Mój Anioł
Kinga uparcie odrzucała połączenie, a Kacper dzwonił raz za razem.
– Kinga, odezwij się. Ile można? – do pokoju zajrzała Weronika. – Albo wyłącz telefon, jeśli nie chcesz rozmawiać. – Trzasnęła drzwiami z całej siły.
Kinga wyłączyła telefon i odrzuciła go na drugi koniec kanapy. Zrobiłaby to dawno temu, ale czekała na telefon od Jakuba. Obiecał zadzwonić, a tymczasem minęły już dwa dni, a on milczał. Z Kacprem nie chciała już rozmawiać, tym bardziej go widywać. Dla niego wyszła ze swojej skorupy, w której schowała się po śmierci rodziców. A on zdradził ją tak cynicznie…
***
Na ulicy panował silny gołoledź. Rodzice wracali od babci. Nagle z bocznej ulicy wyjechał terenowiec. Pijany kierowca nie zapanował nad pojazdem na śliskiej drodze, auto wpadło w poślizg i uderzyło w samochód rodziców. Mama zginęła na miejscu, a tata zmarł w szpitalu.
Minął dokładnie rok. Wcześniej Kinga uwielbiała Nowy Rok, nie mogła się go doczekać. Teraz myślała o nim z drżeniem. Stał się symbolem śmierci rodziców, przypominał o stracie i nieustającym bólu.
Nie pamiętała, jak udało jej się skończyć pierwszy rok studiów, jak w ogóle przetrwała utratę matki i ojca. Do niej wprowadziła się ciotka Weronika, siostra ojca. Rozwiodła się z mężem, bo nie mogła mieć dzieci – w szkole średniej zrobiła nieudaną aborcję.
– Mów do mnie po imieniu. Czuję się przy tobie jak stara ciotka – od razu poprosiła Kingę.
Ale Weronika nie zastąpiła rodziców. Nie stały się też przyjaciółkami. Weronika szukała swojego miejsca, starała się ułożyć życie osobiste, spotykała się z mężczyznami, chodziła na randki.
Kinga nie zamierzała świętować Nowego Roku. Po prostu położy się spać i nigdzie nie pójdzie. Ale Kacper przekonał ją, by poszła na urodziny jego znajomego dwa dni przed Sylwestrem.
– Mam dziewczynę, a nigdzie z nią nie wychodzę. Co ja tam będę robił sam? Wszyscy przyjdą w parach. To nie Sylwester, tylko urodziny. Proszę, chodźmy. Trzeba wracać do życia. Twojej mamie też by się nie podobało, że siedzisz w domu – przekonywał.
Ostatni argument złamał opór Kingi i zgodziła się. Założyła tę samą sukienkę, którą kupiły z mamą specjalnie na poprzedni Nowy Rok, ale nie zdążyła jej wtedy założyć.
– Będziesz najpiękniejsza – powiedziała wtedy mama.
Sukienka naprawdę jej pasowała.
Weronika obrzuciła ją krytycznym spojrzeniem.
– Dopóki mieszkamy razem, nie wyjdę za mąż. Kto na mnie spojrzy, gdy obok taka młoda piękność? – Westchnęła. – A nie jest za bardzo odkryta? Zaczekaj… – Weronika wyszła do drugiego pokoju i wróciła z cienkim szalem. Był odrobinę ciemniejszy niż sukienka, dopełniał jej kolor.
*Mama by się ucieszyła* – pomyślała Kinga.
– Tak lepiej – z zadowoleniem powiedziała Weronika. – Możesz narzucić na ramiona, jeśli zrobi się chłodno.
Z Kacprem długo jechali taksówką. Gdy weszli do mieszkania, impreza już trwała. Solenizant gwizdnął, widząc Kingę.
– Teraz rozumiem, czemu tak długo ukrywałeś swoją dziewczynę. Nawet jeśli jesteś moim kumplem, odbiję ci ją – żartobliwie powiedział i pogroził Kacprowi palcem.
Poza Kacprem Kinga nie znała nikogo na imprezie. Dopóki był obok, czuła się spokojna. Ale potem zaczęli tańczyć. Zaprosił ją jakiś chłopak. Gdy muzyka ucichła, Kacpra nie było w pokoju.
Kinga od razu poczuła się nieswojo wśród obcych. Ruszyła szukać przyjaciela. Przechodząc koło przedpokoju, zauważyła, że drzwi wejściowe są otwarte. Wychodząc, zobaczyła Kacpra na klatce schodowej. Stał piętro niżej i całował się z jakąś dziewczyną, jakby spotkali się po latach. Byli tak pochłonięci, że nie widzieli świata.
Kingę zamurowało. Co teraz? Nie mogła tu zostać. Wróciła do mieszkania, włożyła buty i płaszcz, znów wyszła na klatkę.
Bolące było patrzeć na całującą się parę. Kinga zrozumiała, że nie przejdzie obok nich. Nie miała wyboru – musiała wejść wyżej i przeczekać. W końcu skończą się całować albo ktoś ich zawoła. Weszła o piętro wyżej, ale i tu słychać było szepty i odgłosy pocałunków.
Postanowiła pójść jeszcze wyżej. Na kolejnym piętrze trzeba było przejść przez długi balkon. Kinga zatrzymała się i spojrzała w dół, wystawiając rozgrzaną twarz na wiatr. Zaparkowane samochody wyglądały jak zaspły.
*„Czy gdyby skoczyć w śnieg, bolałoby?”* – przemknęła jej przez głup dziwna myśl. *„Nawet o tym nie myśl!”* – jakby ktoś jej rozkazał, odskoczyła od balustrady. Potem znów podeszła, wychyliła się i spojrzała w dół.
– Ani mi się waż! Odejdź od barierki! – usłyszała ostry głos za sobą.
W tej samej chwili czyjeś silne ręce objęły ją i odciągnęły od krawędzi.
Lekki szal zaczepił się o coś, zsunął z szyi i, porwany podmuchem, zatrzepotał na wietrze. Kinga krzyknęła i sięgnęła po niego, ale szal oderwał się i poleciał w dół jak ptak.
– Puść mnie! – warknęła Kinga na chłopaka, który wciąż ją trzymał. – Tam jest szal! Weronika mnie zabije! – krzyknęła z rozpaczą.
– Przepraszam, myślałem, że chcesz skoczyć – powiedział przepraszająco.
– Skąd ci to przyszło do głowy? Tylko spojrzałam w dół. Nie chciałam skakać. – Kinga coraz bardziej się irytowała.
– Chodź, znajdziemy twój szal. – Chłopak pociągnął ją z balkonu. Zeszli na piętro, gdzie była impreza. Kacpra i dziewczyny już nie było. Zabolało, że nawet jej nie szukał.
Szal zaczepił się o gałąź i łopotał na wietrze. Chłopak złapał niższą gałąź, podciągnął się i sięgnął po szal, ale drzewo niebezpiecznie zatrzeszczało. W ostatniej chwili chwycił róg materiału. Rozległo się gI wtedy Anders zrozumiał, że spotkał swoją Elizę nie przez przypadek, lecz dzięki woli losu, który splata serca nawet w najciemniejszych chwilach.



