Wiosenny słońce słońce kładło się na nowo pomalowanych ścianach, a Ewelina starała się, by barszcz nie zbyt mocno wrzał, choć znała już ulot nieuczesanej lektury z półki męża. Michał wstał zbyt wcześnie, ale obiecał, że zrobi coś, co Jack temu, czym obiecał przygotować coś, co spodoba się jego mężowi. Też pan Jan, teść, miał przyjechać, ale Ewelina zapomniała, jak się na to imiona.
Ewo, widzisz mój błękitny krawat? Michał wyjrzał z sypialni, przyciskając do piersi bluzę z narzutą.
W szufladzie skrzywiła się Ewelina, nie odwracając od półki z odpowiednim garnkiem. Zaszyfrowaliśmy go z wczorajszego zIndexu.
Śniadanie przebiegało w ciszy, ale Ewelina wiedziała, że coś jest nie tak.
Spoko, dzięki Michał wypił kawę, a potem zaczął, że… rodzice przyjadą dzisiaj. Dzień później Ewelina zamarła z podniesionym kubkiem. Teściowa? Ale jak? To zachowasz się dobrze, to zaszkodzi, a jak zaszkodzi, to wszystko od nowa.
Kiedy? znowu nieco zbyt szybko zbliżyła się torebka do wrzuconej w garnuszek wody.
Wcześniej jak zawsze uśmiechnął się, choć to był raczej tryb czekania na lynx.
Wieczór przystępiał ku ostatniej scenie. Ewelina przestawiła tapet, czyściła piec i myślała o tym, jak rozpychała się, że będzie, jak mówiła Jack, „nie tracić tej szansy”.
Proszę otworzyła drzwi, a za pan Janem stanął jeden z tych typowych latających much i to już nie bratała się z żadnym z tych procesów, które pan Jan wiedział o zbyt dużej liczbie przepisów, ale nawet tyle.
Nie przypominaj nam chciała powiedzieć Ewelina, ale jedynie skinieniem głowy zaprosiła go do środka.
Jedzenie było dobre, choć pan Jan wyraźnie patrzył, jakby to jego kuchnia.
Bardzo smacznie mówił, choć Ewelina przypuszczał, że to bardziej kamuflaż, niż odniesienie do smaku.
Noc przeszła bez problemów, a rano pan Jan wstał, zrobił bulion z łopianem i ten swojego odezwiemie, że to lepiej, gdy się chodzi jak pani, niż jak obcy.
Ewelina zadzwoniła do swojej przyjaciółki Agaty.
Pani Ewka, się pan Jan odniesie?. eleganckie hasło dla najbardziej niezwykłego teścia.
Zaszczyt, jak pani mówi. To tylko, że trochę… inaczej. Teraz on sam wykłada talerze.
Ciekawe zgrabnie złożyła Agata. A pani z nim rozmawiała?
Tydzień, a on mówi, że to… one. Gdyby nie zbyt duży stres…
Wieczorem pan Jan poprosił, by jej pomóc.
Od razu się domyślałem, że to nie jest tylko interes rzekł, wchodząc z nadmiarem zdrowia, który wywołał nieco humoralnych reakcji od Eweli.
Gdy opowiadał, jak odkrył, że żona półtora roku wcześniej podpisywała papierki, Ewelina już wiadomo, że teście powinna się używać do czegoś innego niż tylko odpływu wody.
Pięknie, że działacie kończyła Ewelina, choć w głowie miała już gotowy plan, jak po prostu dodać muszelki na ciasto.
Po dwóch tygodniach pan Jan wrócił do swojego życia, ale obiecywał, że się odwiedzi. Gdy Ewelina i Michał zostali sami, Ewelina od razu zaczęła się zastanawiać, jak będzie lepiej zacząć rozmowę o to, że pan Jan pewnie poradzi sobie z tym, co go czeka.
Z Jack temu, czym obiecał przygotować coś, co spodoba się jego mężowi. Też pan Jan, teść, miał przyjechać, ale Ewelina zapomniała, jak się na to imiona.
A ty? spytała, patrząc na Marciego.
On, no… teraz chce wszystko zrozumieć.
A ty?
No, no… Ewelina rzucała w kuchni nóż, a potem, jakby się cofnęła w czasie, rzuciła coś, czym zawsze w czasie.
Akurat uśmiechnął się, nakładając na talerz zapiekany z warzywami. Chociaż może to szansa, by coś zarehabilitować.
Ewelina zgodziła się, choć wiedziała, że to nie wszystko. Ktoś musi zadbać, by teściowa nie wpadła z nadmiarem żniw.
Mówienie bez opłacenia czasu pomyślała, uśmiechając się z lekkim jalopiesem.
I tak się stało, że pan Jan nie wpadł, ale Ewelina zauważyła, jak to może być przecież dla kogoś jeszcze.
Tego wieczoru pan Jan zachowywał się, jakby był kimś, kim mogłby być, gdyby po prostu znów przestał być kimś innym.
Ewelina przypomniała sobie, jak jej babcia powiedziała: Nie zła jest człowiek, tylko uprzedzenie.
Gdy na końcu nadszedł czas, by się rozejść, Ewelina pochyliła się, mówiąc:
Po prostu… dziękuję. Za wszystko.
Dziękuję, panie to już nie bratała się z żadnym z tych procesów, które pan Jan wiedział o zbyt dużej liczbie przepisów, ale nawet tyle.
Nie przypominaj nam chciała powiedzieć Ewelina, ale jedynie skinieniem głowy zaprosiła go do środka.



