Rodzinne więzi

**Mój rodzina**
Patrycja raz jeszcze przeszła wzrokiem po swoim domu. Wyglądało na to, że wszystko jest w porządku. Kobiety z paskami w włosach, Tomasz myje twarz, a Katarzyna Nowak siedzi na sofie, wygląda również elegancko. Wczoraj Łukasz zadzwonił z miasta, powiedział, że przyjedzie dziś, choć nie sam, tylko z niespodzianką.

Oczywiście, zbiegła jak oszalała z gminy tam był telefon do domu. Skądże, Łukaz nie widział się z nimi ponad dwa miesiące! Kiedy postanowił zarabiać, znalazł jakąś pracę w mieście.
Zaczęła się płakać:
Łukku, jak to jest? Ty w mieście, a my z dziećmi tu, sami?
Na co płacisz jakbyś mnie trwały czas ukrywała? Sam widzisz, dach trzeba wymieniać, dzieci do szkoły w tym roku, a w wsi pracy brak.
Rozumiem, ale to wszystko jest dziwne. Może i my tam polecimy?
Wypchnął ją:
Patrycjo, jakbyś była szalona! Po pierwsze, koszty są większe, a jak byśmy wszyscy tam byli, to trzeba by wszystko zaarbottoma szmuglować! Ceny w mieście są kosmiczne!

Wiedziała, że mąż ma rację. Powinno się zarabiać, a pójść z nim wszyscy by nie miało sensu. Tam miała pracę i mieszkanie. Och, jak jej serce zeszło, ale się zmusiła.

Kilka tygodni później przyszło pierwsze przelew. Nałożyła najlepszą sukienkę, gdy szła na poczta. Żeby wszystko widziały. Wiła, że są plotki: że Łukaz ją zostawił, a dzieci są mu już niepotrzebne. No wtedy zapadła jej sie. Poczuła się lepiej i przeszła tam, gdzie przyszła połowa wiejskiej populacji. Spojrzeli wszyscy, że padło jej na oku. Odetchnęła z ulgą.

Wczoraj Łukaz ponownie zadzwonił. Pyta się, co to za niespodzianka. Ciekawe, ciekawe. Choćby co nie było, to on sam! Jak żal, jak za nim tęskniła… Weglała piec byli, żeby wyparzali, umyli się i byli blisko… dzieciach bowiem już są.

Katarzyna obserwowała ją z uśmiechem:
Co ty się ruchasz jak krowa? Zniknęłaś z domu? Chcesz, bym łapiła go z powrotem?

Katarzyno! On jest Twój syn i stara się, by zarabiać.

Oj, Patrycju, przecież już wiesz, że twojego męża tu nie trzyma ani deska, ani pinok!

Zwykle patrzyła na to z rezygnacją. Kobiety z wsi zarabiały, jak mogły, a Łukaz mówił, że tu tylko kiepski zarobek i trzeba uciekać do miasta. Resztę dnia spędził jako magazynier, a potem pisał i nic. Ale Patrycja nie chciała tego pamiętać. Zwalczył się i jechał do miasta dla rodziny.

Mamo! Oto tata!

Patrycja jeszcze raz rzuciła okiem w lustro. Wszystko jest w porządku. Musi się ułożyć przed mężem i sąsiadami, którzy już siedzą na płocie.

Weszła na zewnątrz i ujrzała Łukasa z niespodzianką. Niespodzianka wisiała w jego dłoni metr sześćdziesiąt, farbowana, z długimi rudymi włosami.

Patrycja odetchnęła z łatwością. Czuła na siebie spojrzenia liczby sąsiadów. Łukaz otworzył bramę, wpuścił tę kobietę i poszedł za nią.

Cześć, Patrycju.
Cześć, Łukku. A co się tu dzieje?

Nagle uśmiechnął się niespokojnie:
To Magdalina Tyle że chcę z nią zamężować.

Patrycja czuła, jak coś spada gdzieś w środki. Jak ona i dzieci?

Nie robiłam żadnych wydarzeń na ulicy, wejdźmy do domu, porozmawiajmy.

Tutaj w drzwiach stała Katarzyna:
Już niczym. Jak przyjechałeś, to rób to.

Łukaz patrzył na matkę z niedowierzaniem:
Mamo, chcesz, bym znowu nie wrócił?

Nie mam już syna!
Zniknęła za drzwiami. W dziedzińcu zawołały:
Przecz, Katarzyno! Odnajdź ten mizera szczęką!

Łukaz patrzył na resztę ukrywając zaniepokojenie. Magdalina zaczęła go kopnąć:
Łukku, cóż jest z tym domem? Nie możesz sprzedać? Słyszałaś, że on jest twój!

Patrycja zemdlała. Dom rzeczywiście był jego. Katarzyna zapisała go przed ślubem jako prezent. Miał to być tylko dom na czas ich życia. Była maszt, bo ojciec, zmarły przed ślubem, ją wybudował.

Mąż nagle ujął jej rękę i poszedł. Magdalina, zmęczona wysokimi butami, próbowała nadal.

Patrycja wróciła, usiadła w pościeli i zaczęła krzyczeć, dzieci padły przy niej.
Mamo, nie płacz!

Myślała, że świat zawalił się. Że nie może być gorzej, ale okazało się, że może.

Gdy pojawił się wóz, który nikt w wsi jeszcze nie widział, z zetnieniem dwóch osób, starszy i młodszy, ten młodszy pobiegł do Patrycji.

Czy Pan Izydek?
Tak…

Musi Pan wynieść ten dom.
Patrycja nie zrozumiała:
Dlaczego? To jest mój dom!

Był własnością Izydka Łukasza. Wczorajmu sprzedał. Dokumenty dostarczone. Jutro nowy właściciel przyjedzie z rodziną.

Sąsiedzi zbierali się:
Co to za większy mizera! Puścił rodzinę na zewnątrz?
Wypędź ich!

Mężczyzna popatrzył wokół:
Ludzie, nie biegajcie jak zwariowali! Zgodnie z prawem, dom został wyprzedany! I papierki są tu! Ja wcale nie jestem winowajca!

Wiadomość przetoczyła się. Ktoś pognał za komisarzem. Gdyby nie on, to byli zbijani przez sąsiadów.

Co się tu dzieje?
Mężczyzna tłumaczył, pokazując dokumenty. Komisarz powiedział długo. Gdyby go z byłego właściciela nie było, mogli trenować dłużej. Czasem pół godziny minęło. Cała wioskowa populacja gromadziła się. Patrycja podała Katarzyne sprzętu, dzieci siedziały przy babci. Najstarszy, Tomasz, patrzył bez emocji, a dwie dziewczynki tylko szeptały. Nie wiedziały co się dzieje, ale zrozumiały, że poczwy będą ich nowymi właścicielami.

Komisarz wstał:
Izydko Patrycjo, Panie Katarzyno. Ten dom należy do kogoś innego. Można spróbować iść do sądu…

Mechanik pokazał dokumenty i zszedł. Z Patrycji ręka miała listę, co należy zostawić. I tak nikogo więcej nie było na wsi.

Patrycjo, idź ze mną! Mam tam duży dom, ale ja sam zamieszkałem tylko w jednej pokój dziwny. A może to powiesz wszystko?
Była sama w wiosce, ale to jej była prawdziwa.

Sąsiedzi zaczęli pomagać. Narażanie się, słowa padali jak od czapy, ale niczego nie mówiło.

Minęło rok.

Patrycju, zobacz, jak te dzieci!
Ściągnęła gwaranty. Wyszedł pierwszy rok edukacji Zuzanny i Katarzyny. W przywozach przekazanych regałach z sukienkami.

Katarzyna Izydek i Nowak siedziały w krzesełku, czając. Szybko stworzyły sie. Czy nawet porozmawiały trzy godziny, w chmurach i sadziku pełnym domem zajmują się one. Obojętnie jak mniejsza, wszystko rozbudziła się i w końcu zostały tylko jak siostry. Choćby było różne, ale z roku padły.

Po przeniesieniu Katarzyna upadła na kły:
Przepraszam cie, Patrycjo. Takim tu też nie rosną. To nic nie wiemy, jeśli chcesz, to bez słowa wychodzę! Już!

Patrycja podniosła ją.
Co za SYSTEM! Ty za niego poszła, żaden mnie nie ciągnął. Ile tylko takiego zrobić?!
Z płaczem otoczyła Katarzynę, dzieci również leżał wszystkim w kółku i płakały, dopóki nie przestały.

Starała się nie patrzeć w stronę byłego domu. Była tam jako tzw. dom wypoczynkowy bogacze kupili i to już. Nie miał żadnego powodu, by się gniewać.

Przez drzwi wpadł Tomasz:
Mamo! Tato! Tato!

Co się stało?

Ot, tato. Stoi przy bramie. Z walizkami!

Patrycja czuła, jak coś jej sięAPTERa.
Dlaczego?!

Tak! Tato. Z walizkami!

Spojrzała na starych i dziewczyn, rozprostowała ramiona i poszła.

Na bramie rzeczywiście był Łukaz. Magdalina, nie uwięzła w nim, gdy się skończyły pieniądze z domu, wypchnęła go. Później już nie znalazł pracy. Wracał do miasta i nie mając nawet domu wrócił.

Patrycja na进入了 drzwi, ramiona na piersi. Za nią kobiety starsze. Ludzie zaczynały zbierać się wokół budynku.

Co?

Łukaz nie był przygotowany. To była nagła sytuacja.
Chcesz powiedzieć powitania? Mam dzieci i co…

Nie czekaj. Oto pokoju, gdzie trzeba wypiec kawałki.

Patrycjo, tylko nie tak! Dlaczego nie uśmiechniesz się? Powinieneś dostawać zimę i chlubę. Jak nazywasz się?

Skąd wiesz?

Znów przyszła przysługa.
Ciekawy przyszła! I nie słyszę!

Łukaz uśmiechnął się, ale już uciekał. Walizka mu się spłoszyła, kilka ciosów w plecy. Sąsiedzi podnieśli hałas:
Daj mu, Patrycjo! Jeszcze trochę.

Patrycja wróciła z radością, czerwona, ucałowała wszystkie.
Idziemy w dom! Zapomniałam, że mamy tort ku okazji promocji!

Weшли, zamknęły drzwi. Niktomu już nie przekładać. Bo rodzina jest!

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

17 − trzy =

Rodzinne więzi