W tej rodzinie nie ma miejsca dla ciebie

Hej, wiesz co się u Kaliny stało? Totalny dramat, przysięgam. Stoi w drzwiach salonu, walizkę w ręku, a matka jej wrzeszczy, głos taki ostry: „Nie jesteś tu chciana! Rozumiesz? Koniec, nie masz już w tej rodzinie miejsca!”.
Ojciec, Marek, próbuje coś wtrącić: „Helena, uspokój się”, ale ona od razu: „Zamknij się! Swoją ciszą przez te wszystkie lata dałeś jej do zrozumienia, że może robić, co chce!”.
Kalina blada jak ściana, usta drżą, ale wzrok ma dumny. „Dobrze, mamo. Jak każesz”.
„Nie jestem twoją mamą!” Helena aż podskoczyła. „Mam jedną córkę i to nie ty!”
Marek ciężko siadł w fotel, twarz zakrył rękami. Kalina patrzy na niego, czeka, czy choć słowo w jej obronie powie. Cisza. „Tato?” szepnęła.
„A może nie tak od razu?” Marek głowę podniósł. „Pogadajmy spokojnie”.
„O czym?!” Helena chwyta ze stołu zdjęcie, ciska je o podłogę. Szkło w drobny mak. „Całe Radom palcami wytyka! Zhańbiła nas!”.
Kalina spojrzała na potłuczoną ramkę. Noworoczne zdjęcie sprzed roku szczęśliwa rodzina, uśmiechnięte twarze. Teraz jak okrutny żart.
„Mamo… Helena Aniela” poprawiła się Kalina. „Nie jestem winna, że tak wyszło”.
„Nie winna?!” matka zrobiła krok do niej. „Związałaś się z żonatym facetem! Rozwalasz komuś rodzinę! A teraz jeszcze spodziewasz się po nim dziecka!”
Kalina instynktownie przycisnęła dłoń do brzucha. Mały jeszcze brzuszek, ale wieść już po całym miasteczku się rozniosła.
„Kocham go” cicho powiedziała.
„Kochasz!” przedrzeźniła Helena. „Czterdziestoletniego dziada z trójką dzieci! I co, on dla ciebie żonę zostawi? Czym go urzekłaś?”
Kalina zbladła jeszcze bardziej.
„On mnie kocha. Będziemy razem mieszkać”.
„Gdzie?” jadowicie spytała matka. „Tutaj? W moim domu? Myślisz, że pozwolę ci sprowadzić tego… tego…”
„Helena, starczy” wtrącił Marek. „To jednak nasza córka”.
„Nasza?” odwróciła się do męża. „Tych córek nie rodziłam! Wychowałam cię, na studia wysłałam, pracę załatwiłam! A ty co? Pierwszego lepszego chłopa złapałaś!”
Kalina postawiła walizkę na podłodze.
„Witold nie jest pierwszym lepszym. Znamy się ponad rok”.
„A, ponad rok!” Helena ręce załamała. „Czyli cały rok mnie okłamywałaś! Mówiłaś, że robisz nadgodziny, a sama do kochanka leciałaś!”
„Nie kłamałam, tylko…”
„Tylko ukrywałaś? To też oszustwo!”
Marek wstał, podszedł do okna. Za szybą kapuśniaczek, szare chmury wisiały nisko nad dachami sąsiednich domów.
„Kalinia” powiedział, nie odwracając się. „A co ten Witold mówi? Rzeczywiście się rozwodzi?”
„Naturalnie” odparła Kalina. „Złożył papiery do sądu”.
„Złożył papiery” powtórzyła Helena. „A rodzinę już rozwalił. Dzieci bez taty zostaną”.
„Nie mieli między sobą miłości” próbowała wyjaśnić Kalina. „Żyli jak obcy ludzie. Witold mówi, że ożenił się z rozsądku, nie z miłości”.
„Oczywiście, że mówi!” Helena zaśmiała się szyderczo. „Wszyscy żonaci tak gadają! Żony nie kochają, dzieci nie chcieli, ożenili się z musu! A potem, jak się z kochanką nacieszą, wracają do rodziny!”
„Witold nie jest taki” uparcie stwierdziła Kalina.
„Wszyscy tacy!” odcięła Helena. „Myślisz, ja życia nie znam? Ile takich historii widziałam! Obiecują gruszki na wierzbie, a potem znikają, jak tylko usłyszą o ciąży!”
Kalina drgnęła.
„On wie o dziecku. I bardzo się cieszy”.
„Radość? To gdzie on jest teraz? Czemu z tobą nie przyszedł? Nie staje w obronie ukochanej?”
„On… w delegacji. Wróci za tydzień”.
„Jak wygodnie” syknęła Helena. „Wyjechał akurat wtedy, gdy wszystko wyszło na jaw”.
Kalina spuściła wzrok. Sama się dziwiła, że Witold wyjechał właśnie wtedy, gdy postanowiła powiedzieć rodzicom. Twierdził, że delegacja dawno ustalona, odwołać niesposób.
„Helena, może nie wyrokujmy tak od razu?” poprosił Marek. „Dajmy Kalinii czas się rozgryźć”.
„Rozgryźć?” Helena spojrzała na męża jak na wariata. „Ona już za nas wszystko postanowiła! Zaszła w ciążę z żonatym! Całe miasteczko wie,
Stojąc przy oknie, patrząc na ulewę zalewającą Katowice, Ania wyciągnęła telefon, drżącą dłonią wybrała numer żony Wiktora wiedziała, że bez tej rozmowy nie znajdzie spokoju, choć bała się, co usłyszy.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

17 − 1 =

W tej rodzinie nie ma miejsca dla ciebie