Każde spotkanie ma swój moment

„Każde spotkanie ma swój czas”

„Dlaczego miłość odchodzi? Przecież była, była prawdziwa. Byłam tak szczęśliwa, że niczego wokół nie widziałam. Kochałam, żyłam tylko dla niego. I nie zauważyłam, gdy się zmienił. Naiwna głupia. Sama sobie winna. Rozluźniłam się, a nie wolno było.” Jadwiga patrzyła przez okno na kołyszące się na wietrze wierzchołki drzew. Lód na drogach posypany piaskiem. Kilka dni bez śniegu, a podwórko zszarzało.

„Myślałam tylko o praniu, prasowaniu, o smacznym obiedzie. A jemu zachciało się namiętności, młodego ciała. Kryzys wieku średniego. Przecież widziałam, że się odmładza. Myślałam, że chce zatrzymać czas… Ciekawe, czy ona dobrze gotuje? Czy jadają w restauracjach? Boże, o czym ja myślę? Jak to ciężko. Minęło już kilka miesięcy, a ja wciąż nie mogę się uspokoić. I nigdy się nie przyzwyczaję.

Który dziś miesiąc? — Jadwiga zamyśliła się. — Chyba styczeń, trzynasty. Wigilia Starego Nowego Roku. A ja siedzę w domu jak jakaś staruszka. Już postanowione — ogarnę się i wyjdę na zakupy.”

Postawiła w zlewie pusty kubek po kawie i poszła do łazienki. Włączyła wodę, zrzuciła szlafrok i weszła do wanny. Próbowała przekręcić dźwignię prysznica, ale zaciął się. Jadwiga pociągnęła mocniej — urwał się, wpadł do wanny, a z kranu i prysznica buchnęła woda. Próbowała zakręcić, ale nic z tego.

Musiała wyjść i zamknąć główne zawory. Woda przestała lać się strumieniem, ale wciąż kapała cienką strużką. Nie założyła mokrego szlafroka. W samej bieliźnie wróciła do pokoju, wzięła dres i bluzę. „No i umyłam się. Jak na złość wszystko. Rok nowy, a problemy stare. Ileż razy mówiłam mężowi, że ten przełącznik się zacina, ale zawsze miał ważniejsze sprawy…” — mruczała pod nosem, wycierając wodę z podłogi.

Potem wykręciła numer administracji. Powinien być ktoś na dyżurze. Długie sygnały irytowały. A jeśli nikt nie odbierze? Dzwonić do byłego? Nie, nie będzie się przed nim poniżać. W słuchawce odezwał się zmęczony kobiecy głos:

— Słucham.

Jadwiga wyobraziła sobie naburmuszoną, zmęczoną kobietę, która od rana słucha skarg.

— W łazience urwał się kran! — krzyknęła nagle, sama nie wiedząc czemu.

— Wodę zakręciliście?

— Tak.

— Hydraulik będzie w poniedziałek.

— Jak to w poniedziałek? Mam dwa dni bez wody? Rury przechodzą przez łazienkę, kuchnię i toaletę!

W słuchawce westchnięto zniecierpliwione.

— Pan hydraulik jest na interwencji. Jak skończy, do was zajrzy. Zaraz mu zadzwonię.

— A długo czekać? — Jadwiga przycisnęła słuchawkę, bojąc się, że kobieta się rozłączy. — Woda wciąż kapie. A jak rura pęknie?

— Proszę czekać, przyjdzie, jak będzie mógł.

Chciała zapytać, czy to potrwa długo, ale w słuchawce już rozlegały się krótkie sygnały. „Cóż, trzeba czekać. Boże, za co mi to?” Przez chwilę jeszcze złorzeczyła byłemu mężowi, który zostawił ją samą ze starymi rurami. Ale co to da?

W telewizji leciał jakiś serial. Jadwiga tak się wciągnęła, że zapomniała o wodzie. Gdy zadzwoniono do drzwi, nie od razu przypomniała sobie, kogo spodziewała się u siebie. Spojrzała na zegarek — zaledwie półtorej godziny czekała. Szybko.

Otworzyła drzwi. Na progu stał elegancki mężczyzna po sześćdziesiątce, siwy, dobrze ubrany.

— Hydraulika wzywali? — zapytał.

— Pan jest hydraulikiem? — Jadwiga zmierzyła go niedowierzającym spojrzeniem.

— Nie wyglądam? — Mężczyzna uśmiechnął się, a w kącikach oczu pojawiły się promieniste zmarszczki.

— Nie za bardzo. Oni zwykle wyglądają… — Wykonała nieokreślony gest ręką.

— No cóż, macie rację. Nie jestem hydraulikiem. Ale kran naprawię.

— To… kim pan jest? — nie ustępowała Jadwiga.

— Sąsiadem tego hydraulika. Obchodził tak hucznie Stary Nowy Rok, że nie nadaje się do pracy. Żona poprosiła, żebym go zastąpił, bo go zwolnią. Ona jest niepełnosprawna, mają dwoje dzieci… — Zamilkł, czekając na zaproszenie, ale Jadwiga nie spieszyła się. — No więc? Będziecie czekać do poniedziałku, czy pokażecie, co się stało?

— Tak, oczywiście, proszę wejść. — Cofnęła się.

Mężczyzna postawił na podłodze zniszczoną torbę z narzędziami, poszedł do łazienki.

— Wodę zakręcili? Dobrze. — Przyjrzał się baterii. — Trzeba wymienić przełącznik. Ale ta bateria jest stara, zardzewiała. Nie wytrzyma długo. Lepiej kupić nową.

— Pan lepiej wie — powiedziała cicho Jadwiga.

— Nie martwcie się, wszystko załatwię. Skoczę do sklepu, kupię i zamontuję.

— Drogie to? — Zaczęła nerwowo liczyć w myślach, ile ma w portmonetce.

— Przyniosę paragon. Spokojnie. — Czekał na zgodę.

— No cóż… Dobrze.

— Torbę zostawię? — Wyszedł za drzwi.

„Może jednak powinnam była czekać do poniedziałku? — pomyślała Jadwiga, tracąc resztki humoru. — Dwa dni bez wody i toalety? Nie ma mowy.” Zagotowała czajnik, wypiła herbatę, gdy znów zadzwoniono. Na progu stał zasapany hydraulik.

— Widzicie, jak szybko. — Od razu poszedł do łazienki.

Jadwiga wróciła do kuchni, patrzyła przez okno. „Powinnam zaproponować mu herbatę. W końcu się starał, pewnie biegł.”

— Gotowe, sprawdźcie, gospodyni — usłyszała za plePrzez następne miesiące Jadwiga i Nikodem spotykali się coraz częściej, a w końcu zrozumieli, że ich jesienne serca odnalazły w sobie wiosnę.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

20 + trzynaście =

Każde spotkanie ma swój moment