Babcia przymrużyła oko jakby znała odpowiedź na własne pytanie. – Mówią, że nie każda Jadwiga musi być z Poznania, a nie każdy Jan z Gdańska. Świętych na tej grzesznej ziemi mało. Więc nie potępiaj, zajrzyj lepiej w swoje serce. Taką to wzorową żoną byłaś dla swojego Janka?
– Babciu, Janek zostawił mnie dla mojej przyjaciółki! Gdzież ta sprawiedliwość? Mam milczeć? – moja wściekłość wrzała.
– Na pewno nie biec do pracy Janka i nie skarżyć się jego szefowi, jaki to z niego kobieciarz. Tylko się ośmieszysz. Znamy to… Oszukane żony zalewały łzami komitety partyjne. Miłość przykazaniom nie podlega i granic nie zna. Nic nie wskórasz, córeczko. Pogódź się. Czas wszystko objaśni – babcia mówiła spokojnie. Moja wieść o niewiernym mężu i zdradzieckiej przyjaciółce nie poruszyła jej, nie zmartwiła. Jakby powiedziała o pogodzie.
„Hm, 'pogódź się’, łatwo powiedzieć”. Ta przyjaciółka Krysia, to wyszła istna żmija podkurna. Swojego męża pochowała, zabrała się za mojego. Nie uda się! Nie oddam! Widziałam nieraz, jak mój Janek za Krystyną zerkał. Pamiętam, jak całym towarzystwem poszliśmy do sauny. Janek oderwać wzroku od Krysi nie mógł. Jak kot do mleczka się oblizywał. Oczami obejmował i całował przyjaciółkę owiniętą ręcznikiem. Trochę lekceważyłam te niedomówienia.
Krysia, bez wątpienia, piękna, łagodna, wrażliwa. No i co? Z Jankiem przeżyliśmy szesnaście lat, mamy syna Kacpra. Wierzyłam mocno, że moja rodzina jest solidna i żadne zło jej nie złamie.
Krysia z Adamem nie mieli dzieci. Wiem, Krysia bardzo to przeżywała. O Adamie nie powiem, głównie milczał w tej sprawie. Myślę, że męski żal nosił. Przyjaźniliśmy się jako rodziny. Często wyjeżdżaliśmy na łono natury, razem spędzaliśmy wakacje. Weseliliśmy się, jak się dało. Tak, widać wszystkiego czas nadejdzie. Nieszczęście czekało pod progiem, uśmiechając się złośliwie.
– Zosia, Adama zabrała „Karetka”. Zawał. Boże, mówiłam mu: „Może adoptujemy dziecko z domu dziecka?” Nie, milczał i chmurniał. Teraz nie wiem, czego się spodziewać. Wyjdzie z tego? – Nieszczęsna Krysia szlochała.
– Uspokój się, Krysia. Wszystko się ułoży! Zobaczysz. Adam jest silny – szczerze pocieszałam przyjaciółkę.
– Ech, Zosiu! Jak żyć bez Adama, nie pojmuję! To był mój promyczek. I pocieszy, i pokrzepi. A ja sama? – Krysia łkała.
– Nie grzeb go przedwcześnie, Krysia. Ogarnij się. Nie rozklejaj się. Makijaż, manicure, fryzura… Uśmiech na twarz i do szpitala do męża! Adam znów się w tobie zakocha i szybciej wyzdrowieje…
Wtedy wszystko dobrze się skończyło. Adama wyleczyli, postawili na nogi. Życie płynęło dalej.
Wkrótce Adam i Krysia adoptowali trzyletnią dziewczynkę, Maję. Rodzina była u szczytu szczęścia.
– Teraz już nie straszna śmierć! – oznajmił nagle Adam przy świątecznym stole.
– Co ty? Teraz dopiero trzeba żyć, córkę wychowywać – zdziwiliśmy się jego słowom.
– Mówię, że nie żyłem na darmo. Choć jedno dziecięce serce ogrzałem, przygarnąłem. Na żonę swoją Krysię polegam. Sobie poradzi z córeczką. Pozwolę jej wyjść za mąż, gdyby co… – Adam miał w oczach nieprzemijający smutek.
– Oj, Adamie, nie bajki! Przyjaciele, pijmy za nasze rodzinne szczęście! – wzniósł toast przez mojego Janka.
I zapomnieliśmy o tej jego dziwnej spowiedzi. Na razie…
Anioł śmierci niby chromy osioł zatrzymuje się pod każdymi drzwiami. Adam się nie uchronił. Drugi rozległy zawał nie dał szans. Śpi Adam już wiecznie.
Została Krysia z przybraną córką. Odpłakała czas za mężem i znów się podniosła. Miała wtedy trzydzieści lat. Przyjaciółka całkiem zmieniła wizerunek. Z blondynki zmieniła się w gorącą brunetkę, odnowiła szafę i częściej się śmiała. Nadal spotykaliśmy się przy świątecznym stole.
Mój Janek zawsze nie mógł doczekać się spotkania z Krysią. Przy niej Jan
Przy niej Janek rozkwita jak kwiat pod słońcem, więc odwracam się i znajduję własne światło w spokoju poranka z synem przy kawie.
MIŁOŚĆ NIE MA GRANIC



