Dziennik
Dziś znów miałem tę samą myśl: życie pisze dziwne scenariusze.
– Mamo, jestem już dorosła. Mogę choć raz zrobić to, co chcę? – denerwowała się Hania.
Kłócili się od kilku dni, odkąd Hania oznajmiła, że chce wyjechać na tygodniowy wypad do Krakowa ze swoim chłopakiem.
– A studia? Sesja za pasem.
– Przecież dobrze się uczę. Nadrobię. No proszę, mamo – jęczała Hania.
– Znasz go ledwie chwilę. A co potem? – Ludmiła nie miała już siły przekonywać córki.
– Jeśli mnie nie puścisz, ucieknę z domu i nigdy nie wrócę – krzyknęła Hania, rzuciła się na kanapę, przytuliła poduszkę i odwróciła się do okna.
*„A może naprawdę odejdzie?”* – wślizgnęła się myśl, która rozrosła się do rozmiarów paniki. Córka to sens jej życia, jedyna bliska osoba. Nie mogła się jej wyrzec.
– Mamo, ty zawsze byłaś rozsądna i zostałaś sama. Chcesz, żebym skończyła tak samo? – W głosie Hani pojawiły się histeryczne tony.
– Wszystko będzie, córeczko, tylko nie spiesz się… – mówiła Ludmiła, ale wiedziała, że córka jest zakochana i nie słucha.
Hania wtuliła twarz w poduszkę i rozpłakała się.
*„Czy ja naprawdę jestem wrogiem własnego dziecka? Czasy się zmieniły. Wszystko teraz idzie szybko. Może gdybym sama była odważniejsza, wcześniej zrozumiałaby, kim jest przyszły mąż, moje życie potoczyłoby się inaczej”*. Ludmiła westchnęła.
– Dobrze. Jedź. Ale dzwonisz codziennie. Nie mogę dać ci dużo pieniędzy. Wiesz, że oszczędzam na remont – poddała się zmęczona kłótnią.
Hania odrzuciła poduszkę, podbiegła i objęła matkę.
– Mamo, dziękuję. Nie trzeba pieniędzy. Kacper ma oszczędności. Będę dzwonić codziennie, nawet kilka razy. Nie martw się, wszystko będzie dobrze – szczebiotała radośnie.
*„Jak nie mam się martwić? Poczekaj, aż sama będziesz miała córkę, zobaczymy, czy nie spanikujesz”* – pomyślała Ludmiła, ale nie powiedziała tego na głos. I tak by nie zrozumiała.
Hania wbiegła do pokoju i wróciła z walizką.
– Już spakowana? Naprawdę byś uciekła? – domysł zabolał jak nóż w serce.
– Wiedziałam, że się zgodzisz. Znam cię. Zaraz zadzwonię do Kacpra – chwyciła telefon, ale zamiast dzwonić, podeszła do matki.
– Może sama byś gdzieś pojechała? Do cioci Ewy na przykład. Po co będziesz siedzieć sama? Przecież masz urlop – powiedziała już łagodniej.
– Znajdę coś do roboty. Tylko uważaj tam. Wiesz, o czym mówię? – burknęła Ludmiła.
Miała ochotę wyć z bezsilności.
– Mamo, jestem dorosła. Wiem, o co chodzi. – Hania wybrała numer.
Serce ścisnęło się boleśnie. Z rozmowy Ludmiła zrozumiała, że córka zaraz wyjedzie.
– No to już, mamo, taksówka czeka na dole. – Hania z walizką ruszyła do przedpokoju.
Ludmiła pobiegła za nią.
– Nie odprowadzaj. Jak wsiądziemy do pociągu, zadzwonię. Wrócę za tydzień. – Hania cmoknęła matkę w policzek i wyfrunęła z mieszkania, nie widząc łez w jej oczach.
*„No i po wszystkim. Wyrosła, mama już niepotrzebna. Nawet odprowadzić nie wolno”*. Ludmiła wpadła do kuchni i wyjrzała przez okno. Na dole stała żółta taksówka, a obok niej nerwowo przechadzał się młody chłopak. *„Może jednak nic się nie stanie? Nie da się przed wszystkim uchronić”*.
Smutnym wzrokiem odprowadziła odjeżdżający samochód, wróciła do pokoju i usiadła na kanapie, gdzie przed chwilą siedziała Hania. Łzy napłynęły do oczu. *„No i zostałam sama. Cicho, pusto. Zwariuję tu. Trzeba się przyzwyczaić. Rozstanie z dorosłą córką to los wszystkich matek”*.
Siedziała tak długo, niezdolna do żadnego działania. *„A może i ja bym gdzieś pojechała? Na przykład nad morze. Przecież urlop. Lato już minęło, ale i tak cieplej niż tu”*. Weszła do pokoju córki, włączyła komputer i sprawdziła bilety.
Znalazła tani lot na jutro rano do Gdańska. Nie zastanawiała się długo – kupiła bilet w obie strony na pięć dni. MW tamtym momencie zrozumiała, że czasem trzeba pozwolić życiu potoczyć się własnym torem, a najlepsze rozwiązania przychodzą, gdy przestajemy się ich desperacko trzymać.



