Zwyczajny dzień, a nowy rozdział

Zwykły dzień – i rozwód

Halina postawiła czajnik na kuchence i odruchowo przetarła blat, choć był czysty. Poranny rytuał. Marek już poszedł do pracy, nawet się nie pożegnał, jak to miał w zwyczaju od kilku miesięcy. Tylko trzasnął drzwiami i tyle. Kiedyś zawsze wpadał do kuchni, całował ją w policzek, mówiłe coś czulego. A teraz? Teraz żyli jak sąsiedzi w komunalnym mieszkaniu.

Czajnik zagwizdał. Halina nalała wrzątku do ulubionego kubka z różami – tego samego, który dostała od Marka na pierwszą rocznicę ślubu. Trzydzieści dwa lata temu. Boże, jak ten czas szybko leci…

— Mamo, a gdzie mój niebieski sweter? — do kuchni wpadła Kinga, starsza córka. Mając dwadzieścia osiem lat, wciąż mieszkała z rodzicami, pieniądze oszczędzała na swoje mieszkanie. — Prosiłam wczoraj, żebyś go wyprała!

— Wisi na balkonie, schnie. Kinguś, może jednak czas się usamodzielnić? Jesteś już dorosłą kobietą…

— Mamo, nie zaczynaj! Mam już i tak poranny ból głowy. — Kinga nalała sobie kawy z ekspresu, który Halina przygotowała wcześniej. — A tak w ogóle, tata ostatnio dziwnie się zachowuje. Wczoraj pół wieczoru szeptał przez telefon, a jak weszłam, od razu się rozłączył.

Halina drgnęła. Też to zauważyła. I nie tylko wczoraj.

— Pewnie jakieś ważne sprawy w pracy — skłamała, zarówno córce, jak i sobie.

— No jasne, mamo! Jaka praca o jedenastej wieczorem? To nie jest chirurg. — Kinga wzruszyła ramionami i pobiegła się zbierać.

Halina została sama ze swoimi myślami. Marek naprawdę ostatnio się zmienił. Kiedyś opowiadał jej o wszystkim: o pracy, o kolegach z biura, o planach na weekend. Teraz milczał, jakby wody w usta nabrał. A telefon chował jak uczeń dwóję w dzienniku.

Wieczorem postanowiła zrobić jego ulubione pulpety. Może przy kolacji porozmawiają szczerze, jak dawniej. Kinga wyszła do koleżanki, w domu byli sami. Najlepszy czas na otwartą rozmowę.

Marek wrócił późno, okolo dziewiątej. Halina już się zdążyła zdenerwować, dzwoniła kilka razy, ale nie odbierał.

— Gdzie byłeś? Martwiłam się! — powitała go w przedpokoju.

— Zatrzymali mnie w pracy. Pilny raport. — Nawet na nią nie spojrzał, od razu poszedł do łazienki.

— Marku, zrobiłam pulpety, twoje ulubione. Zjemy razem kolację?

— Nie chce mi się. Jestem zmęczona. — Głos z łazienki brzmiał głucho.

Halina stała jeszcze chwilę na korytarzu, potem wróciła do kuchni. Pulpety stygły na kuchence. Usiadła przy stole, nalała sobie herbaty i rozpłakała się. Cicho, żeby mąż nie usłyszał.

Gdy Marek wyszedł z łazienki, przeszedł obok kuchni, nawet nie zajrzał. Halina usłyszała, jak zaskoczył zamek w sypialni. Zamknął się. Po raz pierwszy od trzydziestu dwóch lat małżeństwa.

Noc spędziła na kanapie w salonie, rozmyślając. O czym? O tym, kiedy wszystko się zmieniło. O tym, dlaczego stali się sobie obcy. O tym, że może czas na coś drastycznego.

Rankiem Marek wyszedł do pracy jeszcze przed świtem. Halina nawet nie słyszała, gdy się zbierał. Obudził ją dopiero trzask drzwi wejściowych.

— Mamo, co się stało? Dlaczego spałaś na kanapie? — Kinga stała w progu salonu w szlafroku, rozczochrana, z niewyspaną miną.

— Tak jakoś… bolał mnie kręgosłup. A na miękkim lepiej. — Halina wstała, zaczęła składać koc.

— Mamo, nie kłam. Nie jestem ślepa. Wściekaliście się z tatą?

— Kinga, nie twoja sprawa. Idź zjedz śniadanie.

— Jak to nie moja? Ja tu mieszkam! I widzę, co się dzieje! — córka usiadła obok. — Mamo, powiedz. Może jakoś pomogę.

Halina spojrzała na córkę. Dorosła już, pracuje, zarabia. Może faktycznie warto się komuś zwierzyć?

— My z tatą… staliśmy się sobie obcy, Kinguś. On się przede mną chowa, nie rozmawia. A ja nie wiem, co robić.

— A próbowałaś z nim poważnie porozmawiać?

— Próbowałam. On udaje, że nie słyszy, albo zmienia temat.

— Może ma kogoś? — Kinga powiedziała to cicho, ale Halina usłyszała.

Ta myśl też jej przychodziła do głowy, ale zawsze ją odpędzała. Marek nie jest taki. To człowiek rodziny, porządny mąż. Chociaż… Chociaż ludzie się zmieniają.

— Nie pleć bzdur — machnęła ręką Halina.

— Mamo, jestem dorosła. Wiem, że między mężczyzną a kobietą może się wydarzyć wszystko. Zwłaszcza po tylu latach małżeństwa.

Halina wstała, poszła przygotować śniadanie. Kinga ruszyła za nią.

— Wiesz, co ci powiem, mamo? Jeśli tata zmienił się tak bardzo, że nawet nie chce z tobą rozmawiać, może warto pomyśleć o… no, o rozwodzie.

— Kinga! — Halina odwróciła się gwałtownie. — Jak możesz tak mówić?!

— A co? Żyć z kimś, kto cię ignoruje? Kto udaje, że cięA rok później, siedząc w małej kawiarence ze swoją nową znajomą z kursu tańca, Halina uśmiechnęła się do siebie, bo po raz pierwszy od dawna czuła, że naprawdę żyje.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

4 × 4 =

Zwyczajny dzień, a nowy rozdział