Dzisiaj poczułam, jakby coś we mnie pękło. Marek odwrócił się gwałtownie od lodówki, trzymając w ręce butelkę piwa.
„Kim ty w ogóle jesteś, żeby mi coś nakazywać?” – warknął. – „Jesteś nikim w tym domu! Rozumiesz?”
Stałam przy kuchence, mieszając rosół, i czułam, jak trzęsą mi się ręce. Warząchew zadzwoniła o brzeg garnka.
„Nikim?” – powtórzyłam cicho. – „A czy nie jestem twoją żoną?”
„Żoną!” – parsknął i otworzył butelkę. – „Jaka tam żona. Sprzątaczka, oto kim jesteś. I to kiepska.”
Wyłączyłam gaz i spojrzałam na niego. Czterdzieści trzy lata razem. Czterdzieści trzy lata gotowałam mu obiady, prałam koszule, prasowałam spodnie. Wychowywałam dzieci, kiedy on budował karierę.
„Sprzątaczka, tak?” – mój głos stał się twardszy. – „A kto pierze twoje koszule? Kto gotuje, sprząta, opiekuje się twoją matką?”
„To twój obowiązek!” – rzucił butelką o stół. – „Ja zarabiam pieniądze, płacę rachunki, a ty co? Warzysz zupę? To każda baba potrafi.”
„Każda baba” – powtórzyłam. Coś we mnie pękło. – „Rozumiem.”
Zdjęłam fartuch i powiesiłam na haczyku. Marek dopijał piwo, stojąc do mnie plecami.
„Więc każda baba” – szepnęłam do siebie. – „Zobaczymy.”
Poszłam do sypialni i wyciągnPoszłam do sypialni i wyciągnęłam starą walizkę, wiedząc, że jeśli nie zostanę tu doceniona, znajdę miejsce, gdzie ktoś zobaczy we mnie coś więcej niż tylko służącą.



