— Kasia! Co ty wyprawiasz?! — krzyknęła kobieta do słuchawki, a jej głos zadrżał z oburzenia. — Przecież to moje wesele! Moje! Czekałam na ten dzień półtora roku!
— Moniczko, kotku, no zrozum! — odpowiadał spokojny głos przyjaciółki. — Tomek sam do mnie zadzwonił wczoraj wieczorem. Sam! Co miałam zrobić, odmówić? Spotykaliśmy się jeszcze na studiach, dobrze wiesz!
Monika opadła na kanapę, telefon zadrżał jej w dłoni.
— Ale wesele jest w sobotę! Suknia kupiona, goście zaproszeni, restauracja wynajęta! Kasia, jak można tak postąpić?
— A co miałam zrobić? Powiedział, że zrozumiał swój błąd. Że kocha mnie, a nie ciebie. Monika, wybacz, ale serce nie sługa…
Monika rzuciła słuchawkę na kanapę i wybuchnęła płaczem. Za oknem mżył październikowy deszcz, na stole leżała teczka z dokumentami do USC, a w szafie wisiała biała suknia, którą kupowała z łzami radości w oczach.
Mama weszła do pokoju, usłyszawszy szloch, usiadła obok i objęła córkę.
— Co się stało, córeczko?
— Tomek… Tomek żeni się z Kasią — wykrztusiła Monika przez łzy. — Jutro składają papiery w urzędzie. A nasz ślub miał być za tydzień!
Weronika Kaczmarek pokręciła głową i mocniej przytuliła córkę.
— Znaczy, nie było wam pisane, córeczko. Znaczy, nie ten człowiek. Lepiej teraz, niż całe życie w męce.
— Ale dlaczego, mamo? Dlaczego zawsze jestem tym zapasowym wyjściem? — szlochała Monika. — W podstawówce Marcin chodził ze mną, dopóki nie pojawiła się nowa. W liceu Krzysiek przez trzy miesiące się umizgał, a potem uciekł z koleżanką z klasy. A teraz Tomek…
Mama w milczeniu gładziła córkę po włosach. Pamiętała, jak Monika szykowała się do ślubu, jak promieniała, przymierzając suknię. Tomka nigdy specjalnie nie lubiła — coś w tym chłopaku ją niepokoiło. Zbyt gładki, przystojny, umiał mówić piękne słowa. Ale oczy… oczy miał puste.
— Mamo, co ja teraz zrobię? Jak ludziom w oczy spojrzę? Wszyscy wiedzą o weselu! Ciocia Grażyna już kupiła bilety z Poznania, wujek Zbyszek wziął urlop…
— A co robić? Żyć dalej. Jesteś młoda, ładna, mądra. Znajdziesz swojego człowieka, prawdziwego.
Monika podniosła zapłakane oczy na matkę.
— A jeśli nie znajdę? Mam już dwadzieścia siedem lat, mamo. Wszystkie koleżanki zamężne, mają dzieci. A ja jak głupia chodzę na randki i za każdym razem mam nadzieję…
— Znajdziesz — stanowczo powiedziała mama. — Na pewno znajdziesz.
Tylko nie powiedziała córce najważniejszego — że sama przeżyła podobną historię. Że też czyimś była zapasowym rozwiązaniem, aż spotkała ojca Moniki. A on był zwykłym robotnikiem, nie przystojniakiem, nie bogaczem, ale kochał ją naprawdę, do ostatniego dnia.
Dzwonek do drzwi przerwał zadumę. Monika drgnęła — może to Tomek? Może się rozmyślił?
W progu stała sąsiadka, ciocia Halinka, z słoikiem konfitur w dłoniach.
— Monisia, córeczko! Słyszałam, co się stało… Nie martw się tak! Facet z niego żaden, ten twój Tomek. Od razu wiedziałam, gdy go pierwszy raz zobaczyłam. Oczy biega, ręce się pocą. Nie mężczyzna, tylko tak…
— Ciociu, nie trzeba — zmęczono powiedziała Monika.
— A trzeba! Trzeba prawdę mówić! Jesteś śliczna dziewczyna, pracowita, dobra sercem. Takich teraz mało. A on głupi, że tego nie widzi. Słuchaj, wnuczko — sąsiadka usiadła na brzegu kanapy. — Mam siostrzeńca, Wojtka. Po rozwodzie, co prawda, ale dobry chłop. Pracuje w fabryce, nie pije, dzieci kocha. Poznać was?
Monika pokręciła głową.
— Nie teraz, ciociu. Nie czas na nowe znajomości.
— No to trudno, ale i tak mu o tobie opowiem. Może sam kiedyś wpadnie.
Po wyjściu sąsiadki Monika długo siedziała przy oknie i patrzyła w deszcz. W głowie wirowały myśli — dlaczego zawsze tak jest? Dlaczego dla facetów jest tylko przystankiem, zanim znajdą coś lepszego?
W podstawówce zakochała się w Marcinie Kowalskim. Był kapitanem szkolnej drużyny piłkarskiej, wszystkie dziewczyny za nim szalały. A wybrał właśnie ją — cichą, skromną Monikę z równoległej klasy. Chodzili ze sobą pół roku, Monika myślała, że to prawdziwa miłość. Marcin dawał jej własnoręcznie robione kartki, odprowadzał po lekcjach, nawet przedstawił rodzicom.
A potem do szkoły przyszła nowa, Ola z Warszawy — błyskotliwa, modna, umiała się malować i nosiła super dżinsy. Marcin stracił głowę i po tygodniu ogłosił Monice, że się rozstają.
— Nie gniewaj się — mówił, patrząc w bok. — Tylko jesteśmy jeszcze młodzi, to za wcześnie na poważne rzeczy. Jesteś super dziewczyną, znajdziesz sobie kogoś lepszego ode mnie.
Monika płakała wtedy dwa tygodnie i przysięgła sobie nigdy więcej nikogo nie kochać. Ale przysięgi, jak wiadomo, łatwo się łamie.
W szkole medycznej pojawił się Krzysiek Nowak — przystojny, bystry, z dobrego domu. Uczył się na piątki, szykował się na studia. Monika pracowała w bibliotece i często widywała, jak uczy się do późna. Pewnego dnia poprosił o pomoc w znalezieniu książki, zagadali się.
Krzysiek okazał się ciekawym rozmówcą, dużo czytał, marzył o karierze lekarza. Monika słuchała jego opowieści i myślała, że może w tych planach jest też miejsce dla niej. Spotykali się trzy miesiące, Krzysiek mówił piękne słowa o miłości, ale gdy przyszło do rozmów o przyszłości, okazało się, że od roku pisze się z dziewczyną z innego miasta.
— Rozumiesz, Monika — tłumaczył, unikając jej wzroku — ja z Anią znamy się od podstawówki. Rodzice nas prawie wyswatali. A z tobą to była tylko taka… sympatia.
Tylko sympatia. Te słowa wbiły się w pamięć i wypływały za każdym razem, gdy Monika poznawała nowego faceta.
Tomek wszedł w jej życie półtora roku temu, na urodzinach wspólnej znajomej. Wysoki, przystojnyMonika spojrzała przez okno na pierwszy śnieg tego roku, pomyślała o Wojtku, który jutro ma zabrać ją i jego synka na rodzinny spacer, i uśmiechnęła się do swojego odbicia w szybie.



