Druga szansa

**Drugi raz**

Halina Wiśniewska była zwyczajną babcią, ze swoimi słabościami i wadami. Ale Krzysiek kochał ją bez zastrzeżeń. Ojca nie pamiętał, choć babcia mawiała, że lepiej by go w ogóle nie było. Na dociekliwe pytania Krzyśka odpowiadała: „Dorosniesz, zrozumiesz”. I Krzysiek rósł, nie zadając zbędnych pytań, próbując sam do wszystkiego dojść.

Gdy miał pięć lat, babcia zabrała go do siebie, a mama pojawiała się w jego życiu tylko sporadycznie, między kolejnymi kandydatami na mężów.

Pewnego dnia, gdy przyszła zabrać Krzyśka do siebie, babcia wysłała go do pokoju. Siedział cicho, bawiąc się i nasłuchując kłótni w kuchni. Najpierw nie mógł nic zrozumieć, ale potem głosy się podniosły.

— Ile można? Chłopcu potrzebna matka, a nie wymalowana lala! — krzyczała babcia.
— Mam się teraz zakopać żywcem?! Szukam męża i ojca dla syna, na twoją wiedzę! — odcinała się mama.
— Tam, gdzie szukasz, porządnych ojców nie znajdziesz. I który facet pokocha cudze dziecko? Własne porzucają, a co dopiero obce!
— Ty nigdy nie zrozumiesz… Ty… — tu mama rzuciła w stronę babci słowa, których Krzysiek nie znał, ale czuł, że były bardzo złe.

Babcia uznała to za ostatnią kroplę i znów wyrzuciła mamę za drzwi. Weszła do pokoju cała roztrzęsiona, pogłaskała Krzyśka po krótkich włosach i wyszła, trzaskając drzwiami.

Znikała na tydzień, dwa, potem wracała — raz zadowolona, raz wściekła, zależnie od tego, czy udało jej się znaleźć nowego faceta. Po jej wyjściu włosy Krzyśka i rzeczy, których dotknęła, długo pachniały jej perfumami. Wtedy przyciskał je do twarzy i wspominał.

Gdy podrósł, zaczął bać się tych wizyt. Po nich babcia brała krople nasercowe o ostrym zapachu, stukała garnkami i narzekała, że wychowała nie córkę, a bezduszną kukułkę, która porzuciła własne dziecko. Mamrotała, że nie ma już sił i następnym razem odda go jej… Krzysiek siedział w pokoju, czekając, aż burza minie.

Potem babcia przychodziła, stawiała na stole talerz z ciepłymi racuchami lub drożdżówką i mówiła łagodniej:
— Czemu taki cichy? Przestraszyłeś się? Nie bój, nie oddam cię. I nie gniewaj się na mnie.

Krzysiek rozumiał i nie gniewał się. Gdy było mu źle, szedł do babci po pocieszenie. Ale ona nie mogła poskarżyć się ośmioletniemu chłopcu. Jak on miał ją pocieszyć? Więc cierpliwie słuchał jej narzekań i marzył, by w domu znów zapanował spokój. I następnego dnia życie wracało do normy — aż do kolejnej wizyty mamy.

Krzysiek rósł, ale babcia, według niego, wcale się nie zmieniała. Jakby zatrzymała się w czasie. Myślał, że tak będzie zawsze. Gdy był w liceum, babcia często powtarzała:
— Ucz się dobrze. Jeśli nie zdasz na studia, zabiorą cię do wojska, a ja jestem już stara, nie wytrzymam. Więc jeśli chcesz, żebym pożyła dłużej, postaraj się.

I Krzysiek starał się, nie miał prawa zawieść babci. Poza nią nie miał nikogo. Od mamy odzwyczaił się dawno. A motywacja była silna — życie babci. Zdał maturę i dostał się na historię. Nie ryzykował prestiżowych kierunków, wybrał to, co lubił — czytać i historię.

Na drugim roku zakochał się w pięknej, rozbrykanej Natalii. Ona uwielbiała imprezy, których Krzysiek nie znosił. Ale dla niej chodził na akademickie biesiady i do klubów. Babcia od razu poznała po jego zamyśleniu, że się zakochał. Wzdychała, czekała na niego, nie kładąc się spać. Krzysiek miał wyrzuty, starał się nie wracać nad ranem. Ale Natalii to nie podobało się.

Pewnego wieczoru postawiła ultimatum: jeśli wyjdzie z imprezy, rzuci go. Krzysiek nie chciał tracić Natalii, ale i babci było żal. Martwi się, nie śpi, a przecież ma problemy z sercem… W końcu wyszedł z klubu. Biegł do domu, jakby goniły go diabły, złoszcząc się na babcię: „Mogłaby spać, jestem dorosły, nic mi nie będzie”. Telefonów babcia nie uznawała. — Za późno na naukę. A ty po co? — mawiała.

Wszedł do mieszkania i zobaczył światło pod drzwiami jej pokoju. „I czemu nie śpi?” — pomyślał zirytowany i zajrzał do środka. Babcia leżała na podłodze z zamkniętymi oczami, z nienaturalnie wykręconą ręką. Obok niej walała się szklanka, woda rozlana na podłogę.

— Babciu, co się stało? — rzucił się do niej.

Otworzyła oczy, próbowała coś powiedzieć, ale usta wykrzywiły się, słowa były bełkotem.

— Tylko nie umieraj, zaraz… — Krzysiek wyciągnął telefon.

Karetka przyjechała szybko. Lekarz powiedział, że chwila później byłoby za późno.

Krzysiek obwiniał się, że przez miłość nie zauważył, jak babcia ostatnio narzekała na zawroty głowy, szum w uszach, brała tabletki, trzymała się mebli. Gdyby nie poszedł na tę imprezę, może nic by się nie stało.

Babcię zabrano do szpitala. Po raz pierwszy został zupełnie sam. Codziennie przychodził, przynosząc rosół i kompot, który ugotowała Natalia. Ale nie wytrwała długo — znów zaczęła znikać w klubach. Rozstali się.

Po trzech tygodniach babcię wypisano. Teraz chodziła ostrożnie, drobnymi kroczkami, jakby bała się oderwać nogi od podłogi. Jedna ręka nie działała, mówiła niewyraźnie. Ale Krzysiek szybko nauczył się ją rozumieć.

Teraz kręcił się jak wiewiórka w kole: po zajęciach biegł do sklepu, gotował, karmił babcię, sprzątał. A jeszcze studia wymagały czasu.

Wkrótce z przychodni przyszła młoda pielęgniarka, jasnowłosa, z warkoczem. Myślał, że takie już nie istnieją. Przychodziła codziennie, sprawnie robiła babci zastrzyki, pokazywała ćwiczenia. Zganiła Krzyśka, że nie pracuje z babcią.

— Nie mam czasu. Sklep, gotowanie, studia… Nawet kaszę drugi raz przypaliłem — tłumaczył się jak niegrzeczny uczeń.

Luba poszła do kuchni i pokazała, jak ugotować kaszę.
— U pani to wychodzi. ALuba spojrzała na niego z uśmiechem, a wtedy Krzysiek zrozumiał, że czasem drugi raz przychodzi właśnie po to, by nauczyć nas, jak kochać mądrzej.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

8 + 14 =

Druga szansa