Nie bądź piękna, bądź wygodna!

Dzień czwarty października
Dziś Mateusz zadzwonił. Znów między ważnymi spotkaniami. Tylko dwie godziny dla mnie. Kiedyś wzdychałabym z zachwytu. Teraz? Czuję tylko pustkę i coś, co może jest gniewem? Wcześniej była ta rozmowa z Małgosią w kawiarni na Koszykowej. Jak zwykle bez owijania w bawełnę.

Helena, na litość boską, zupełnie cię nie rozumiem! Małgorzata aż uderzyła dłonią w stolik, aż filiżanki zadzwoniły. On cię używa jak podnóżek! Dziś przyjdź, jutro nie przychodź, pojutrze znów potrzebna!

Małgoś, ty po prostu nie rozumiesz odparłam, mieszając cukier w kawie, zmęczona tym już przed rozmową. Aleksander to człowiek niesłychanie zajęty, ma firmę, ciągłe zebrania. Kiedy ma czas, wtedy się widzimy.

Głupi jego biznes! Małgorzata aż poczerwieniała. Masz już trzydzieści sześć lat, Hela! Jak długo chcesz być jego zapasowym lotniskiem?

Skrzywiłam się. Zawsze bezpośrednia, moja Małgosia. Jak nożem ciąć. I nie można nawet się sprzeczać bo mówi prawdę. Tylko ta prawda jest tak kłująca, że wolałabym jej nie słyszeć.

A co mi zostaje? spytałam cicho, patrząc na ulicę za oknem. Piękne kobiety są wszędzie, a ja zwyczajna. Za to wygodna. Nie robię scen, nie wymagam, nie kapryszę.

Boże wielki, ale posłuchaj siebie! Małgosia złapała mnie za rękę. Wygodna! To co, szmata do podłogi? Masz magisterkę, dobrą pracę, własne M. Jesteś mądra, dobra, wierna

Tylko nie piękna przerwałam jej z gorzkim uśmiechem. A mężczyźni i tak najpierw wybierają oczami, sama wiesz.

Małgosia opadła na krzesło, kiwając głową z niedowierzaniem. Dwadzieścia lat przyjaźni, a ona wciąż nie może uwierzyć we własną wartość. Tak było od studiów zawsze w cieniu jaskrawych koleżanek, zawsze gotowa się dopasować, dogodzić, nie przeszkadzać.

Pamiętasz Darka z uczelni? spytałam niespodziewanie.

Jasne, że pamiętam Małgosia nabrała czujności. Dlaczego?

Strasznie mi się podobał. Przez trzy lata chodziłam za nim jak cień, dawałam notatki, pomagałam na ćwiczeniach. A on nawet nie zauważał. Aż pojawiła się ta ta Roksana Szulc, i od razu zaczął wokół niej krążyć.

Ależ to było sto lat temu! załamała ręce Małgosia.

Dla mnie jak wczoraj uśmiechnęłam się smutno. Zrozumiałam wtedy najważniejszą zasadę: piękni dostają wszystko od razu, a reszta musi być użyteczna. Wygodna.

Helu, no przecież ten Darek co z niego wyrosło? Nieudacznik i alkoholik! A twoja piękna Roksana trzy razy wyszła za mąż i trzy razy się rozwiodła. Gdzie one są, a gdzie ty?

Oni żyją odparłam cicho. A ja się przystosowuję.

I wtedy zadzwonił telefon. Spojrzałam na wyświetlacz i ożywiłam się momentalnie.

Tak, Olku? Tak, jestem wolna. Oczywiście, przyjadę. Za godzinę? Dobrze, czekam.

Widziałam, jak Małgosi patrzy na mnie ze zgrozą, jak moja twarz promienieje dziecięcą wręcz radością, gotowością, by biec na pierwsze skinienie.

Hela, nie idź szepnęła. Powiedz, że masz coś ważnego.

Nie mogę już zbierałam torbę. Ollek ma tylko dwie godziny między spotkaniami. Tak dawno się nie widzieliśmy.

Pięć dni temu się widzieliście!

To dużo uparcie powtórzyłam, wstając.

Małgosia została sama, patrząc za moją oddalającą się sylwetką. Co się z nią stało? Kiedy ta inteligentna, utalentowana kobieta stała się tylko uzupełnieniem czyjegoś życia?

A przecież kiedyś było inaczej. Na studiach, choć nie błyszczałam urodą, byłam duszą towarzystwa. Żartowałam, organizowałam wyjazdy, pomagałam wszystkim w nauce. Chłopcy lubili mnie nie jako kobietę, ale jako najlepszą kumpelę, wiernego kompana. Helka-kumpel mówili. Dumna byłam wtedy z tego przezwiska.

Po studiach dostałam pracę jako ekonomistka w solidnej firmie, szybko awansowałam. Kupiłam mieszkanie w Warszawie, samochód. Rodzice się cieszyli córka się ustatkowała, stanęła na nogach. Tylko życie osobiste jakoś się nie kleiło.

Pierwszy poważny związek miałam dwadzieścia osiem lat. Kolega z pracy, Tomek. Cichy, spokojny, opiekuńczy. Byłam szczęśliwa wreszcie przy mnie jest mężczyzna, który mnie docenia, kocha, nie za urodę, za charakter, za wnętrze.

Byliśmy razem dwa lata. Już zaczęłam delikatnie napomykać o ślubie, rozglądać się za suknią. I wtedy Tomek poznał nową pracownicę młodziutką, śliczną absolwentkę z Krakowa.

Rozumiesz, Helu mówił wtedy, męcząc się nad słowami jesteś wspaniała, ale z Kasią czuję coś zupełnie innego. Taki żar, takie uniesienie

A ze mną jest ci wygodnie? spytałam wtedy. Tak?

No tak przyznał szczerze. Za spokojnie, chyba.

Właśnie wtedy z
Następnego ranka obudził mnie pierwszy promień słońca, który, przebijając się przez resztki porannej mgły, dotknął twarzy jak obietnica, że to, co najważniejsze szacunek do samej siebie właśnie wzeszło i nie da się już tego słońca zgasić.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

9 − cztery =

Nie bądź piękna, bądź wygodna!