Language mojej przyjaciółki uwodzi od pierwszego wejrzenia. Czarująca, zadziorna i przebiegła – potrafi być niewinną kokietką, którą chce się przytulić.

Język mojej przyjaciółki Ewy Baranowskiej jest wyjątkowo gibki. Jest efektowna, zadziorna i przebiegła. Czasem jednak udaje taką słodziutką — aż chwyta ochota, by wziąć ją na ręce i przytulić. To jej specjalność.

Pamiętam, jechaliśmy autokarem na wycieczkę. Wnętrze było wypełnione turystami po brzegi. Kierowcą był poważny typ, Michał. Przed nami była długa nocna trasa, a Michał nie miał zmiennika. Rozejrzał się po naszej hałaśliwej grupie i oznajmił:

— Daleka droga, jeszcze bym nie zasnął za kółkiem, nie daj Boże. Dziewczyny, która dotrzyma mi towarzystwa? Posiedzicie obok, pogadamy? Odwdzięczę się.

Wszyscy skrzywili się niechętnie — żal było kierowcy, ale nikt nie miał ochoty czuwać przy nim na zmiany. Każdy marzył, by zapaść w drzemkę i obudzić się już na miejscu.

Na ratunek przyszła Baranowska: zgodziła się zabawiać Michała, podczas gdy reszta smacznie spała. Przesiadła się do przodu, poprawiła spódnicę, spuściła oczy — sama niewinność.

— Nie wiem, o czym mówić, jestem nieśmiała… ale spróbujmy.

Pasażerowie układali się do snu, Michał pruł szosę, autobus pożerał kolejne kilometry. Ewa zaczęła:

— O czym pogadamy, szefie? Może opowiesz o pierwszej miłości? Miałam taką… dawno temu, dziewiętnaście lat…

— No, temat! — Michał aż się ożywił. — Ja też kiedyś miałem… w minionym stuleciu. Walić, kędzierzawa!

— W tamtych zamierzchłych czasach spotkała mnie pierwsza miłość — zaczęła Baranowska. — A może druga albo trzecia? Tego już nie pamiętam. W każdym razie, któraś z czołowej dziesiątki. Imienia adoratora nie zdradzę. Nazwijmy go… Kubą.

Michał kręcił kierownicą i przytakiwał. Ewa snuła opowieść miękkim głosem, jak to pewnego wieczora spotkali się z Kubą i owładnęła ich namiętność — tuż na środku alei!

— Zrozumieliśmy z Kubą, że całe życie szliśmy ku sobie! — oznajmiła, błyskając oczami. — Dokładnie po obiedzie wstaliśmy i ruszyliśmy na spotkanie z przeznaczeniem! I połączyliśmy się na rozstaju trzech dróg, gdy na niebie zapalały się pierwsze gwiazdy, a w okolicznych knajpach rozlegały się pierwsze kuksańce…

— Ślicznie opowiadasz! — Michał aż wzdychał. — No i jak? Rozpaliliście ogień? Dogadaliście się w amorach?

— Wszystko byłoby pięknie, ale głowy nie było gdzie położyć! — jęknęła Ewa. — U mnie nie, u Kuby nie. U znajomych wszystkie mieszkania zajęte, na pokój kasy nie starczyło…

— Życiowo! — Michał aż się zatrząsł ze współczucia. — Też miałem takie sytuacje za młodu! Hormony buzują, baba gotowa na wszystko, a gdzie się przespać — nie wiadomo. Chyba tylko na środku ulicy!

— Szukaliśmy ustronnego miejsca, ale na próżno — ciągnęła Ewa. — W desperacji już chcieliśmy się wtłoczyć na ławki pod akacją — a tam też pełno, wszystkie zajęte! Jakaś plaga miłosna! Wtedy Kuba mówi: „Kochanie, może innym razem?”

Sen odleciał od Michała w jednej chwili. Wrzasnął tak głośno, że prawie wypuścił kierownicę.

— Co?! Jaki „inny raz”? Twój Kuba to dureń. Gdybym ja był na jego miejscu, no to bym… Gdzie ty takich typów wykopujesz?!

Baranowska roześmiała się tajemniczo, niczym syrena.

— Żartuję, Michał! Oczywiście, sprytny Kuba znalazł wyjście. Zaprowadził mnie do znajomego bloku, gdzie właz na dach nie był zamknięty…

— O, to inna bajka! — Michał się uspokoił. — Dach też się nada, byle dziewczyna gorąca i noc ciemna. Gwiazdy, chmury, romantyzm… Ja kiedyś na strychu bazy transportowej… ale to nieciekawe. Gadaj dalej, Ewciu.

Gdy Baranowska się rozkręci, żaden poeta nie dorówna jej w elokwencji. Ewa, z drżeniem w głosie, opowiedziała, jak patrzyło na nich północne niebo, jak malutkimi robaczkami czuli się na tej wysokiej dachówce, a nad nimi tylko odwieczny wszechświat i nic więcej!

—…jęcząc z pożądania, zaczęliśmy się rozbierać na dachu… — szeptała Ewa słodkim półgłosem. — Miałam modny wzorzysty topik z twardymi zatrzaskami na plecach. Łamiąc paznokcie, rozpięłam je jeden po drugim! Spódnica, lekka jak dmuchawiec, zsunęła się z moich bioder, odsłaniając matową biel skóry… ciepły wiatr muskał moje niesforne loczki… och, miałam wtedy królewskie loki!

Michał słuchał i stękał — czy w takich warunkach można myśleć o śnie? Ewa nawet teraz to kobieta-laleczka, a co dopiero jako dziewiętnastoletnia studentka — cały autobus by się ślinił!

— Zrzucałam z siebie wszystko, aż do ostatniego strzępka materiału, pragnąc spłonąć w płomieniach miłości! — deklamowała Ewa. — W półmroku zamigotał wąski sierp mojej bielizny… otoczył nas korzenny zapach naszych ciał, niecierpliwości, rozkosznego wyczerpania… I wtedy Kuba powiedział…

— Tak! Tak! — mamrotał Michał, zaciskając powieki. — No i co? Co powiedział?!

— Powiedział: „Fajnie wyglądasz, Ewa! Może się jeszcze raz rozbierzesz?”

Biedny kierowca aż podskoczył z oburzenia, ledwo nie tracąc panowania nad autobusem. Na szczęście był profesjonalistą i utrzymał pojazd na drodze.

— Stoi przed nim goła baba, a on każe się jeszcze raz rozebrać?! — ryczał. — Co to za półgłówek?! Ja bym mu taki requiem zafundował, że dentysta by nie nadążył z plombami! Ale opowiadać to ty mistrzyni. Żywo! Powinnaś pracować w „sex-telefonie”.

Autobus pędził szosą. Migotały rzadkie latarnie. Ewa czarującym głosem przeszła do kolejnego aktu miłosnej opowieści o Kubie. Z przejęciem relacjonowała, jak ich rozpalone ciała splotły się ciasno, serca waliły jak dzwony, w uszach szumiała burza, a każde dotyk wywoływał huragan uczuć — i znieruchomieli na dachu jak dwie krople, które zlały się w jedną na dnie kosmicznego kielicha…

— I…? I…? — dopingował Michał. — Kończ, Ewciu, nie zawracaj! Ech, gdzie moje dziewiętnaście lat…

—…i w—…i wtedy Kuba powiedział: „Ale się przejechałem” — zakończyła Ewa, a cały autobus wybuchnął śmiechem, podczas gdy Michał z jękiem uderzał głową w kierownicę, przekonany, że nigdy nie zazna już spokoju.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziewięć + pięć =

Language mojej przyjaciółki uwodzi od pierwszego wejrzenia. Czarująca, zadziorna i przebiegła – potrafi być niewinną kokietką, którą chce się przytulić.