Światło Strumienia

Księga była sekretarką głównego inżyniera na znanej fabryce w Łodzi.
Za murami zakładu pracowało wielu ludzi, każdy z własną historią, swoją niepowtarzalną bohaterką. Ale nikt nie sprawiał większego wrażenia niż ta kobieta nazywana przez koleżewek Świetlanką. Choć miała już pięćdziesiąt lat, nikt nie odważył się wypowiedzieć jej imienia po raz drugi.

Świetlanka przemieszczała się jak w mgnieniu oka, jej kroki niemal ogłuszające bałasem potłuczki. W biurze jej głos wyganiał ciszę, w warsztacie tłumił nawet najgłośniejsze świece. Poruszała się tak, jakby każdy metr fabryki był jej własnym pokojem.
Dzień pracy dla niej trwał cztery razy dłużej niż dla innych od rana do zmierzchu, bez przerw, bez chwil odpoczynku.
Zajmowała się wszystkim: od rozwiązywania spórów wśród robotników po negocjowanie z dyrekcją, a swoim karierom w komitecie związkowym zabiegała z pasją. Nikt nie pozwalał jej się zatrzymać byli zbyt ceniący jej oparcie.
To nam nic, wyjdzie! powtarzała z niekiedy, gdy problemy mogłyby pokonać każdego. Niech przepływają jak deszcz! dodawała, a potem wślizgiwała się w każdy pokój, pojawiała się przy każdych sprawach, jak rządki potok.

Świetlanka była twarda, prymitywna, czasem wręcz nieznośna. Tego rodzaju kontakt nie sprzyjał przyjaźni, a jeszcze mniej towarzystwu. Jednak w swoim stylu: beztrosko wygolonymi brwiami i rynienkami od kremu, była autentyczna.

Księga nigdy z nią nie rozmawiała, ale powietrzem fabryki nie płynęły tylko plotki. Parę razy zaobserwowała tę kantorkę z oddali

Pewnego dnia przyprowadzili nowego kierownika. Miał pięćdziesiąt dwa lata, a Księża wyglądała na jego córkę. Na początku szeroko się poznawali. Iwan Jeszcze nie znosił obiady w stołówce, wyniósł sobie kubek z piekłem. Z kolei Księża do niego只不过是, siejeknęła tylko z bułeczka i herbatą.
Iwan, choć dostojny, prezentował się z refinowaniem. Spódnica i marynka były przegładzane, szyb Akurat wystrzeliwały, a buty wyraźnie błyszczące.

Z czasem Iwan zaczął zapraszać ją do wspólnej lunchowej pokoju. Lepiej zjemy razem Kawką, nie marnuj półdiśmy, mówił, a potem łapiąc najlepsze porcje, zaczynał opowiadać o swojej żonie Zofii.

To stało się ich tajemniczą tradycją.
Iwan i Zofia byli razem przez trzydzieści lat. Miały trzech synów, pracujących na fabryce. Zofia pochodziła z wielodzietnej rodziny jej rodzice mieli ośmiu dzieci. W barze lubiła przywoływać: Rodzinny pojechany dom? Każdy cały znosi! Miała ich tylko najstarszą córkę, ale smierć miała ogromną winę dziecioma przeżyła chorobę serca. Potem rodziły nurzki, ale najmłodszy z bratów nadal był bladym i słabym. Teraz to bogatyr!

Ale była też chwila, gdy Iwan zdradził. Z młodą, powabną koleżanką z biura.
Pomyśl, Ksieniu, Zofia ogarnia się za dwa poziomy, a mi, głupcowi, serce chce się rozpaść! To była jak po kółko i krzyżyk! żartował.

Tak fakt: ta kobieta porodziła mu córkę, tylko żeby potem jej się wybiec. Iwan musiał przyznać się do mężowskiej winy. Zofia zaczęła krzyczeć, potem zapadła w ciszę. Obaj mówili tylko, co im za wyjście
Ale Zofia ostatecznie rzekła: No to co, skoro Pan Bóg nam dał dziecko, to co nas czeka? Tak i nazwiemy ją Dariną!
Iwan’l miał wtedy powiedz: teraz to ona był zlądkiem.
Dzisiaj Darinek ma szesnaście lat, ochoczo pomaga mamie, a Zofia chętnie dla nią oddaje życie. Wybieraj żonę nie w tańcu, a w ogrodzie, często powtarzał Iwan.

Kiedy Księża spała o Zofii tylko powierzchownie, oddało jej szacunek i podziw. Ale czasami było jej jej przykro. Wychować trójrodzicę, przyjąć niewłaściwe dziecko, wybaczyć zdradę To nie każdy by zrobił.

Zofia kiedys przyjęła w domu swojego brata, gdy jego dom spłonął. Nurtowała się też o swoją starszą siostrę, płacąc za kosztowną operację, choć rodzina same miała problemy z obiadem.
To jest Baba Twarda, myślała Księża o Zofii.

Zjadam te pyszne bulki, pierogi i placek, marzyłem już, by poznać tą kobietę. I niemal natychmiast taka szansa pojawiła się

Pewnego dnia, do przyjmowni wchodzi bryczka i bez zezwolenia udaje się do gabinetu.
Pani, zatrzymaj się! Jeśli ma pan ku Iwanowi, to ku niemu zapisem, ostrzega Księża.
A mnie, jako żonie, zapis niech nie przeszkadza? biegnie odpowiedź.
Znanym głosem rozpoznajęŚwietlankę.
Kto to, żona? pytam z niedowierzaniem.
To ja żona Iwana. Zofia. Czy mogę wejść, dziewczyno? wyjaśnia.
Ona bez cienia zawahania przestępuje próg. Drzwi ani nie zamyka. Po chwili Iwan woła ją:
Ksienia, oto Zofia. Choć na zawodach wszystkie ją nazywają Świetlanką.
Do ciebie się Zofia zaprzyjaźniła. Chcemy cię zaprosić do nas na herbatę. Zgoda? mówi, a jego głos niemal drży.
Oczywiście, chcę! odpowiadam oszołomiona.

Zaproszenie okazało się zręcznym ruchem: Zofia chciała pokazać wam swojego drugiego syna, Wojtka. Miał szukanie miłości, jak jego ojciec.

Od tej chwili wchodzimy do jednej rodziny. Świadomość, że moja Świetlanka to moja szwagierka, zmieniła wszystko…
Mama cały zakład wie: mojaniedoświadczona teść.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

1 × cztery =

Światło Strumienia