Głodny powrót do pustego domu: niespodzianka w kuchni

Byłem strasznie głodny, kiedy wróciłem z pracy. Marta domu nie było, a w kuchni czekała tylko notka: Marek, kochany, u Zuzanny. Jeśli czegoś potrzebujesz, dzwoń. Spojrzałem w puste garnki, poskarżyłem się lodówce, a potem skorzystałem z resztek bułka z szynką, zupa z konserwki i czajek z miętodajnikiem. Spałem nad stołem, aż noc weszła w siłę.

O wpół do dziesiątej usłyszałem kluczyk. Marta weszła, a za chwilę przywalcheon: Mamo, coś na kolacje?
Nie mogę. Dietuję. Już wczoraj coś jeść nie będę, rzuciła z miną, która mówiła więcej niż sto słów.
To ty z siebie skrzętna robisz, a ja umieram z głodu? Cały dzień kierownicę trzymałem, zażartowałem, ale w sercu miałem złość.
Dobrze. Sprawdzę, co mam, westchnęła, ale w oku błysnęło coś podejrzanie podobne do podejrzliwości. Pasztet mielonek? Albo kotlety?
Oczekiwałem, że uśmiechnie się ładnie, ale zamiast tego rzuciła: Zuzanna dała mi gołąbki. Czegoś bardziej tradycyjnego, no wiesz
Gołąbki? Z sosem wiśniowym? wybuchnąłem, przypominając sobie jeść z dzieciństwa.
Wygląda na to, że nie jesteś w trybie dyety, dolała mi czającego się czajku. Jeśli chcesz, mogę dzwonić do Zuzanny. Ona zawsze ma coś na przekąskę
Nie, nie, zostanę sama, uśmiechnęła się, ale już trzymała telefon. Po prostu nie chcę cię ograniczać. Już tíl, jak ona gotuje, to sensacja
Zacząłem się złościć, ale przypomniałem sobie, jak jedziemy razem z Mektą na zapieczoną pierogu z siarczkiem. Nie, chodźmy. Zamek, że wypiłeś z kolegą, a ja tu sama?
Nie, nie, lepiej idź. Ja zabiegnę do kąpielni, rzuciła i zniknęła.

Minuty wskoczyły jak gryzonie. W końcu niy pochwyciłem, że nikt nie wraca. Złapałem telefon, ale palce mi drżały co jeśli Zuzanna nie podsłucha, a ja mam skręcić im kolację z robactwem? Paczknął dzwonek: Marek! To cielę z sosem przekroczyl, że to dla ciebie?
Nie, to nie Twoja Zuzanna, tylko sąsiedka z dodatkowego domu, zarzuciłem. Ale JA nie getInt do niej nikogo nie przyniesiemy!
Uspokój się. Zabierze ci to do domu, powiedziała, ale dopadła ją dozyma ironii.
A cóż to za Zuzanna? spytałem susznie.
Zuzanna Nowak. Wiesz, ta z przekładni? Zadzwoń, ale już.

Głos na drugim końcu brzmiał jak piekielna uczta: Marek! Chcesz zapieczone kotlety? Albo pełno jajek z kapustą?
Chciałem zawrócić, ale to było za późno. W domu, przy kanapie, zapała xniośnieniem, że wszystko, co piekne, to można przetłumaczyć na kcal.

Od tego wieczoru zrozumiałem: jedzenie to nie tylko ulga, ale i kinżal. A jeśli kobieta chce coś ukryć najpierw sieje cepiki, potem ciska je na wietrzny wiatr.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

18 − 14 =

Głodny powrót do pustego domu: niespodzianka w kuchni