?
Bez celu w życiu.
To ty kazałeś mi rzucić studia, żebym poświęciła się rodzinie!
Wiesława opadła na krzesło. Po chwili dodała cicho:
Myślę, że powinniśmy się rozwieść.
Zastanowił się, po czym odparł:
Zgoda. Tylko bez alimentów sam ci będę dawał pieniądze.
Odwrócił się i wyszedł. Chciała zapłakać, ale z pokoju dzieci rozległ się hałas bliźniaki obudziły się i domagały jej uwagi.
Tydzień później spakowała rzeczy, zabrała chłopców i wyprowadziła się do komunalnego mieszkania, które odziedziczyła po babci. Nowi sąsiedzi z jednej strony ponury, choć jeszcze nie tak stary mężczyzna, z drugiej ekscentryczna starsza pani. Postanowiła się przedstawić.
Zapukała najpierw do mężczyzny:
Dzień dobry, jestem nową sąsiadką. Kupiłam ciasto, może pan przyjdzie na herbatę?
Starała się uśmiechać. Mężczyzna obrzucił ją wzrokiem, po czym burknął:
Nie jem słodyczy. I zatrzasnął drzwi.
Zofia Stanisławowa przyjęła zaproszenie, ale tylko po to, by wygłosić przemowę.
Słuchaj uważnie, odpoczywam w dzień, bo wieczory spędzam przed telewizorem. Mam nadzieję, że twoje latorośle nie będą mi przeszkadzać. I proszę, żeby nie biegały po korytarzu, nie dotykały moich rzeczy i nie hałasowały!
Wiesława myślała z goryczą, że życie tutaj nie będzie łatwe.
Znalazła pracę jako pomoc w przedszkolu mogła zabierać Adasia i Julka o tej samej porze. Płacili grosze, ale Tomek obiecał pomagać. Przez trzy miesiące rzeczywiście przysyłał pieniądze, ale po rozwodzie przestał. Wiesława od dwóch miesięcy nie mogła zapłacić za czynsz.
Pewnego wieczoru, gdy karmiła chłopców makaronem, wpadła Zofia Stanisławowa w jedwabnym szlafroku.
Kochanie, mam nadzieję, że uregulowałaś już swoje zaległości? Nie chciałabym zostać bez prądu przez ciebie.
Nie, jeszcze nie westchnęła Wiesława. Jutro pojadę do byłego męża, zupełnie zWiesława spojrzała przez łzy na śpiących chłopców i zdecydowała, że od teraz będzie walczyć o nich sama, bez zgody na łzy i bez lęku przed przyszłością.



