Dziesięć lat milczenia
Dość już tej ciszy! krzyknęła Helena, uderzając dłonią w stół. Dziesięć lat znoszę twoje wybryki, a teraz jeszcze to wszystko!
Hanna siedziała naprzeciwko, nie podnosząc wzroku. Dłonie drżały jej, gdy podniosła do ust filiżankę z herbatą. Na stole między nimi leżał pognieciony zwój szpitalnych papierów.
Czego ode mnie chcesz? cicho zapytała Hanna.
Prawdy! Helena zerwała się z krzesła i zaczęła chodzić po kuchni. Pragnę poznać prawdę! Czemu milczałaś? Czemu nie powiedziałaś mi wtedy, że wiesz?
Hanna postawiła filiżankę na stole. Herbata się rozprysła, tworząc małą kałużę.
Bo się bałam wyznała. Bałam się, że mnie znienawidzisz.
A teraz już się nie boisz? głos Heleny drżał ze złości. Teraz, gdy sama wszystko odkryłam?
Sąsiadka z dołu zapukała w kaloryfer. Helena usiadła ponownie, próbując się uspokoić. Ale ręce i tak jej drżały.
Opowiedz mi wszystko zażądała. Od samego początku.
Hanna otarła łzy rąbkiem chusteczki.
Nie wiedziałam, jak ci to powiedzieć. Byłaś wtedy taka szczęśliwa, dopiero co wyszłaś za mąż…
Nie wykręcaj się! Mów wprost!
Widziałam Marka z tą kobietą w kawiarni na Alei Jerozolimskich. Siedzieli przy stoliku przy oknie, trzymali się za ręce. Ona była w ciąży.
Helena poczuła, jak ziemia usuwa się jej spod nóg. Wiedziała o niewierności męża, ale nie wiedziała, że ktoś widział ich razem tak dawno.
Kiedy to było?
Pół roku po waszym ślubie Hanna mówiła ledwo słyszalnie. Szłam z pracy do domu, zobaczyłam ich przypadkiem. Najpierw nie wierzyłam, że to Marek. Ale potem wyszli na ulicę i rozpoznałam go bez wątpienia.
I co dalej?
Chciałam podejść, ale… Hanna zawahała się. On ją pocałował. Tak czule, jak całuje się ukochane. A potem położył dłoń na jej brzuchu.
Helena zamknęła oczy. Wspomnienia przypłynęły bolesną falą. Tamten okres ich małżeństwa, gdy ona marzyła o dziecku, a Marek zwlekał i zwlekał.
Czyli już wtedy miał dziecko z inną?
Nie wiem. Być może. Helu, naprawdę chciałam ci powiedzieć, ale…
Ale wolałaś zachować milczenie. Dziesięć lat!
Hanna wzdrygnęła się od ostrego tonu przyjaciółki.
Myślałam, że to minie. Że opamięta się i wróci do ciebie. Ty byłaś tak zakochana, planowałaś dzieci, kupowałaś ubranka…
Ubranka dla niemowląt powtórzyła Helena z goryczą. A on w tym czasie wychowywał cudze dziecko.
Wstała i podeszła do okna. Na podwórku bawiły się dzieci, beztrosko śmiały się i biegały między huśtawkami. Helena tak marzyła o własnych dzieciach. A teraz ma czterdzieści trzy lata, a czasu zostało niewiele.
Helu, wybacz mi Hanna podeszła do przyjaciółki. Rozumiem, że postąpiłam źle. Nie mogłam jednak zniszczyć twego szczęścia.
Jakiego szczęścia? Helena odwróciła się do niej. Szczęście życia z kłamcą i zdrajcą? Szczęście tracenia najlepszych lat na człowieka, który cię nie kocha?
Kochał cię! Widziałam, jak na ciebie patrzył.
Widziałaś? Kiedy widziałaś? Gdy zdradzał mnie z brzemienną kochanką?
Hanna spuściła głowę. Słowa przyjaciółki biły mocno, lecz rozumiała, że zasłużyła na każde z nich.
Chciałam dobrze wyszeptała.
Dobrze? Helena zaśmiała się, lecz śmiech jej był pełen bólu. Dobrze byłoby powiedzieć mi prawdę wtedy. Może nie zmarnowałabym dziesięciu lat życia na tego człowieka.
W przedpokoju zadzwonił telefon. Helena poszła odebrać, a Hanna została przy oknie.
Halo? zmęczonym głosem odezwała się Helena do słuchawki.
Cześć, to Marek. Zatrzymam się dziś w pracy. Nie czekaj ze mną na obiad.
Helena spojrzała na zegarek. Siódma wieczorem. Dzień pracy dawno się skończył.
Rozumiem sucho odpowiedziała. Do widzenia.
Odłożyła słuchawkę i wróciła do kuchni. Hanna siedziała przy stole, gniotąc w ręce chusteczkę.
To on dzwonił?
Tak. Znów się spóźnia.
Helu, a może to już inaczej wygląda? Może się zmienił?
Helena wyjęła z torebki kilka zdjęć i rzuciła je na stół.
Spójrz sama.
Hanna pochyliła się nad odbitkami. Był na nich Marek z tą samą kobietą, tylko teraz starszą, a obok nich stał chłopiec około dziewięcioletni.
To jego syn wyjaśniła Helena. Wczoraj wynajęłam detektywa. Okazuje się, że Marek już od dziesięciu lat prowadzi podwójne życie. Oficjalnie w mieszkaniu ze mną, nieoficjal
Klucz zgrzytnął w zamku, Sergiusz wszedł, zaróżowiony od mrozu, ale Helena wstała, spojrzała mu prosto w oczy i mocno ścisnęła w dłoni zdjęcia świadczące o jego podwójnym życiu, gotowa w końcu usłyszeć jego wersję prawdy, nawet jeśli miała zaboleć równie mocno jak zdrada.



