Jesteś moim bohaterem

Jesteś moim bohaterem

Weronika wygładziła przed lustrem sukienkę na biodrach, przeszła różową szminką po ustach, potem podkręciła sprężysty lok. Zrobiła dwa kroki w tył i spojrzała na siebie krytycznym wzrokiem. „Nieźle!” – z zadowoleniem uśmiechnęła się do swojego odbicia.

Mąż pojawił się w drzwiach przedpokoju, opierając się ramieniem o futrynę.

— Oho! I gdzie to się tak stroisz?

— Do pracy. Zazdrościsz, co? – Weronika zaokrągliła i tak już duże, pięknie podkreślone oczy.

— Oczywiście, że zazdroszczę. Może zawieźć cię samochodem? W autobusie rozdepczą ci tę twoją sukienkę – zaproponował Tomek z gotowością.

— Siedź w domu. Gdzie ty się z gipsem wybierasz? – Weronika zapięła zamek na jasnym pikowanym płaszczu, poprawiła szalik na szyi, podnosząc go pod sam podbródek dla ciepła.

— Wychodzę. – Ale przed drzwiami zatrzymała się.

— A, zupełnie zapomniałam. Dzisiaj się spóźnię. Agnieszka wychodzi za mąż. Będziemy mieć coś w stylu wieczoru panieńskiego. Posiedzimy trochę w kawiarni. Nie martw się.

— Poczekaj, może jednak podwieźć cię później? – Tomek oderwał ramię od futryny.

— Nie trzeba. – Weronika wyciągnęła usta w ciup, posłała mu całusa w powietrze i wyszła z mieszkania.

Tomek podszedł do okna i czekał, aż na dole pojawi się Weronika.

— Ile razy mówiłem, żebyś zrobiła prawo jazdy. Teraz jeździłabyś do pracy samochodem, a nie pchała się w zatłoczonym autobusie – powiedział na głos, patrząc na Weronikę szybko idącą przez podwórko, jakby mogła go usłyszeć.

W kawiarni grała muzyka. Przy zsuniętych stolikach siedziało sześć kobiet, piły koktajle i opowiadały na wyścigi o zabawnych perypetiach na swoich weselach, śmiejąc się głośno i zaraźliwie. Nagle podszedł kelner z tacą i postawił przed Weroniką butelkę drogiego wina.

— To od pana przy tamtym stoliku. Otworzyć? – Kelner pochylił się służbowo do przodu.

Weronika odwróciła głowę i spojrzała na hojnego mężczyznę. Skinął jej głową i uśmiechnął się. Serce nagle przestało bić na chwilę, a potem zabiło w rytm muzyki. Twarz oblał rumieniec, a uśmiech zniknął z jej ust jak śnieg z górskiego szczytu – szybko i nieubłaganie.

Poznała go. Czy można zapomnieć? Kacper był najprzystojniejszym chłopakiem na uczelni, był starszy. Dziewczyny nie dawały mu przejść. Przed letnią sesją nie zaliczyła kolokwium. Siedziała na szerokich żeliwnych schodach między piętrami i płakała. Pierwszy egzamin już za dwa dni, a bez wpisu w indeksie, że wszystkie zaliczenia ma zdane, nie dopuszczą ją do sesji.

— Czemu płaczesz? Oblałaś egzamin?

Weronika podniosła głowę i zobaczyła obok Kacpra. On do niej mówił! A ona siedziała na schodach z rozmytym tuszem i czerwonym nosem.

— Nie zaliczyłam kolokwium – odpowiedziała Weronika i zaczęła wycierać łzy spod oczu.

— Wielka rzecz. Tylko tusz sobie rozmazałaś.

Weronika pisnęła i sięgnęła do torebki po lusterko. Kacper podał jej chusteczkę.

— Głupiutka, trzeba było płakać przed wykładowcą. Myślałem, że wszystkie dziewczyny potrafią przekonywać i grać na litość. Biegnij do niego, zanim wyjdzie. Powiedz, że uczyłaś się całą noc, nie wyspałaś się, głowa cię boli.

— Myślisz, że przejdzie? – zwątpiła Weronika, ale wstała ze schodów.

— Nie spróbujesz – nie będziesz wiedziała. Nie zwlekaj, idź. – Kacper popchnął Weronikę w plecy, a ona pośpiesznie pobiegła na górę. Żeliwne schody dudniły pod jej stopami.

Kiedy wyszła z sali uradowana, Kacper na nią czekał.

— Uśmiechasz się. Zupełnie co innego – pochwalił ją.

Odprowadzał ją do domu i całą drogę coś opowiadał. A ona nie słyszała nic, ogłuszona jedną myślą: „On idzie obok! Ze mną!” Weronika łapała zaciekawione spojrzenia mijanych kobiet na jej towarzysza i rozpierała ją duma.

Po sesji spotykali się jakiś czas. Chodzili do kina, na plażę… Wiedziała, że zmienia dziewczyny jak rękawiczki, ale serce nie słuchało rozsądku. Nagle Kacper zniknął. Nie znała jego adresu, nie miała kogo spytać, wszyscy rozjechali się na wakacje. Weronika cierpiała, przekonywała siebie, że ma po prostu sprawy, że jutro przyjdzie… Aż zrozumiała, że jest w ciąży.

— Raz byłaś jak skrzydła, a teraz siedzisz w domu, jakaś taka osowiała. Nie jesteś chora? – zainteresowała się mama.

— Pewnie za długo się kąpałam – odpowiedziała Weronika i przekonująco zakaszlała.

— Idź do lekarza, nie żartuj z takimi rzeczami – westchnęła mama.

— Dobrze, mamo, jutro.

Następnego dnia Weronika poszła do prywatnej kliniki. Bała się spotkać znajomych w poradni. Ciąża się potwierdziła.

— Mama mnie zabije… Muszę jeszcze skończyć studia… A on zniknął… – Weronika rozpłakała się w gabinecie.

Lekarka się zlitowała, powiedziała, że termin jest mały, można się obejść bez zabiegu, ale to kosztuje. W domu Weronika powiedziała mamie, że lekarz przepisał drogie leki, że wyniki są złe… Mama, nic nie podejrzewając, dała pieniędzy, trochę miała też Weronika. Starczyło.

Dwie doby skręcało ją i ciąło w brzuchu jak drutem. Znosiła to, jak mogła, żeby mama nic nie zauważyła.

We wrześniu wróciła na zajęcia z jednym pragnieniem – jak najszybciej zobaczyć Kacpra. A on przeszedł obok z ładną pierwszoroczniczką i udawał, że jej nie widzi. A koleżanki dolewały oliwy do ognia, mówiąc, że Kacper się żeni i wreszcie wszyscy się uspokoją. Weronika ledwo powstrzymywała łzy.

Na wykładzie przysiadł się do niej Tomek. Był zwyczajnym, niewyróżniającym się chłopakiem. Weronika wiedziała, że jej się podoba. Nie przystojniak, dziewczyny za nim nie biegały, chyba że po notatki.

— Czemu taka posTego wieczoru, gdy Tomek przytulił ją mocniej i wyszeptał „Kocham cię, Weroniko”, poczuła, że wszystkie dawne wątpliwości i porównania z Kacprem w końcu przestały mieć znaczenie.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzynaście + 18 =

Jesteś moim bohaterem