– Co to znaczy zrzec się części? – Głos Haliny zadrżał. – Pani Krystyno, to przecież spadek po moim mężu!
– Spadek po moim synu – odparła teściowa, prostując się dumnie. – A nie po tobie. Ty tu jesteś nikim, przejściowym elementem. Piotrek jest mój, nie twój.
– Przejściowym? – Halina poczuła, jak gorąca fala wzbiera w jej gardle. – Jesteśmy małżeństwem! Osiem lat razem!
– Osiem lat to nic – Krystyna uśmiechnęła się pogardliwie. – Moje pierwsze małżeństwo przetrwało dwadzieścia trzy lata. A potem rozwód. Więc nie udawaj wiecznej małżonki.
Halina stała w kuchni, nie wierząc własnym uszom. Pół godziny wcześniej gotowała rosół dla całej rodziny, myśląc, jak dobrze, że teściowa zgodziła się wreszcie rozmawiać o podziale mieszkania po śmierci teścia. A teraz to.
– Pani Krystyno, porozmawiajmy spokojnie – spróbowała opanować emocje. – Pan Jan zostawił mieszkanie Piotrowi. Zgodnie z prawem połowa należy też do mnie, jako żony.
– Nic ci nie należy! – Głos teściowej stał się ostry. – Mój mąż dostał to mieszkanie jeszcze w siedemdziesiątym piątym. Ja tu żyję od czterdziestu ośmiu lat! Wychowałam dzieci, niańczyłam wnuki! A ty kim jesteś? Przyjechałaś z jakiejś wsi, omotałaś mojego syna i teraz rościsz sobie prawa!
– Nie jestem ze wsi, tylko z Lublina – wyszeptała Halina. – I nikogo nie omotałam. Piotr i ja kochamy się.
– Miłość – prychnęła Krystyna. – W twoim wieku jaka miłość? Masz trzydzieści osiem lat, zegar tyka. Chodzi ci o meldunek w Warszawie, nic więcej.
W tej chwili do kuchni wszedł Piotr z torbami z Biedronki. Zobaczył spięte twarze żony i matki.
– Co się stało? – spytał, stawiając zakupy na stole.
– Twoja matka żąda, żebym zrzekła się swojej części mieszkania – Halina mówiła spokojnie, choć każde słowo paliło jak ogień.
Piotr spojrzał na matkę, potem na żonę.
– Mamo, przecież umówiliśmy się, że będziemy żyć razem. Po co te rozmowy?
– Piotrusiu – Krystyna nagle zmieniła ton na słodki – myślę o twojej przyszłości. Nigdy nie wiadomo, co się zdarzy. Rozwód, a ona zabierze połowę.
– Mamo, przestań. Nie planujemy rozwodu.
– Nie planują – przedrzeźniała teściowa. – A kto planuje? Ja też nie planowałam z twoim ojcem, a wyszło jak wyszło. Życie bywa przewrotne.
Halina milczała, obserwując tę scenę. Piotr wyraźnie nie wiedział, co powiedzieć. Wiercił się jak uczeń wezwany do tablicy bez przygotowania.
– Mamo, no dlaczego tak? – w końcu wyszeptał. – Hala to rodzina.
– Rodzina – powtórzyła Krystyna. – To dlaczego nie ma dzieci? Osiem lat, a zero potomstwa. Może w ogóle nie może?
Halina poczuła, jak płomienie przykrywają jej policzki. To był najczulszy punkt. Bardzo chcieli z Piotrem dziecka, ale nic z tego nie wychodziło. Leki, badania, nadzieja – wszystko na próżno.
– Pani Krystyno, to nasza prywatna sprawa – syknęła przez zęby.
– Prywatna – pokiwała głową teściowa. – Żonę sobie wziął bezpłodną, a ja mam milczeć. Chcę wnuków, rozumiesz? Siedemdziesiąt lat już mam, ile mam jeszcze czekać?
– Mamo, przestań! – Piotr podniósł głos. – To nieładnie.
– Co nieładnie? Prawdę mówić nieładnie? – Krystyna usiadła na taborecie, wyciągając chusteczkę. – To nie moja wina, że ma problemy. Może lekarz by jej poradził rozwód i szukać kogoś prostszego.
Halina nie wytrzymała.
– Wychodzę – rzuciła, rozpinając fartuch.
W sypialni pakowała rzeczy do torby. Dłonie drżały, w głowie szum. Czy to naprawdę się dzieje?
– Hala, zaczekaj! – wpadł Piotr. – Nie słuchaj jej, mama się tylko martwi.
– Martwi? – odwróciła się. – Piotr, ona żąda, żebym zrzekła się praw! Jakbym była oszustką, która chce was okraść!
– Nie żąda, tylko prosi…
– Prosi?! Słyszałeś, JAK prosi? Praktycznie mnie wyrzuca!
Piotr usiadł na łóżku, pocierając skronie.
– Rozumiesz, mama boi się zostać na bruku. Całe życie w tym mieszkaniu.
– A ja ją wyrzucam? Mówiłam, że możemy żyć razem! Mieszkanie duże, cztery pokoje.
– Wiem. Ale ona nie ufa dokumentom. Myśli, że jeśli się rozstaniemy, to ona straci.
Halina zatrzymała się, patrząc na męża.
– Piotr, powiedz szczerze. Po czyjej jesteś stronie?
– Po twojej. Jesteś moją żoną.
– To dlaczego nie stanąłeś za mną? Dlaczego pozwoliłeś, by tak o mnie mówiła?
Milczenie. Halina zrozumiała, że nie usłyszy odpowiedzi.
– Pojadę do Asi na kilka dni – powiedziała, zamykając torbę. – Muszę pomyśleć.
– Hala, zostań. Porozmawiamy.
– O czym? O tym, jak lepiej zrzeknę się swojej części? Albo jak się wynieść, by nie przeszkadzać twojej mamie?
W przedpokoju natknęła się na Krystynę.
– Wychodzisz? – spytała teściowa z satysfakcją. – Dobrze robisz. Pogadasz sobie, poukładasz myśli.
– Pani Krystyno, chcę, żeby pani zrozumiała jedno – Halina zatrzymała się. – Nie chcę pani mieszkania. Chcę tylko wiedzieć, że mam dom. Że nie wyrzucą mnie przy pierwszej kłótni.
– Dom masz. W Lublinie.
– Tam obcy ludzie już dawno mieszkają.
– No to znajdziesz gdzie indziej.
Halina długo stała na klatce. Łzy paliły policzki, ale ich nie czuła. Osiem lat starań – dobra żona, dobra synowa. Gotowanie, sprzątanie, opieka podczas choroby. A teraz to.
Asia przyjęła ją ze zdziwieniem.
– Halina, co się stało? Wyglądasz jak po pogrzebie.
– Gorzej – weszła do środka. – Mogę u ciebie zostać na noc?
Przy herbacie opowiedziała wszystko. Asia słuchała, kiwając głową.
– Mówiłam ci – westchnęła. – Pamiętasz, jak narzekałaś, że ciągle wspomina o twoim wieku, o braku dzieci?
– Pamiętam.
– To nie były przypadkowe uwagi. Chciała podważyć twój status. Pokazać, że nie jesteśHalina westchnęła głęboko, patrząc w okno, i zrozumiała, że czasem trzeba wybrać spokój serca ponad słuszną sprawę – nawet jeśli to oznacza godzenie się na życie w cudzym cieniu.



