Żona bez statusu
Wanda podeszła do lustra w przedpokoju, poprawiła włosy i raz jeszcze krytycznie się sobie przyjrzała. Nowa sukienka — granatowa, elegancka, ale skromna — leżała na niej idealnie. Buty na niewysokim obcasie, torebka w kolorze. Wszystko, jak należy na spotkanie z kolegami męża.
— Krzysztof, jestem gotowa! — zawołała w stronę gabinetu.
— Już idę! — odpowiedział mąż, ale odgłosy z pokoju sugerowały, że wciąż rozmawia przez telefon.
Wanda westchnęła. Znów się spóźnią. A tak starała się zrobić dobre wrażenie na tych ludziach, z którymi Krzysztof teraz pracował w nowej firmie. Minęły trzy miesiące, odkąd dostał stanowisko dyrektora, a ona wciąż czuła się niepewnie na firmowych imprezach.
— Wandziu, słuchaj — Krzysztof w końcu pojawił się w przedpokoju, zapinając marynarkę w biegu. — Będzie tam Serafin z żoną, pamiętasz, opowiadałem? To bardzo wpływowy człowiek, wiele od niego zależy. Postaraj się z jego żoną złapać kontakt.
— Oczywiście, postaram się — skinęła głową. — A czym ona się zajmuje?
— No, nie wiem dokładnie. Pewnie gospodyni domowa. Albo coś w wolontariacie. Porozmawiasz, sama się dowiesz.
Mówił pospiesznie, myśląc wyraźnie o czymś innym. Wanda zrozumiała, że szczegółów nie pozna, więc milczała.
Restauracja powitała ich stłumionym światłem i cichą muzyką. Za dużym stołem siedziało już kilka par. Krzysztof od razu podszedł do mężczyzn, zostawiając Wandę samą, by znalazła swoje miejsce wśród żon.
— To pani pewnie Wanda? — zwróciła się do niej elegancka kobieta około pięćdziesiątki w drogim kostiumie. — Jestem Zofia Serafinowa, żona Serafina. Krzysztof nam o pani opowiadał.
— Bardzo mi miło! — Wanda wyciągnęła dłoń. — A co dokładnie mówił?
— Och, tylko ogólnie. Że ma cudowną żonę, która go we wszystkim wspiera. — Zofia uśmiechnęła się, ale w jej oczach przebłysnęło coś oceniającego.
Wanda usiadła, czując lekkie napięcie. Reszta kobiet przy stole była w podobnym wieku co Zofia, wszystkie ubrane drogo i z klasą.
— A czym się pani zajmuje? — spytała szczupła brunetka, która przedstawiła się jako Anna.
— Pracuję jako tłumaczka — odpowiedziała Wanda. — Freelance, głównie dokumentacja techniczna.
— Ach, jakie ciekawe! — zawołała Zofia, ale ton jej głosu mówił coś zupełnie przeciwnego. — A jakie języki?
— Angielski i niemiecki.
— Rozumiem. A macie dzieci?
— Jeszcze nie. — Wanda poczuła, jak czerwienieje. To pytanie zawsze wprawiało ją w zakłopotanie.
— Nic nie szkodzi, wszystko przed wami! — pobłażliwie zauważyła trzecia kobieta, pulchna blondynka. — Ja wychowałam trójkę, wszyscy już dorośli. Najstarszy mieszka w Niemczech, prowadzi firmę.
Rozmowa potoczyła się znanym torem. Kobiety dyskutowały o dzieciach, wnukach, wakacjach na ekskluzywnych kurortach, zakupach. Wanda słuchała, od czasu do czasu wtrącając słowo, i czuła się coraz bardziej obco w tym towarzystwie.
— A dla jakiej firmy pani tłumaczy? — nagle spytała Anna.
— Współpracuję z różnymi klientami. Działam na własną rękę.
— Freelance — skinęła głową Anna. — To pewno wygodne, pracować z domu. Ale zarobki chyba niestabilne?
— Wystarczające — odparła Wanda ostrzej, niż zamierzała.
— No tak, oczywiście — Zofia uśmiechnęła się tym właśnie uśmiechem, który nic nie znaczył. — My z koleżankami założyłyśmy fundację charytatywną. Pomagamy domom dziecka, organizujemy imprezy. To bardzo satysfakcjonujące! Chciałaby pani do nas dołączyć?
— Zastanowię się — ostrożnie odpowiedziała Wanda.
— Tylko trzeba by poświęcić trochę czasu. Regularne wyjazdy, spotkania. My wszystkie jesteśmy wolne, mężowie dobrze zarabiają, więc możemy sobie pozwolić na działanie społeczne.
Wanda skinęła głową, doskonale rozumiejąc aluzję. Nie jest z ich kręgu. Nie ma czasu na dobroczynność, bo musi pracować. A więc nie jest prawdziwą żoną sukcesu.
— Wandziu, jak tam? — Krzysztof pochylił się nad nią, kładąc dłoń na jej ramieniu. — Zapoznajesz się z paniami?
— Tak, wszystko w porządku — wymusiła uśmiech.
— Krzysztofie, ma pan taką uroczą żonę! — oznajmiła Zofia. — Namawiamy ją do naszego funduszu.
— O, świetny pomysł! — ucieszył się Krzysztof. — Wanda, to przecież wspaniale! Mówiłaś, że chciałabyś się zająć czymś pożytecznym.
Wanda spojrzała na męża ze zdziwieniem. Kiedy to mówiła? Przeciwnie, narzekała, że pracy przybywa i brakuje czasu na wszystko.
— Powiedziałam, że się zastanowię — powtórzyła ostrożnie.
— Oczywiście, niech pani się zastanowi — przytaknęła Zofia. — Tylko u nas są składki miesięczne. Niewielkie, jak na nasze możliwości. Po pięćset złotych.
Wanda omało nie zakrztusiła się winem. Pięćset złotych miesięcznie — to połowa jej zarobków w dobrym miesiącu!
— To grosze! — machnął ręką Krzysztof. — Wanda, koniecznie dołącz. To dla dzieci!
Reszta wieczoru minęła jak we mgle. Wanda uśmiechała się, podtrzymywała rozmowę, ale myślami była daleko. Przypomniała sobie, jak rok temu z Krzysztofem oglądali mieszkanie. Jak cieszyła się, że wreszcie będą mogli pozwolić sobie na coś w dobrej dzielnicy. Jak była dumna, gdy on dostał awans.
Ale wtedy wszystko wydawało się prostsze. Myślała, że są drużyną, że idą w tym samym kierunku. A teraz rozumiała: Krzysztof nie chce drużyny — chce ładnego dodatku do swojego nowego statusu.
W domu Wanda od razu poszła do sypialni, zaczęła zdejmować biżuterię. Krzysztof wszedł za nią, rozluźniając krawat.
— No i jak ci się podobało? — spytał, siadając na łóżku. — Zofia to ciekawa kobieta, co? A ten ich fundusz — świetna okazja, żeby wejść w środowisko. Zawrzeć znajomości.
— Krzysztofie, a po co mi te znajomości? — odwróciła się do niego. — Przecież ja pracuję, mam swoje zajęcie.
— JakWanda spojrzała na męża, wzięła głęboki oddech i powiedziała cicho, ale stanowczo: „Nie jestem dodatkiem do twojego życia, Krzysztofie, jestem swoją własną osobą – i od dziś postanawiam żyć na swoich warunkach.”



