Powitaj gościa, mamo

Witaj gościa, matko

Bronisława wstała późno. Nie miała się gdzie śpieszyć – na emeryturze od siedmiu lat, nikogo już nie musiała się opiekować. Mogła się więc wyspać. Ale dziś serce jej dziwnie kołatało, jakby przeczuwało coś złego. Dlaczego? Przecież wszystko w porządku, nie ma powodu do zmartwień. A jednak.

Wstała, umyła się, postawiła czajnik na kuchence i spojrzała przez okno. Nad domem naprzeciwko niebo zabarwiło się na malinowo – niskie zimowe słońce zaraz wyjrzy zza chmur. Znaczy, po dwóch tygodniach odwilży wreszcie mróz wziął górę. „Dobrze. Napiję się herbaty i pójdę do sklepu” – pomyślała Bronisława i zdjęła z ognia wrzątek.

Nalała do filiżanki gorącej herbaty i piła małymi łykami. Ciepło rozlało się po całym ciele. Niska, drobna, nawet po urodzeniu jedynego synka nie przytyła. A mąż był rosły. Nazywał ją czule Bronusią, Bronką. Ale jego już nie było od dziesięciu lat.

Podniosła filiżankę, gdy nagle rozległ się gwałtowny dzwonek do drzwi. Zaskoczona drgnęła, herbata wylała się, parząc cienką, pokrytą brązowymi plamami skórę dłoni. Ból był tak dotkliwy, że o mało nie upuściła naczynia. „A więc to było to złowieszcze przeczucie. Co teraz?” Ledwie zdążyła pomyśleć, gdy dzwonek odezwał się ponownie, tym razem jeszcze natarczywiej.

Bronisława zdmuchnęła na oparzoną rękę i poszła otworzyć, mamrocząc pod nosem: „Któż to o tej porze?” I nie od razu zrozumiała, że mężczyzna w zmiętych ciuchach to jej syn. „Jak on się zmienił” – westchnęła. Wacław też najwyraźniej nie poznał postarzałej matki.

– Witaj gościa, matko. – Jakby się ocknął, uśmiechnął się krzywo.

– Wacław? Ty? Czemu nie dałeś znać? Nie spodziewałam się cię. – Przytuliła się do jego klatki piersiowej.

On jednym ręką niezdarnie objął ją w pół.

Bronisława wyczuła zapach długiej drogi, nieświeżej odzieży i coś jeszcze – coś, co zaiskrzyło w niej niepokojem. Odsunęła się i przyjrzała synowi. Zobazyła nieogoloną szczecinę na spuchniętej twarzy, opuchnięte worki pod przekrwionymi oczami.

– Sam jesteś? A gdzie Danuta, córeczka? – zapytała.

– A samego mnie to nie ucieszysz? – spojrzał gdzieś nad jej głowę.

– Tylko nie mogę się zebrać ze zdumienia. – Cofnęła się, robiąc mu miejsce. – Wchodź, rozbierz się, syneczku.

Wacław przekroczył próg, postawił na podłodze dużą sportową torbę i rozejrzał się po przedpokoju.

– W domu. Nic się nie zmieniło.

– Na urlop przyjechałeś? W środku zimy? – nie spuszczała wzroku z torby.

– Później, matko. Zmęczony jestem. – Zdjął kurtkę i powiesił na wieszaku.

– Tak, tak, oczywiście. Akurat herbata świeżo zaparzona – pospiesznie wróciła do kuchni, wyciągnęła z szafki dawną filiżankę syna.

Wacław wszedł za nią, usiadł bokiem do stołu, szeroko rozkraczony, zajmując prawie całą przestrzeń maleńkiej kuchni. Bronisława postawiła przed nim filiżankę.

– Może coś zjesz po drodze? Mam barszcz. Wczoraj ugotowałam, jakbym wiedziała – zatrzymała się, czekając na odpowiedź.

– Dawaj – rzucił niedbale. – Stęskniłem się za twoim barszczem. – W kącikach ust pojawił się cień uśmiechu.

Bronisława zakrzątnęła się, wyciągnęła garnek z lodówki. Podgrzała barszcz, postawiła przed nim dymiącą miskę, położyła obok ciężką łyżkę, którą tak lubił jej mąż, grubą kromkę chleba, usiadła naprzeciwko i podparła głowę dłonią.

– A coś mocniejszego do barszczu jest? – Wacław rzucił jej szybkie spojrzenie, mieszając łyżką.

– Nie trzymam – odpowiedziała stanowczo, marszcząc brwi.

Patrzyła, jak syn je łapczywie, cmokając z zadowolenia, jak kot wygrzewający się na słońcu.

– Jak Danusia? A córeczka, do której klasy chodzi? Czemu nie przyjechały z tobą?

Wacław jadł dalej, nie patrząc na nią, jakby nie słyszał.

Bronisława po jego wyglądzie od razu zrozumiała, że syn pije. Żona nie wytrzymała i wyrzuciła go. A gdzie mu iść, jeśli nie do matki? Innego wyjścia nie miał. Oczywiście cieszyła się, że wrócił. Jedyny syn. Ale niepokój nie ustępował, rosnąc w środku.

Wacław odsunął pustą miskę. Bronisława natychmiast wstała, nalała mu świeżej herbaty, podsunęła wazonik z cukierkami.

– Z Danusią się rozwiodłem. Wracam na stałe – powiedział, nie podnosząc wzroku.

– No to nic. Odpoczniesz, pracę znajdziesz. Wszystko się ułoży – mamrotała, zanosząc naczynia do zlewu. Potem znów usiadła naprzeciwko.

Wacław głośno popijał gorącą herbatę, patrząc gdzieś w przestrzeń. W końcu odsunął filiżankę i wstał.

– Dobrze, matko. Zmęczony jestem. Poleżę trochę, dobrze? Pogadamy później – wyszedł do pokoju.

Bronisława zmywała naczynia i myślała, że serce ją nie myliło – przeczuło syna. Wiedziała już, że z nim będzie ciężko. Gdy weszła do pokoju, Wacław leżał rozwalony na kanapie przed telewizorem. Usiadła obok.

– Może opowiesz, co się stało? Mieszkanie im zostawiłeś? To słusznie, po męsku. Tu twój dom.

– Co tam opowiadać? Rozwód i tyle – odpowiedział, nie odwracając głowy.

Bronisława wpatrywała się w syna i nie poznawała go. Postarzał się, w oczach miał zastygły ból, głęboka zmarszczka ciągnęła się przez czoło. Wyglądał na zagubionego i zniszczonego. Może po prostu zmęczony? Droga z Pomorza długa i męcząca. Sama też nie mogła się zebrać, żeby go odwiedzić – to pieniędzy brakowało, to strach ją oblegał.

Przypomniała sobie, jak po studiach przyszedł i ozAle nim się zebrała, by go odwiedzić, los pokrzyżował jej plany, i teraz, gdy wrócił złamany, wiedziałBronisława westchnęła ciężko, patrząc na ścianę, gdzie wisiał jeszcze krzyż po mężu, i pomyślała, że choć życie dało jej trudną próbę, wciąż musiała wierzyć, że dla Wacława znajdzie się jeszcze jakaś droga wyjścia.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwanaście − dwanaście =

Powitaj gościa, mamo