W każde spotkanie jest wpisany odpowiedni czas
„Dlaczego miłość odchodzi? Przecież była, naprawdę była. Byłam tak szczęśliwa, że nie widziałam niczego wokół. Kochałam, żyłam tylko nim. I przeoczyłam moment, gdy się zmienił. Naiwna głupia. Sama sobie winna. Rozluźniłam się. A nie wolno było.” Kinga patrzyła przez okno na kołyszące się na wietrze czubki drzew. Lód na drogach posypany piaskiem. Kilka dni bez śniegu i podwórko zszarzało.
„Myślałam tylko o praniu, prasowaniu, smacznym obiedzie. A on zapragnął namiętności, młodszego ciała. Kryzys wieku średniego. Przecież widziałam, że się młodzi. Myślałam, że chce zatrzymać czas… Ciekawe, czy ona dobrze gotuje? Czy chodzą do restauracji? Boże, o czym ja w ogóle myślę? Jak ciężko. Minęło kilka miesięcy, a ja wciąż nie mogę się uspokoić. I nigdy nie przyzwyczaję się.”
„Który dziś mamy?” – Kinga zamyśliła się. – „Chyba czternasty. Stary Nowy Rok. A ja siedzę w domu jak jakaś staruszka. Postanawiam – zaraz się ogarnę i pójdę na zakupy.”
Postawiła w zlewie pustą filiżankę po kawie i poszła do łazienki. Odkręciła wodę, zrzuciła szlafrok i weszła do wanny. Próbowała przełączyć na prysznic, ale dźwignia zacięła się. Kinga nacisnęła mocniej – urwany uchwyt wpadł do wanny, a z kranu i prysznica lunęła woda. Próbowała zakręcić, ale nic z tego.
Musiała wyjść i zakręcić główny zawór. Woda przestała wylewać się strumieniem, ale wciąż sączyła się cienką strużką. Kinga nie założyła przemókłego szlafroka. W samej bieliźnie przeszła do pokoju, znalazła dres i bluzkę. „No i umyta. Wszystko na złość. Rok nowy, a problemy te same. Ile razy mówiłam mężowi, że ten przełącznik się zacina, ale on nigdy nie miał czasu…” – mamrotała Kinga, wycierając wodę z podłogi.
Potem wykręciła numer administracji. Ktoś przecież musi dyżurować. Długie dzwonki drażniły. A jeśli nikt nie odbierze? Dzwonić do męża? Nie, nie będzie się przed nim uniżać. W końcu w słuchawce odezwał się zmęczony kobiecy głos:
– Słucham.
Kinga wyobraziła sobie zirytowaną, korpulentną kobietę, zmęczoną telefonami i skargami.
– W łazience urwał mi się kran! – nie wiadomo czemu krzyknęła.
– Wodę zakręciła pani? – zapytał głos.
– Tak.
– Hydraulik będzie w poniedziałek.
– Jak to w poniedziałek? Mam żyć bez wody dwa dni? Rury przechodzą przez łazienkę, kuchnię i toaletę!
W słuchawce ktoś ciężko westchnął.
– Hydraulik jest na interwencji. Jak skończy, przyjdzie. Zaraz mu zadzwonię.
– A długo czekać? – Kinga prawie krzyczała, bojąc się, że kobieta się rozłączy. – Woda wciąż kapie. A jeśli pęknie rura?
– Proszę czekać, hydraulik przyjdzie, gdy będzie mógł.
Kinga chciała dopytać, ale w słuchawce rozległy się już krótkie sygnały. „No cóż, trzeba czekać. Boże, za co to wszystko?” Jeszcze przez chwilę przeklinała męża, który zostawił ją samą ze starymi kranami. Ale jaki z tego pożytek?
W telewizji leciał jakiś serial. Kinga tak się wciągnęła, że zapomniała o wodzie. Gdy zadzwonił dzwonek, nie od razu przypomniała sobie, kogo mogła oczekiwać. Spojrzała na zegarek – zaledwie godzinę dwadzieścia czekała. Szybko.
Otworzyła drzwi. Na progu stał elegancki mężczyzna koło sześćdziesiątki, siwy, całkiem dobrze ubrany.
– Hydraulika wzywała pani? – zapytał.
– Pan jest hydraulikiem? – nieufnie spytała Kinga.
– Nie wyglądam? – Mężczyzna się uśmiechnął, a w kącikach oczu pojawiły się promieniste zmarszczki.
– Nie za bardzo. Oni zwykle są tacy… – Kinga wykonała nieokreślony gest ręką.
– No cóż, ma pani rację. Nie jestem hydraulikiem. Ale kran naprawię.
– A… kim pan jest? – nie ustępowała Kinga.
– Sąsiadem tego hydraulika. Obchodził tak hucznie Stary Nowy Rok, że nie jest w stanie pracować. Żona poprosiła, żebym go zastąpił, bo go zwolnią. Ona jest niepełnosprawna, nie pracuje, mają dwoje dzieci. – Mężczyzna zamilkł, czekając, aż Kinga go zaprosi, ale ta nie śpieszyła się. – No więc, będzie pani czekać do poniedziałku, czy pokaże pani, co się stało? – przynaglił.
– Tak, oczywiście, proszę wejść. – Kinga ustąpiła miejsca.
Mężczyzna postawił na podłodze zniszczoną torbę z narzędziami, przeszedł do łazienki.
– Wodę zakręconą? Dobrze. – Przyjrzał się baterii. – Trzeba założyć nowy przełącznik. Ale ta bateria stara, zardzewiała, niepewna. Nie posłuży długo. Lepiej kupić nową.
– Pan lepiej wie – powiedziała Kinga przygnębionym głosem.
– Niech się pani nie martwi, wszystko zrobię. Skoczę do sklepu, kupię i zamontuję.
– Drogo? – zaniepokoiła się Kinga, próbując przypomnieć sobie, ile ma w portmonetce.
– Przyniosę paragon. Proszę się nie martwić. – Mężczyzna czekał na zgodę.
– No cóż… Dobrze – odparła Kinga bez entuzjazmu.
– Zostawię torbę? – Mężczyzna wyszedł za drzwi.
„Może powinnam poczekać do poniedziałku? – pomyślała Kinga, całkiem już przygnębiona. – Dwa dni bez wody i toalety? Nie ma mowy.” Kinga zagotowała wodę, wypiła herbatę, gdy znów zadzwonił dzwonek. Na progu stał zadyszany hydraulik.
– Widzi pani, jaki ja szybki. – Od razu poszedł do łazienki.
Kinga wróciła do kuchni i patrzyła przez okno. „Powinnam mu potem zaproponować herbatę. W końcu starał się, biegał, spieszył.”
– Wszystko gotowe, niech pani sprawdzi – usłyszała za sobą.
Kinga odwróciła się. Na twarzy hydraulika zastygł zadowolony uśmiech.
Przeszła do łazienki, oceniła ją krytycznym spojrzeniem. Myślała, że będzie bałagan, ale było czysto. Nowa bateria, prawie taka sama jak poprzednia, lśniKinga spojrzała na zegarek, uśmiechnęła się do siebie i pomyślała, że może jednak warto dać losowi drugą szansę i otworzyć serce na nowe spotkania.



