Nie żałuj. Skoro nie kochałeś
– Nie zmarzniesz w tej sukience? Na dworze minus dwadzieścia pięć, a w nocy ma być jeszcze chłodniej – powiedziała mama, zaglądając do pokoju Oli.
– Nie zdążę zmarznąć, przecież to niedaleko. Nie pójdę przecież w dżinsach na urodziny – odparła Ola, kręcąc się przed lustrem i poprawiając pasek sukienki.
– Marek po ciebie zajrzy? – dopytywała się mama.
– Nie, powiedział, że się spóźni. Koledze komputer się zepsuł, naprawia – odpowiedziała Ola, machając ręką.
– Mógłby to zostawić na jutro. Jak sama pójdziesz? To nie wypada – powtórzyła mama.
– Mamo, teraz nikt na to nie zwraca uwagi. Co w tym złego? No niestety, nie przyjdziemy razem, i co? Już idę, i tak się spieszę. – Ola wrzuciła buty do torby i wyszła do przedpokoju.
Wiedziała, że Marek mamie nie podobał się od tamtego dnia, gdy ją pocałował na jej oczach. „To nieładne. Powinieneś zachować się z klasą” – strofowała ją później.
Ola wcisnęła nogi w miękkie, wełniane kozaki, narzuciła długi puchowy płaszcz i owinęła szyję grubym szalikiem.
– I bez czapki? – załamała ręce mama.
– Właśnie ułożyłam włosy, jaka czapka? Już idę. – Ola otworzyła drzwi i wybiegła z mieszkania.
Mama coś jeszcze mówiła za nią, ale Ola szybko zbiegła po schodach, myśląc tylko o wieczorze pełnym śmiechu i spotkaniu z Markiem.
Ich związek rozwijał się szybko i namiętnie. Ola miała nadzieję, że lada dzień oświadczy się jej.
Mróz natychmiast oblepił twarz i dłonie, próbując wedrzeć się pod obszerny płaszcz. Ola podciągnęła szalik, wtuliła w niego nos i ruszyła przed siebie, do domu przyjaciółki. „Żeby tylko Marek już był” – myślała. Pół godziny temu do niego zadzwoniła. „Nie przeszkadzaj, wtedy przyjdę szybciej” – rzucił krótko.
I więcej nie dzwoniła.
W klatce schodowej odgarnęła szalik z twarzy. Nie czekała na windę, wbiegła po schodach, żeby się rozgrzać. Choć mieszkały z Kasią tylko dwa bloki dalej, Ola zdążyła zmarznąć.
Drzwi do mieszkania, zza których dobiegała muzyka, były uchylone. Ktoś z wychodzących na papierosa nie domknął ich porządnie. Albo może gospodyni specjalnie zostawiła je otwarte dla spóźnialskich. „Dobrze. Mniej zwrócą na mnie uwagę” – pomyślała Ola i weszła do półmrokowego przedpokoju. Od razu ogłuszyła ją rytmiczna muzyka i gwar rozmów.
Ola zdjęła płaszcz, wcisnęła szalik w rękaw. Na wieszaku wisiały już dwie–trzy puchowe kurtki na jednym haczyku. Kasia zaprosiła mnóstwo ludzi. Ola z trudem upchała swój płaszcz. Wsunęła zmarznięte buty, wzdrygnęła się i ruszyła w stronę pokoju.
Po ciemnym przedpokoju jasne światło raziło w oczy, a głośna muzyka przyspieszała bicie serca. Kilkanaście osób tańczyło w rytm muzyki wokół stołu, wypełniając całe pomieszczenie. Nikt na nią nie zwrócił uwagi. Rozejrzała się za Kasią, ale jej nie zobaczyła.
Ola, omijając tańczących, przedostała się w stronę kuchni. Już miała dotrzeć do szklanych drzwi, gdy nagle te otworzyły się gwałtownie. Rozpromieniona Kasia, z błyszczącymi oczami i szerokim uśmiechem na ustach, wpadła na nią. Na moment uśmiech zniknął z jej twarzy, zastąpiony zakłopotaniem.
Za nią stał Marek. Rozczochrane włosy próbował przygładzić rozstawionymi palcami.
– Już tu jesteś? – zapytała Ola, przenosząc wzrok na Kasię.
Ta już odzyskała pewność siebie i uśmiechała się, jakby nigdy nic.
– Impreza w pełni. Czemu się spóźniłaś? – spytała. – Idziemy tańczyć. A może najpierw coś wypijesz? – Kasia minęła Olę.
– Nie zadzwoniłeś. Nie zauważyłeś, że mnie nie ma? A może byłeś zbyt zajęty? – spytała, a w jej głosie czuć było gorycz.
– Po prostu nie zdążyłem. Też dopiero przyszedłem. – Marek pochylił się, by ją pocałować, ale Ola odsunęła się.
Wyraźnie poczuła zapach ulubionych perfum Kasi.
– Ola, o co chodzi? KrajaOla odparła tylko: „Już za późno na tłumaczenia” – i wyszła, zostawiając za sobą hałas imprezy i ból, który właśnie zamienił się w ulgę.



