Goście Spędzili Weekend

Noździarze przyjechali na weekend

— Mamo, oszalałaś?! Jacy noździarze?! — krzyknęła Kasia do słuchawki, aż mało nie upuściła telefonu. — Przecież mówiłam ci sto razy, że z Marcysiem po prostu się spotykamy!

— A co, spotykacie się, to znaczy, że niepoważnie? — głos matki brzmiał stanowczo i nie wróżył nic dobrego. — Kasiu, masz już dwadzieścia siedem lat! Inne w twoim wieku dawno zamężne, dzieci rodzą, a ty się wciąż bawisz! Jego rodzice to porządni ludzie, pracowici, mają trzypokojowe mieszkanie na Woli…

— Mamo! — Kasia zamknęła oczy, próbując ukoić ból głowy. — Posłuchaj mnie uważnie. NIE jestem gotowa wychodzić za mąż. NIE chcę tego omawiać z obcymi ludźmi. I w ogóle, powinnaś była ze mną porozmawiać!

— Za późno na rozmowy — matka wyraźnie się wściekła. — Już do nich zadzwoniłam, przyjadą jutro rano. Maciek wie, swoją drogą. Wczoraj z nim rozmawiałam, zgodził się.

Kasia powoli opadła na kanapę. Marcysio się zgodził… No jasne, co on miał do stracenia? Mieszka spokojnie u rodziców, do pracy chodzi co drugi dzień, a tu taka okazja — gotowa narzeczona z własnym mieszkaniem i pensją.

— Mamo, może odpuścimy? Powiesz, że zachorowałam…

— Kasiuńciu — głos matki nagle zmiękł, niemal błagalny. — Zrozum, córeczko. Tak chcę wnuków zobaczyć! A nuż coś mi się stanie, a ty zostaniesz sama? Maciek to dobry chłopak, nie pije, nie pali…

— Nie pije? — prychnęła Kasia. — Przecież przedwczoraj ledwo na nogach stał!

— No, święto było! — matka natychmiast znalazła odpowiedź. — Dobrze już, kochanie, przyjdź jutro przed dziesiątą. Kupiłam kurczaka, tort zamówię…

W słuchawce zapadła cisza. Kasia jeszcze przez chwilę siedziała, wpatrzona w pustkę, aż w końcu wstała i zaczęła chodzić po pokoju. Musiała coś wymyślić, ale co? Zabić Maćka? Mamę? A może uciec do koleżanki na działkę i przesiedzieć tam do poniedziałku?

Telefon znów zadzwonił.

— Kasieńka, to ja — głos Maćka brzmiał przepraszająco. — Słuchaj, twoja mama do mnie wczoraj dzwoniła…

— No świnia! — westchnęła Kasia. — Mogłeś mnie uprzedzić!

— Myślałem, że żartuje! Serio! Kto teraz zaręczyny przez swatów organizuje? Myślałem, że pogada i zapomni…

— A kiedy zrozumiałeś, że nie żartuje?

— Jak moi rodzice zaczęli tort wybierać — przyznał się Maciek. — Kasień, może po prostu w to zagrajmy? Posiedzimy, pogadamy, oni się uspokoją…

— Maciek, zdajesz sobie sprawę, że po tym cyrku mama pod lufą każe mi za ciebie wyjść? Pewnie już suknię przymierza!

— No i co? — w głosie Maćka zabrzmiały dziwne nuty. — A co, ja ci nie pasuję?

Kasia zamilkła. I właśnie tu był cały problem. Maciek jej się podobał, nawet bardzo. Wysoki, przystojny, dobry. Ale było w nim coś… no nie wiadomo. Nie umiał sam decydować. Wciąż radził się mamy, nawet co do koszuli na randkę. A teraz i ślub nie jego pomysł.

— Słuchaj, Maciek — zaczęła ostrożnie. — A ty sam chcesz się żenić? Ze mną, znaczy się?

— Oczywiście, że chcę! — odpowiedział zbyt szybko. — To znaczy… w sumie… dobrze się znamy…

— To nie jest odpowiedź — zmęczonym głosem powiedziała Kasia. — Dobrze, zobaczymy się jutro.

Cały wiecerz biegała po mieszkaniu, przymierzając raz to, raz to. Zbyt odświętne — pomyślą, że się zgadzam. Zbyt zwykłe — mama będzie przez tydzień wykładać, jak należy wyglądać na poważne rozmowy. W końcu wybrała szary kostium — elegancko, ale skromnie.

Rano Kasia obudziła się z postanowieniem, żeby wszystko odwołać. Zadzwoni do mamy, powie, że zachorowała, albo że wyjechała służbowo, albo… Ale telefon milczał, a gdy wykręciła numer matki, nikt nie odebrał. Pewnie już na targu, kupuje przysmaki na stół.

O wpół do dziesiątej stała przed rodzicielskim domem i nie mogła się zmusić, by wejść. W oknie sąsiadka podlewała kwiaty i ciekawsko spoglądała w dół.

— Kasiu! — dobiegło z góry. — Wchodź już, czego stoisz!

Matka przywitała ją w odświętnym fartuchu i z konspiracyjną miną.

— No i dobrze, że wcześnie przyszłaś! Pomóż nakryć do stołu. Patrz, jaką śledzikową kupiłam, będzie w śmietanie! I kawior wzięłam, wprawdzie nie keta, ale też niczego…

— Mamo — próbowała wtrącić Kasia, ale matka już ciągnęła ją do kuchni.

— A kostiumik ładny! Poważny taki, biznesowy. W sam raz! Rodzice Maćka lubią, jak dziewczyna skromnie się ubiera…

— Skąd wiesz, co oni lubią?

— My już się znamy! — dumnie oznajmiła matka. — Poznałyśmy się, jak Maćkowi zaświadczenie do przychodni nosiłam. Mirosława, jego mama, taka miła kobieta! Gadalyśmy z pół godziny, ona mi o tobie wszystko opowiedziała…

— O mnie? Co o mnie?

— No, że ładna, pracowita, mieszkanie własne… Bardzo się cieszą, że Maciek taką narzeczoną znalazł!

Kasia poczuła, jak w środku coś wrze. Więc już mówią o niej jak o narzeczonej! A jej opinii nikt nie pytał!

— Mamo, posłuchaj mnie — chwyciła matkę za ramiona. — Nie jestem gotowa wyjść za mąż. Rozumiesz? Nie chcę jeszcze za mąż!

— Nie chcesz? — matka zmarszczyła brwi. — To po co się z chłopakiem spotykasz? Dla zabawy? To nieładnie, Kasiu! Chłopa trzeba albo puścić, albo za niego iść!

— Ale my tylko się spotykamy! Poznajemy się! Może w ogóle do siebie nie pasujemy!

— Pół roku się spotykacie, co jeszcze poznawać? — zamachała rękami matka. — Za moich czasów ludzie w miesiąc decydowali! A wy ciągle zwlekacie…

Dzwonek do drzwi przerwał ich sprzeczkę. Matka szybko zdjęła fartuch, poprawiła włosy i uroczyście pomaszerowała do przedpokoju. Kasia została w kuchni, łapiąc się blatu i próbując się opanować.

— Proszę, proszę!Kiedy wszyscy już wrócili do domów, Kasia i Maciek siedzieli na kanapie, trzymając się za ręce, i czuli, że może jednak ich rodzice mieli trochę racji – czasem najlepsze decyzje przychodzą zupełnie niespodziewanie.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

5 × dwa =

Goście Spędzili Weekend