Notatka na lodówce
Katarzyna Nowak obudziła się o wpół do szóstej, jak zawsze. Za oknem jeszcze ciemno, ale wewnętrzny zegar działał bez zarzutu od czterdziestu lat. Wstała, narzuciła szlafrok i powłóczyła się do kuchni, by nastawić czajnik.
Na lodówce bielił się kartka przyczepiona magnesem w kształcie biedronki. Dziwne, wczoraj wieczorem jej tam nie było.
Katarzyna zdjęła kartkę i zapaliła światło. Pismo było nieznane, koślawe, jakby pisała ktoś nieprzyzwyczajony do długopisu.
„Katarzyna Nowak! Przepraszam za kłopot. Jestem pani sąsiadką z naprzeciwka. Mam na imię Weronika. Strasznie mi głupio, ale nie mam do kogo się zwrócić. Czy mogłabym pożyczyć trochę cukru? Oddam na pewno. Mieszkanie 47. Dziękuję bardzo. Weronika Kowalska.”
Katarzyna zmarszczyła brwi. Sąsiadka z czterdziestki siódemki? Przecież tam mieszka rodzina z dziećmi, rodzina Wiśniewskich. Znała wszystkich w klatce na pamięć, bo od dziesięciu lat była starą swoją.
Czajnik zagwizdał. Odłożyła kartkę i zabrała się za śniadanie. Coś ją niepokoiło. Skąd ta Weronika wzięła się w mieszkaniu? I dlaczego nie słyszała, żeby Wiśniewscy się wyprowadzali?
Po śniadaniu Katarzyna ubrała się i wyszła na klatkę. Stanęła pod drzwiami czterdziestki siódemki, nasłuchując. Cisza. Żadnych głosów dzieci, żadnego hałasu. Tylko cichy pomruk telewizora.
Niepewnie nacisnęła dzwonek.
– Kto tam? – rozległ się zachrypnięty kobiecy głos.
– Katarzyna Nowak z czterdziestki ósmej. Czy to pani zostawiła kartkę o cukier?
Zamek zaskoczył, drzwi uchyliły się na łańcuchu. W szczelinie widać było pomarszczoną twarz i jedno nieufne oko.
– To pani jest Katarzyna Nowak? – spytała nieznajoma z niedowierzaniem.
– Tak. A pani Weronika Kowalska?
– Tak, tak. Proszę wejść.
Łańcuszek odpadł, drzwi się otworzyły. Katarzyna weszła i zdziwiła się. Wnętrze było zupełnie inne. Żadnych zabawek, kolorowych tapet ani rodzinnych zdjęć. Wszystko skromne, czyste, ale bardzo staroświeckie.
– Proszę usiąść – kobieta wskazała na kanapę. – Herbaty?
– Dziękuję, chętnie.
Katarzyna przyglądała się gospodyni. Weronika wyglądała na siedemdziesiąt lat, może więcej. Siwe włosy starannie ułożone, na twarzy głębokiAle gdy Katarzyna wróciła następnego dnia, zastała pustkę – mieszkanie było zamknięte na głucho, a kartka zniknęła, jakby cała historia była tylko snem, który uczy, że nawet najdziwniejsze spotkania mogą być darem, przypominającym nam, by nie zamykać się na innych.



