I tak się zdarza…

I tak zdarza się czasem…
Nikt jakoś specjalnie nie wyczekiwał Tymka w tym świecie. Ale się pojawił. Ogłosił swoje przyjście głośnym wrzaskiem, żądaniem jedzenia, uwagi i pielęgnacji. A mama… Mama uciekła, ledwo zipiąc ze zmęczenia, ledwie dwa dni po porodzie. Zniknęła w nieznanym kierunku, nie czując najmniejszej więzi z tym małym kluskiem i nie chcąc brać na barki odpowiedzialności za jego życie. Ma tylko dziewiętnaście lat, najbliższa jej babcia odeszła rok temu. Potem był chłopak, dużo obiecywał, ale rzucił. Wszyscy ją zostawili! Rodzice w dzieciństwie, wywróciwszy się samochodem, a babcia, która kochała swoją wnusię ponad życie, też niedawno zostawiła… Tato wyszedł z domu dziecka, a mama ma siostry, ale te od lat mieszkają w Wielkiej Brytanii ze swym ojcem, jej dziadkiem, i nie utrzymywały kontaktu.
Jakaś tam pokraczna historia rodzinna, pełna żalów, złości, jakichś podziałów… Na początku jej to nie ruszało, a potem, gdy babci zaczęło naprawdę podupadać na zdrowiu i trafiła do szpitala, to już w ogóle nie było czasu na opowieści.
W tym roku miała skończyć liceum, koledzy z klasy teraz piszą maturalne prace, a ona… No nic, nic. Sama sobie jakoś poradzi, ale tylko sama! A dziecko to ciężar. Strasznie ciężki! Prawie nie do uniesienia. A jej i tak samej ciężko czemu tego nikt nie rozumie? Więc zostawiła swoje maleństwo, może ktoś mu pomoże. Tak jak kiedyś jej tacie. A oni wciąż przychodzą, coś mówią, tylko kto są ci oni i po co nie wiadomo. Nieważne… Jak tylko trochę sił wróci, będzie jakoś żyć dalej…
A Tymkowi mama nie potrzebna później. Potrzebna mu jej teraz, zupełnie teraz! Przytulić policzek do matczynej piersi, posmakować jej mleka, poczuć bicie jej serca…
Ale nie ma matczynego ciepła, więc jest strasznie i samotnie. Płacze, pragnie mamy. A biorą go wciąż inne ręce, obce ręce. Karmią mlekiem, ale to nie mama, więc wciąż boli i się wierci w małym brzuszku. Sen niespokojny, w oczekiwaniu… Nawet przez męczący sen maluch poznałby głos mamy. Ale głosy są tylko obce.
Mały Tymek umiał czekać. Czekał na matczyne dźwignięcie, ciepło jej ciała, smak jej mleczka i pewnie modlił się do swoich niemowlęcych bogów całymi sobą, każdym oddechem, nawet cmokiem malutkiego noska.
I bogowie go wysłuchali. Ordynator szpitala, sympatyczna kobieta o złotym serduszku, nie potępiała młodej matki, ale też nie mogła się pogodzić z tym, że taki słodki aniołeczek został bez mamy.
Wykorzystała wszystkie kontakty i wydobyła wszystko o mamie Tymka, znalazła adres dziadka mamy, pradziadka Tymka w odległej Wielkiej Brytanii, skontaktowała się i długo gadała przez wideoczat. Opowiedziała mu o nieszczęśliwej i samotnej wnuczce, której nikt nie podaje ręki na tym świecie, i o malutkim chłopczyku, który jeszcze życia nie zaczął, a już jest nikomu niepotrzebny.
Dziadek nie mógł już tak daleko jechać, ale za to przyleciały obie ciocie, siostry mamy. Chorująca mama Tymka, Jadzia, leżała w domu. Strasznie bolała ją i paliła pierś, mleka już prawie nie dawała się odciągnąć, miała gorączkę. Długo nie mogła pojąć, co w ogóle się dzieje, kim są te osoby i czego chcą. Lekarz z pogotowia wrócił młodą mamę do szpitala, gdzie pielęgniarki delikatnie, ale stanowczo, nie zważając na łzy i protesty,
odciągnęły resztki mleka z piersi, zbiły temperaturę i przyniosły Tymka. Malec wpatrywał się w nią uważnie swoimi ślepkami, krzywił nosek
i stroił miny. Poznała synka? No jasne, że poznała! Wzięła go na ręce. Znaczyło to, że już nie puści.
Potem wypisano ją ze szpitala i dwie hałaśliwie paplające ciotki zawiozły ją z synkiem do domu. Tam jakoś sama z siebie już stała kołyska, komódka zapełniła się pieluchami i malutkim ubraniem… Ciocie z nią gadały, karmiły ją znajomym makaronem z serem, który nazywały „pastą”. Ale nie ważne, co i jak nazywają istotne, że już nie jest sama. Ważne, że jest ktoś, kto pyta:
– Jak się czujesz? Jadłaś? Piłaś? Pij więcej herbaty z mlekiem, od tego masz więcej pokarmu. Może się prześpisz? W nocy długo siedziałaś z Tymkiem, niewyspana…
Myślicie, że to opowieść o chłopcu Tymku czy jego mamie, młodej i zagubionej? Ojej, skądże znów. Nie. To historia o ord
Oraz o tych dwóch hałaśliwych ciociach, których „pasta” i ciągłe pytanie „Czy już jadłaś?” stały się podstawą dla nowej rodziny, pokazując, że czasem wystarczy odrobina więcej, by zamiast rozpaczy zagościła nadzieja.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwanaście − sześć =

I tak się zdarza…