**OCHRONIONI MIŁOŚCIĄ**
Spotkanie Oli i Kamila było napisane w gwiazdach.
…Kamil nigdy nie widział swojego ojca. Wychowała go mama i babcia. Gdy mały Kamil pytał o tatę, mama mruczała coś niewyraźnego: „Twój ojciec jest geologiem, ciągle w podróży, szuka cennych minerałów.” A raz, w gniewie, krzyknęła: „Nigdy nie miałeś ojca, Kamilusiu!”
Jako dziecko Kamil przyjmował te słowa bezkrytycznie, ufając mamie. Ale gdy podrósł, postanowił dociec prawdy. W końcu nie zstąpił z nieba jak anioł! Okazało się, że jego mama w młodości wyjechała w delegację i wróciła z dzieckiem – czyli z Kamilem. To babcia wyjawiła mu tę tajemnicę, szeptem, w sekrecie.
Kamil był niesamowicie szczęśliwy, że zagadka została rozwiązana. Dzięki Bogu, nie znaleziono go w kapuście. Postanowił, że przy pierwszej okazji spotka się z ojcem, czy ten tego chce, czy nie. „W końcu jestem jego synem, a nie przypadkowym przechodniem!” Wtedy też dał sobie słowo: „Będę miał prawdziwą rodzinę. Żonę i dzieci. Jedną żonę na całe życie i gromadkę maluchów.”
…Ola również nie zaznała ojcowskiej miłości. Jej mama rozstała się z ojcem, gdy Ola miała niecałe dwa lata. Jego miejsce zajął ojczym. Niezły człowiek, ale jednak… Zawsze stawiał swoje dzieci z pierwszego małżeństwa Oldze za wzór. To ją irytowało. Więc jedyną miłością, na jaką mogła liczyć, była ta od mamy.
Gdy Ola dorosła, postanowiła: „Jeśli wyjdę za mąż, to tylko raz i na zawsze! Gdyby tylko znalazł się taki chłopak.”
I znalazł.
…Wigilia Bożego Narodzenia. Styczeń, mróz, wieczór. Księgarnia. Kamil i Ola stoją w kolejce do kasy. Oboje trzymają w rękach tomiki Adama Mickiewicza. Ich wzrok przypadkiem się spotyka. I Kamil rusza do ataku. Zasypuje Olę komplementami, pytaniami (taktownymi, pełnymi szacunku). Nie mógł tak po prostu pozwolić jej odejść. Miała zostać jego żoną! Tylko ona. Ta właśnie dziewczyna.
A Ola nawet nie kokietowała. Czuła się z tym niespokojnym chłopakiem tak, jakby znała go od stu lat. Ale pochodziła z dobrego domu, a nie wypadało dziewczynie wdawać się w znajomości byle gdzie i byle z kim. Kamil docenił jej skromność i zaproponował wymianę numerów telefonów. Ola zapisała jego numer, ale swojego nie podała. „Zadzwonię po świętach” – obiecała mgliście.
Kamil nie mógł pozwolić, by taki dar niebios – w postaci Oli – mu umknął. Pożegnali się, ale Kamil potajemnie podążył za dziewczyną, by dowiedzieć się, gdzie mieszka.
Przez całe święta Kamil chodził jak w oblokach. W końcu odnalazł swoją „łabędzicę” i obiecał sobie, że już zawsze będzie ją kochać.
Lecz święta minęły, a „łabędzica” nie dzwoniła. Kamil zaczął się niepokoić i postanowił działać.
Tomik Mickiewicza, który kupił w księgarni, wsunął do skrzynki pocztowej Oli. Czyżby nie domyśliła się, od kogo? Tego samego wieczoru zadzwoniła do niego z pretensjami:
„Cześć, Kamil! Dlaczego nie dzwoniłeś? Czekałam!”
„Olusiu, nie miałem twojego numeru. Zadzwoniłbym dawno temu. Chyba pamiętasz, że w księgarni bałaś się go podać?” – Kamil promieniał ze szczęścia.
„Ale przecież i tak mnie znalazłeś!” – nie ustępowała Ola.
„Typowo kobieca logika” – pomyślał Kamil. Był ogromnie szczęśliwy, że wreszcie wszystko się wyjaśniło. Ola okazała się wcale nieobojętna!
Nie czekając na lepsze czasy, Kamil i Ola wzięli ślub cywilny i kościelny. Jakżeby inaczej? Mieli ze sobą tyle wspólnego. Po pierwsze – czystą, nieziemską miłość. Po drugie – pragnienie, by mieć tyle dzieci, ile Bóg da. Po trzecie – zamiłowanie do twórczości Mickiewicza. Czy to mało?
Na tak solidnych fundamentach postanowili budować swoje życie.
Ola uczyła studentów polonistyki na uniwersytecie, Kamil był świetnym programistą.
Po czasie w ich rodzinie pojawiła się Ania. Dwa lata później – Tomek. Wszystko szło jak z nut.
Kamil nie porzucił myśli o odnalezieniu ojca. Pomógł internet. Wśród dziesiątek osób o tym samym nazwisku w końcu odnalazł krewnego. Nawiązali kontakt. Ojciec mieszkał w Warszawie. Zaprosił Kamila w odwiedziny.
Spotkanie było wzruszające. Ojciec miał swoją rodzinę, ale przez wszystkie te lata pamiętał o Kamilu.
„Świetnie, synu, że mnie odnalazłeś. Teraz będziemy w kontakcie” – mężczyzna objął Kamila.
Kamil z dumą wymienił wszystkich członków swojej rodziny. „Patrz, tato, jesteś już dwa razy dziadkiem. I to nie koniec…”
Ojciec Kamila był profesorem medycyny.
Do domu Kamil wrócił uskrzydlony. Ojciec bardzo mu się spodobał – ciepły, szczery człowiek.
Oczywiście, obowiązki rodzinne nie pozwalały Kamilowi często spotykać się z ojcem. W końcu kontakt się urwał.
Ania i Tomek podrośli. Ola postanowiła bronić doktoratu. W końcu jej babcia i mama były doktorami filozofii. Ola nie chciała zostać w tyle.
Tematu doktoratu nie wybrała przypadkiem. O Mickiewiczu. Mama dwójki dzieci skrupulatnie zbierała materiały, przygotowywała się.
Kamil wspierał żonę, pomagał w domu, jak tylko mógł. Trzy lata minęły na przygotowaniach. W tym czasie Ania i Tomek doczekali się siostrzyczki – Zosi.
Z obroną musieli zaczekać.
Gdy Zosia poszła do przedszkola, Ola wróciła do pracy naukowej. Doktorat był już na wyciągnięcie ręki…
Aż nagle Kamil zachorował. Medycyna nie znała takiej choroby – coś groźnego, zagrażającego życiu. Lekarze rozkładali ręce. Kamil gasł w oczach. Leczenie nie przyniosło skutku. Delikatnie zasugerowano Oldze, że szanse na przeżycie są znikome. A Kamil miał zaledwie czterdzieści lat! Nieszczęścia chodzą po ludziach.
Czego Ola doświadczała w tych dniach, nie da się opisać. Kamil, świadomy swojego stanu, prosił ją o przebaczenie, że nie pomoże jej wychować trójki dzieci…
Ola płakała w ukryciu, zalewając się gorzkimi łzami. A do tego wiedziała, że w niej rośnie nowe życie. Nie mówiła KamiliowiOla nie poddała się i pamiętając o adresie zielarza, o którym wspominał ojciec Kamila, postanowiła zawalczyć o życie męża, bo wierzyła, że miłość i determinacja potrafią zdziałać cuda.



