Danuta wstała późno. Nie miała gdzie się spieszyć – emeryturę pobierała już od siedmiu lat, a nikogo nie musiała się opiekować. Mogła więc poleżeć w łóżku. Jednak dziwnym trafem czuła niepokój w sercu. Dlaczego? Przecież wszystko układało się dobrze. A jednak coś ją gryzło.
Podniosła się, doprowadziła się do porządku, postawiła czajnik na kuchence i spojrzała przez okno. Nad domem naprzeciwko niebo zabarwiło się na malinowo – niskie zimowe słońce miało zaraz wyjrzeć. Znaczyło to, że po dwóch tygodniach odwilży wreszcie przyszły mrozy. „No to dobrze. Wypiję herbatę i pójdę do sklepu” – pomyślała Danuta i zdjęła z ognia wrzątek.
Nalała do filiżanki herbaty i piła małymi łykami. Po ciele rozlało się przyjemne ciepło. Niska, drobna, nawet po urodzeniu jedynego syna nie przytyła. A mąż był postawny. Czuło nazywał ją „Danka”, „Danuśka”. Ale nie było go już z nią od dziesięciu lat.
Podniosła filiżankę i nagle rozległ się gwałtowny dzwonek do drzwi. Zaskoczona drgnęła, herbata wylała się, parząc jej cienką, pokrytą brązowymi plamami skórę. Ledwie nie upuściła filiżanki z bólu. „No i mamy kłopoty. Przeczucie mnie nie myliło. Czego jeszcze się spodziewać?” Ledwie zdążyła pomyśleć, gdy dzwonek rozległ się ponownie – tym razem jeszcze bardziej natarczywy.
Danuta zdmuchnęła na poparzone miejsce i poszła otworzyć, mamrocząc pod nosem: „Kogo diabli przynoszą o tej porze?”. Nie od razu zrozumiała, że stoi przed nią wysoki mężczyzna w pogniecionej odzieży – to był jej syn. „Jakże się zmienił” – westchnęła. Łukasz najwyraźniej także był zaskoczony widokiem postarzałej matki.
– No to przyjmij gościa, mamo. – Oprzytomniał i uśmiechnął się lekko.
– Łukasz, to ty? Dlaczego nie dałeś znać? Nie spodziewałam się ciebie. – Przytuliła się do jego klatki piersiowej.
On jednym ręką niezdarnie objął ją w pół.
Danuta poczuła zapach drogi, nieświeżej odzieży syna i coś jeszcze – coś, co wzbudziło w niej lęk. Odstąpiła i przyjrzała mu się uważnie. Zauważyła zaniedbaną brodę na opuchniętej twarzy, podkrążone oczy i worki pod nimi.
– Jesteś sam? A gdzie Hania, córka? – spytała Danuta.
– A samemu to ci nie miło? – Spojrzał gdzieś ponad głową matki.
– Tylko się zdziwiłam. – Danuta cofnęła się, dając synowi przejść. – Wchodź, rozbierz się, synku.
Łukasz przekroczył próg, postawił na podłodze dużą sportową torbę i obrzucił wzrokiem przedpokój.
– W domu. Nic się nie zmieniło.
– Na urlop przyjechałeś? W środku zimy? – Danuta nie spuszczała wzroku z torby.
– Później, mamo. Jestem zmęczony. – Łukasz zdjął kurtkę i powiesił na wieszaku.
– Tak, tak, oczywiście. Herbata jeszcze gorąca. – Zaczęła krzątać się po kuchni, wyjmując z szafki starą filiżankę syna.
Łukasz wszedł za nią, usiadł bokiem do stołu, szeroko rozstawiając nogi i zajmując prawie całą ciasną, ale schludną kuchenkę. Danuta postawiła przed nim filiżankę.
– Może coś zjesz po drodze? Jest zupa pomidorowa. Wczoraj ją ugotowałam, jakbym przeczuwała… – zatrzymała się, czekając na odpowiedź.
– Dobrze. – Rzucił niedbale. – Stęskniłem się za twoją zupą. – Lekko się uśmiechnął.
Danuta szybko wyjęła garnek z lodówki. Podgrzała zupę i postawiła przed synem dymiącą miskę, podała ciężką łyżkę, którą lubił jeść jego ojciec, grubą kromkę chleba, a sama usiadła naprzeciwko, podpierając głowę ręką.
– A coś mocniejszego do zupy jest? – Łukasz szybko spojrzał na nią, mieszając łyżką.
– Nie trzymam – odparła stanowczo.
Patrzyła, jak syn je łapczywie i głośno, mrużąc oczy z zadowolenia, jak kot wygrzewający się na słońcu.
– Jak Hania? A córka, do której klasy chodzi? Czemu nie przyjechały z tobą?
Łukasz jadł dalej, nie patrząc na nią, jakby nie słyszał.
Danuta i tak po jego wyglądzie zrozumiała, że syn pije. Żona nie wytrzymała i go wyrzuciła. A dokąd miał iść, jeśli nie do matki? Nigdzie indziej. Oczywiście, cieszyła się. Syn wrócił. Ale niepokój nie ustępował, wręcz narastał.
Syn odsunął pustą miskę. Danuta natychmiast wstała, nalała gorącej herbaty i przysunęła mu cukierniczkę.
– Rozwiodłem się z Hanią. Wróciłem na dobre – powiedział Łukasz, nie podnosząc wzroku.
– No nic. Odpoczniesz, znajdziesz pracę. Wszystko się ułoży – mówiła Danuta, odkładając miskę do zlewu. Potem znów usiadła.
Łukasz hałaśliwie popijał gorącą herbatę, patrząc gdzieś obok. W końcu odsunął filiżankę i wstał.
– Dobrze, mamo. Padam. Poleżę trochę, dobrze? Później pogadamy. – Poszedł do pokoju.
Danuta myła naczynia i myślała, że serce jej nie myliło – przeczuwało przyjazd syna. Zrozumiała, że będzie ciężko. Gdy weszła do pokoju, Łukasz leżał na kanapie przed telewizorem. Usiadła obok.
– Opowiedziałbyś, co się stało? Mieszkanie zostawiłeś im? To słuszne, po męsku. Tutaj twój dom.
– Co tu opowiadać? Rozwód i tyle. – Nie odwrócił głowy.
Danuta wpatrywała się w syna i nie poznawała go. Postarzał się, w oczach miał ból i pustkę, na czole głęboką zmarszczkę. Cały jakiś zgnieciony i zagubiony. Może po prostu był zmęczony? Droga z Gdańska długa i męcząca. Sama nigdy nie zebrała się, by go odwiedzić – to brakowało pieniędzy, to strach ją oblegał.
Przypomniała sobie, jak po studiach wrócił i oznajmił, że wyjeżdża do Gdańska z kolegą. Tam właśnie otwarto nową fabrykę, szukali młodych specjalistów. Marzył o karierze,Danuta westchnęła ciężko, patrząc na zamknięte drzwi pokoju syna, wiedząc, że jej życie już nigdy nie będzie takie samo.



