W mieście śnieg już prawie stopniał, na chodnikach piasek wbił się w lód. A na cmentarzu wciąż leży, choć osiadł od deszczu. Ania długo błądziła między ośnieżonymi alejkami, zanim odnalazła grób rodziców. Spoczywali razem, choć ojciec zginął w wypadku, gdy Ania była w dziewiątej klasie.
Ogrodzenie postawiono na obie mogiły. Mama zmarła trzy lata temu. Ania wybrała na jej nagrobek zdjęcie, na którym oboje z ojcem wyglądali jak rówieśnicy – takimi zapamiętała ich z czasów, gdy tata jeszcze żył.
Ania przeszła na emeryturę, mieszkanie w Warszawie zostawiła rodzinie syna, a sama wróciła do rodzinnego miasta dwa dni temu. Posprzątała w mieszkaniu, a dziś rano pojechała na cmentarz.
— Przepraszam cię, mamo, że wtedy cię zostawiłam, uciekłam do Warszawy. Nie mogłam inaczej. Dziękuję, że zrozumiałaś, nie zatrzymywałaś mnie. — Strzepnęła z nagrobka mamy zbity śnieg.
Postała jeszcze chwilę, pożegnała się z rodzicami i wróciła tą samą drogą między grobami. Weszła na główną alejkę i, patrząc pod nogi, skierowała się ku wyjściu.
— Ania?! — usłyszała za sobą i zatrzymała się.
— Do mnie? — Spojrzała na nieznajomego mężczyznę w średnim wieku.
— Nie poznajesz mnie? To ja, Sławek Nowak. — Uśmiechnął się, i wtedy Ania go przypomniała sobie.
— Nie poznałam. Zmieniłeś się — odparA po chwili milczenia dodała: „Ale życie już nas rozdzieliło i nie ma sensu wracać do tego, co minęło”.



