Zimowe Przeznaczenie

**Śmiertelna Trasa Narciarska**

Koła podmiejskiej elektryczki rytmicznie stukały o szyny. Wzdłuż torów, jak strażnicy, stały rozłożyste świerki, przez których gałęzie prześwitywało niskie zimowe słońce. Grupa studentów medycyny żywo rozprawiała o czymś, a przy wejściu do wagonu leżały ich narty.

Głównym inicjatorem wyjazdu był Szymon Zieliński – przystojny mężczyzna o sportowej sylwetce, duma uczelni, kandydat na mistrza sportu w biegach narciarskich. Każdej zimy reprezentował instytut na zawodach i nigdy nie schodził poniżej drugiego miejsca. Jego ojciec pełnił ważną funkcję w miejskim urzędzie. Mówiąc krótko – lokalna gwiazda.

Na krótko przed świętami Zieliński zaproponował, by cała grupa wybrała się na wypoczynek do schroniska. Mało kto o nim słyszał – stało ukryte w lesie. Można było tam miło spędzić czas i pojeździć na nartach. Większość się zgodziła, choć poza samym Zielińskim nikt nie pasjonował się narciarstwem. Ale kto by odmówił wyjazdu w plener?

Kinga stała na nartach tylko na lekcjach WF-u w szkole. Lecz jak tu nie jechać, skoro sam Zieliński zapraszał? Na wszystko była gotowa, byle tylko być przy nim.

W wagonie przytuliła się do jego ramienia, upojona szczęściem, nie zauważając, że Krzysztof Nowak rzucał w jej stronę zazdrosne spojrzenia. I nie tylko on. Aneta również nerwowo zerkała na parę. *„Co on w niej widzi?”* – mówił jej wzrok.

Kinga sama się dziwiła. Tyle wokół pięknych dziewczyn, a wybrał ją – skromną, acz pilną studentkę. Niedawno nawet wspomniał, że po studiach się pobiorą. Jego wpływowy ojciec wymógł na synu obietnicę, że ślub odbędzie się dopiero po dyplomie, ani dnia wcześniej. Inaczej straciłby jego pomoc w dostaniu się do najlepszej kliniki w mieście.

Do końca studiów zostało jeszcze półtora roku. Wiele mogło się zmienić. Lecz Kinga nie myślała tak daleko. Teraz, tuląc się do Zielińskiego w pociągu, czuła się najszczęśliwszą dziewczyną pod słońcem.

Wysiedli na przystanku i oniemieli przed widokiem zimowego lasu, pośród którego kryło się schronisko. Mróz szczypał w policzki, ale dodawał energii. Wesoło maszerowali z nartami na ramionach, ciesząc się pięknym dniem, młodością i nadchodzącymi świętami.

Po zakwaterowaniu w drewnianych domkach, Zieliński od razu wezwał wszystkich na trasę, by się rozruszać.

– Na początek mała pętla – pięć kilometrów. Zabierzcie telefony i dzwońcie do siebie albo do mnie, jeśli coś się stanie. Ale tu spokojnie, dzikich zwierząt nie ma, trasa dobrze przygotowana. Starajcie się nie zostawać w tyle. Ja prowadzę, Krzysiek zamyka – rzucił, stając na starcie narciarskiej ścieżki.

Kinga nie spieszyła się, by stanąć za nim. Wiedziała, że jest kiepską narciarką, tylko spowolni grupę. Zajęła miejsce na końcu. Tuż za nią ustawił się Krzysztof. Zieliński zauważył to, lecz nic nie powiedział.

Kilka osób pod wodzą Szymona szybko oderwało się od reszty i zniknęło w lesie. Kinga została daleko w tyle. Narty ślizgały się po ubitej trasie, mięśnie nóg piekły, a ręce zesztywniały z wysiłku. Łapała ustami mroźne powietrze, palące gardło. Za plecami słyszała szelest nart Krzysztofa.

– Wyprzedzaj! – krzyknęła, odwracając się.

Lecz on wolno sunął za nią. Kinga już przeklinała decyzję o wyjeździe. Lepiej byłoby siedzieć w ciepłej izbie, pić herbatę i czekać na resztę. Nagle tuż obok trzasnęła gałąź, jakby coś przedzierało się przez zarośla. Kinga drgnęła, straciła równowagę i upadła. Pod nią coś chrupnęło, w oczach rozbłysły iskry bólu i krzyknęła.

– Co się stało? – Krzysztof zatrzymał się obok.

– Noga… – wyszeptała przez zaciśnięte zęby.

Krzysztof ukląkł.

– Pokaż. Odsuń ręce. Nie bój się – rozkazał stanowczo.

Kinga lekko się odsunęła, ale nie odjęła dłoni całkiem.

Delikatnie dotknął łydki. Wykrzywiła się z bólu.

– Złamana – stwierdził, sięgając po telefon. Brak zasięgu. Zaklął pod nosem.

– Kinga, nie płacz. Szymon jeździ szybko. Jeśli zrobi drugie okrążenie, zaraz tu będzie.

– Mówił, że na razie tylko jedno przejdziemy – szlochała.

– Jesteśmy gdzieś w połowie trasy. Daleko. Trzeba czekać. Wytrzymasz? Nie mamy wyboru.

Siedziała na śniegu, drżąc i płacząc.

– Poszukam zasięgu – powiedział. – Nie odejdę daleko. Może ktoś idzie za nami? Widziałaś kogoś?

Nie odpowiedziała. Trzęsła się z zimna i strachu. Krzysztof odjechał kawałek, sprawdził telefon, znów ruszył.

– Mam zasięg! – zawołał radośnie.

Po krótkiej rozmowie wrócił.

– Szymon już tu będzie. Trzymaj się.

Zauważył, że dygocze, zdjął kurtkę i narzucił jej na ramiona. Kinga skinęła wdzięcznie, a łzy wciąż spływały po jej twarzy. Wkrótce Krzysztof sam zaczął marznąć. Skakał w miejscu, by nie zesztywnieć. Czas wlókł się niemiłosiernie, aż wreszcie na trasie pojawił się Zieliński.

– Kinga, pomoc nadchodzi – wyszeptał Krzysztof, ledwo poruszając sinawymi wargami.

– Jak to się stało? – zapytał Szymon, podjeżdżając.

Za nim ciągnął plastikową płachtę, przypominającą sanki.

Kinga nie mogła mówić – trzęsła się jak galareta.

– Zdejmę ci narty i położymy cię na nosze – tłumaczył, jak dziecku.

– Skuter śnieżny gdzieś pojechał, drugi zepsuty. Będziemy musieli ją ciągnąć – rzucił do Krzysztofa, nawet na niego nie patrząc.

Każdy dotyk wyrywał z Kingi krzyk. Zieliński stracił cierpliwość.

– Kinga, nie siedź jak kłoda! Pomóż nam. Chcesz tu zamarznąć?

Krzysztof milczał – wiedział, że Szymon ma więcej doświadczenia. Wspólnie posadzili ją na płachcie.

– Lepiej się połóż – poradził spokojniej, gdy już ją ułożyli.

KingaAle gdy wreszcie wrócili do schroniska, Kinga zrozumiała, że prawdziwym bohaterem tej nocy nie był Szymon, tylko Krzysztof, który nie opuścił jej ani na chwilę.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

13 + dwanaście =

Zimowe Przeznaczenie