Porozmawiajmy, synu

W ostatni dzień ferii zimowych przyjaciele postanowili wybrać się na lodowisko. Niespodziewane mrozy nieco zelżały. Niskie, ale jasne słońce oślepiało, dając nadzieję na rychłe nadejście ciepła. Dni powoli stawały się dłuższe.

Kamil z Darkiem nie byli jedynymi, którzy chcieli spalić kalorie zebrane podczas świątecznego obżarstwa. Na lodowisku roiło się od ludzi. Słońce świeciło, mroźne powietrze orzeźwiało, a muzyka z głośników poprawiała humory.

Gdy wyszli na lód, Kamil i Darek zaczęli przyspieszać, wymijając innych łyżwiarzy. Naostrzone łyżwy płynnie sunęły po chropowatej tafli. W tym roku byli tu po raz pierwszy – wcześniej padał śnieg, a potem nadeszła odwilż, przez którą lód stał się miękki i pokryty kałużami. Dopiero po Bożym Narodzeniu udało im się w końcu wybrać na lodowisko.

Po dwóch okrążeniach dla rozgrzewki zaczęli się wygłupiać. Darek zauważył dziewczynę w białej kurtce i takiej samej puszystej czapce z pomponem. Niepewnie trzymała się barierki, wyraźnie walcząc z równowagą. Widać było, że ledwo stoi na łyżwach – pewnie pierwszy raz je założyła.

Nogi miała sztywne, rozjeżdżały się na boki, a kostki wykręcały w dziwnych kierunkach. Gdyby nie kurczowy chwyt przy poręczy, dawno by upadła i pewnie nie zdołałaby się podnieść. Darkowi zrobiło się jednocześnie śmieszno i żal.

Rzucił okiem na Kamila, ale ten zagłębił się w rozmowie z jakimiś dziewczynami. Darek podjechał więc do barierki.

— Chcesz, żebym cię nauczył jeździć? To wcale nie takie trudne. Trzeba tylko znać podstawy.

Dziewczyna nie zdążyła odpowiedzieć. Jej prawa noga wysunęła się do przodu, a ona sama omal nie przewróciła się do tyłu. Darek złapał ją w ostatniej chwili.

— Dzięki — szepnęła.

Jej głos wydał mu się magiczny, a od dotyku przeszły go ciarki. Serce zabiło mocniej, dziwnie rozradowane.

— Nie bój się. Puść barierkę, inaczej nigdy się nie nauczysz. Złap się mnie. — Wyciągnął dłoń.

— Boję się — pisnęła przestraszona.

— Lód jest śliski, upadki się zdarzają. Ale postaram się cię złapać. No dalej — nalegał.

Dziewczyna ścisnęła jego dłoń, ale drugą ręką wciąż trzymała się poręczy.

— Tak, dobrze — zachęcał ją. — Teraz odepchnij się jedną łyżwą i jedź na drugiej. Nie stawiaj nogi na czubku, bo się przewrócisz! O, super. Złącz nogi. Teraz odepchnij się drugą…

Dziewczyna posłusznie wykonała kilka ostrożnych ruchów. W końcu puściła barierkę. Nie było to jeszcze prawdziwe łyżwiarstwo, ale Darek hojnie ją chwalił.

— Świetnie! Rozluźnij nogi i ugnij trochę kolana. A teraz zrób to samo, ale zamiast stąpać, spróbuj ślizgać się.

Oczy dziewczyny błyszczały z radości. Rozśmiała się, a ten dźwięk sprawił, że Darkowi serce podskoczyło do gardła.

Ruszyła śmielej, zapominając o czubku łyżwy, i byłaby upadła, gdyby znów jej nie złapał.

— Nic się nie stało. Tylko nie tak gwałtownie…

Powoli posuwali się wzdłuż bandy.

— Dość, nie daję rady! Nogi mam jak z waty i trzęsą mi się — jęknęła.

— Na pierwszy raz wystarczy. Jutro będzie cię bolało. Następnym razem pójdzie lepiej. Jestem Darek. — Zerkał na jej profil.

Policzki miała zaróżowione, oczy, otoczone gęstymi rzęsami, lśniły, usta lekko rozchylone… W piersi Darka rozlała się dziwna, przyjemna ciepłota. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie czuł.

— Kinga — przedstawiła się.

Od dźwięku jej imienia, które pachniało jak lato, zakręciło mu się w głowie.

Widać było, że jest wykończona. Całym ciężarem opierała się na jego ramieniu. I chciał, żeby tak szli długo, bardzo długo — czuć jej ciężar, słyszeć przerywany oddech, widzieć parę unoszącą się z jej ust…

Dotarli do szatni, gdzie Kinga osunęła się na ławkę, wyciągając nogi.

— Daj numer, przyniosę ci ubranie — ochrypłym głosem poprosił Darek.

— Tam jest torba z butami. — Podała mu żeton. — Pomóc zdjąć łyżwy? — spytał, gdy wrócił.

Spojrzała na niego tymi swoimi niebieskimi oczami tak, że poczuł, jakby przepłynął przez niego prąd.

— Dam radę. — Pochyliła się, by rozsznurować buty.

Darek stał jak wryty, nie mogąc oderwać od niej wzroku.

— A tu jesteś! — Rozległ się za nim głos Kamila. — Szukałem cię. Jak idzie?

— Jak na pierwszakę — rewelacyjnie! — odparł Darek. — To mój kumpel Kamil. A to Kinga.

— Ładna — szepnął Kamil do ucha Darkowi i mrugnął. — Jedziemy dalej?

— Jedź, jeśli chcesz. Masz tam towarzystwo. Ja odprowadzę Kingę.

— Nie musisz — protestowała, już wkładając buty.

— On po prostu nie chce się z tobą rozstać — zaśmiał się zdradziecki Kamil.

— Nie chcę — przyznał śmiało Darek. — Może wpadniemy na kawę? Coś ciepłego, żeby się rozgrzać? — błagalnie spojrzał na Kingę.

Bez łyżew wydawała się jeszcze drobniejsza i krucha. Uśmiechnęła się, a jego serce znów podskoczyło. Przełknął ślinę.

— No dobra, Kamil, idziemy. Może dołączysz? — Z wyrzutem spojrzał na przyjaciela.

— A na łyżwach pójdziesz? — zaśmiał się Kamil.

Darek spłonął rumieńcem i pobiegł po swoje buty.

Nieśli torbę Kingi między sobą, mijając kolejne kamienice, aż weszli do małej kafejki z przytłumionym światłem i gałązkami świerku w wazonach. Gdy siadała, skrzywiła się.

— Coś cię boli? — natychmiast spytał Darek.

— Noga. Przewróciłam się.

Skinął ze zrozumieniem. Pewnie lądowała na pośladkach, ale tego nie powiedział.

— Trzeba było przyłożyć lód — mruknął.

— No, trochę się przymroziłam. — RozeW końcu pobrali się latem, krótko po jej urodzinach, a cienie przeszłości pozostawili za sobą, skupiając się na własnej przyszłości.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

osiemnaście − siedemnaście =

Porozmawiajmy, synu