Ryszard i Wiesława przeżyli razem siedem lat. Od szkolnej ławy byli nierozłączni. Dzieci nie mieli. Po prostu się nie zdarzyło. Ukochana babcia Ryszarda nalegała:
Pobierzcie się, dzieciaczki! Wtedy łaska boża na was spłynie. Pan Bóg da wam potomstwo.
Dla Ryszarda jego babcia była najwyższym autorytetem. Dlatego wkrótce oficjalnie oświadczył się swojej partnersce.
Wesele było huczne. Wymienili się obrączkami. Odcisnęli pieczątki w dowodach. Jednak podczas przyjęcia zdarzył się problem. Gdy nowożeńcom podano kieliszki z szampanem, musieli wypić je do dna (na szczęście bez łez). Potem, wedle tradycji, rzucili kieliszki o ziemię, by je stłuc. Kieliszek Ryszarda rozsypał się w drobny mak, kieliszek Wiesławy nawet nie pękł, tylko się potoczył.
Goście zaczęli szeptać (aczkolwiek dość głośno):
Oj, to zła wróżba! Nie będzie im się darzyć.
Ryszard i Wiesława tylko się zaśmiali. Co za bzdury! I zabawa trwała dalej.
Gdy wesele się skończyło, młoda para miała żyć długo i szczęśliwie. Ale
Wiesława, uzyskawszy status prawnej żony, szybko się zmieniła i zaczęła rządzić. Wszystko było nie tak. Zaczęła wytykać drobiazgi. W końcu oświadczyła:
Szkoda, żeśmy się pobrali, Ryszardzie. Jesteśmy jak ogień i woda. Lepiej się rozstać.
Ryszard winą obarczał teściową. Była dla niego jak Baba Jaga z bajki. Nigdy nie miała dość. Uwagi, pieniędzy, miejsca w dwupokojowym mieszkaniu A skoro zięć zamieszkał w jej krwią i potem zapracowanym lokum, teściowa bez przerwy mogła go szlifować i uczyć, jak zarobić milion, a nie wiązać koniec z końcem. Ryszard cierpliwie znosił ataki żony i teściowej przez rok. Aż usłyszał:
Wynoś się.
Zapytał żonę:
Wiesia, to jest ostateczna decyzja TWOJA i mamy?
Tak! Moja mama nie ma z tym nic wspólnego! warknęła Wiesława.
Ryszard powoli zaczął pakować rzeczy, spoglądając na żonę z nadzieją. *Może się rozmyśli, może się zlituje.*
Ale Wiesława nawet brwi nie drgnęła.
Żegnaj, żono! Wybacz, jeśli zawiniłem westchnął Ryszard.
Żegnaj! Wiesława trzasnęła drzwiami za mężem.
Ryszard wyszedł z domu. Nie miał jednak czasu długo rozpaczać. Młody mężczyzna natychmiast znalazł się w ramionach innej dziewczyny. Był przecież chłopakiem jak malowanie. Postawny, wysportowany, męski.
Dziewczyna od dawna się w nim kochała. Pracowali razem. I gdy tylko Agnieszka (tak nazywała się nowa wybranka) zauważyła, że Ryszard ostatnio chodzi przybity i nie żartuje jak zwykle, zaproponowała spotkanie po pracy. Ryszard się zgodził. Z nudów
Agnieszka była wolną i atrakcyjną kobietą. Z nieskazitelną opinią.
Wieczorem młodzi przespacerowali się po parku, wypili kawę w przytulnej kawiarence. Ryszard opowiedział Agnieszce całe swoje życie. Dziewczyna współczuła, wzdychała, uspokajała jak umiała. Nagle się wygadała:
Ryśku, czyż naprawdę nie widziałeś, jak na ciebie patrzę, jak łowię każde twoje spojrzenie? Dawno cię kocham! Ślepy jesteś, czy jak?
Ryszard oczywiście domyślał się uczuć Agnieszki. Mijali się codziennie w pracy. Gdy tylko się zbliżał Agnieszka to bladła, to czerwieniała. Głos ją opuszczał, głowa się kręciła. Ryszard zwracał na nią uwagę jak na piękny, pachnący kwiat, ale nic więcej. Agnieszka była zupełnym przeciwieństwem żony Ryszarda. Spokojna, czuła, uległa. Podobało mu się to. Ale wtedy był żonaty! Nie pozwalał sobie na wyskoki. Teraz, gdy go wyrzucono, pomyślał: *Czemu nie? Rybka sama płynie w ręce Po co opuszczać smaczną przekąskę?*
Rankiem Ryszard i Agnieszka razem przyjechali do pracy. Koleżanki, zobaczywszy parę, puszczały do siebie oczko. *Aha, Agnieszce się udało.* Wszyscy wiedzieli, że dziewczyna marzyła o Ryszardzie. Ale nigdy nie przekroczyłaby granicy nazywanej żona.
Ryszard zamieszkał u Agnieszki.
Agnieszka, niczym piękny motyl, wirowała wokół ukochanego. Przewidywała jego życzenia. Rozpieszczała jak mogła. Zdawało jej się, że większego szczęścia na ziemi nie ma! Ryszard z przyjemnością przyjmował wszystkie troski Agnieszki. Na własny użytek nazywał ją Światełko. Była tak promienna, że tym blaskiem ogrzewała mu duszę.
Dziewczyna przedstawiła Ryszarda rodzicom. Tata Agnieszki był wysokim urzędnikiem. Spostrzegł, że córka jest po uszy zakochana w Ryszardzie. Wydał werdykt:
Skoro tak żyjcie razem. Wesele zrobimy później. Najpierw zobaczę, jaki z ciebie owoc, zięciu.
Ojciec oczywiście nie wiedział, że Ryszard jest żonaty. Agnieszka nie śmiała powiedzieć. Znała charakter taty
Młodzi cieszyli się życiem! Nawet snuli plany. Polecieli do Zakopanego. Tata Agnieszki się postarał i sfinansował wyjazd. Dla córki nie pożałuję niczego! Niech dzieciaki się rozerwą.
Minęły trzy miesiące i Wiesława wezwała prawnego męża z powrotem
Ryszard obiecał sobie w duchu, że choć nie dane mu było spełnić życzenia ojca Agnieszki co do płci dziecka, to najważniejsze jest bycie prawdziwym ojcem i mężem w tym jednym, wybranym z całego serca domu.



