Dom dla potomków

Dom dla synów

Tomasz był z tych mężczyzn, którzy wszystko potrafią. Wybudował dom, spłodził dwóch synów i zasadził na swojej działce mnóstwo drzew. Życie przeżył nie na darmo.

Dom postawił sam, własnymi rękami, na obrzeżach Poznania, wśród innych domów jednorodzinnych. Z czasem podłączył gaz, wodę. Wszystko urządził jak w miejskim mieszkaniu, nawet wannę wstawił. Tylko dom był przestronniejszy i bez wścibskich sąsiadów.

Żona, mądra i urodziwa, wszystko ogarniała: nakarmić, posprzątać, ogród dopilnować. Tomasz we wszystkim jej pomagał. Rosły im w domu dwóch synów, pięcioro lat różnicy. Żyli i cieszyli się.

Aż żona poważnie zachorowała i zmarła, gdy młodszy syn był w czwartej klasie. Długo Tomasz rozpaczał, ale wziął się w garść, nie utopił smutku w wódce. Ciężko mu było samemu, brakowało kobiecej ręki w gospodarstwie. Ale o ponownym ożenku nawet nie myślał.

On i żona zawsze marzyli, że dzieci zdobędą dobre wykształcenie, osiągną w życiu sukces, zrobią karierę. Wszystko zrobili, by tak się stało. Starszy, Marek, skończył szkołę i poszedł na studia. Ożeni się, będzie gospodyni w domu. Tomasz był z niego dumny. Młodszy, Jacek, do nauki jakoś nie ciągnął, ale pomagał ojcu we wszystkim.

Na czwartym roku Marek rzeczywiście się ożenił.

— Miejsca jest dużo. Dla was dom budowałem. Co to za przyjemność mieszkać w bloku, gdzie słychać każde kichnięcie sąsiada, ktoś cię zalewa, a ogrzewanie włącza się, gdy urzędnik zechce? Tu możesz włączyć, gdy zechcesz. — Choć Tomasz starał się odwieść młodych od marnowania pieniędzy na wynajem, nic nie wskórał.

Kasia, żona Marka, kategorycznie odmówiła życia w domu jednorodzinnym, a już tym bardziej z teściem. A Marek we wszystkim szedł za nią, bo kochał. Tomasz się zasmucił, ale się pogodził z losem. Niech żyją, jak chcą.

— Ty przynajmniej przyprowadź żonę do domu. Dla kogo go budowałem? — mówił Tomasz do młodszego syna.

— Jeszcze za wcześnie na małżeństwo — odparł wymijająco Jacek.

Tomasz robił jesienne przetwory, połowę oddawał starszemu synowi. Ale ten niechętnie je brał, bo Kasi było wstyd — nie hodowała, nie zbierała, nie pomagała w robieniu zapasów.

— Nie obcym daję, tylko własnym dzieciom. Niech się nie wstydzi. Bierzcie i jedźcie, bo się ostatecznie pogniewam — mówił Tomasz, wręczając synowi ciężką torbę. — Jak zjecie, to jeszcze dam.

Młodszy syn skończył szkołę, ale dalej się nie uczył, poszedł do wojska.

Pewnego dnia przyszedł do ojca starszy syn. Rozmowa jakoś nie kleiła się, Marek krążył wokół tematu. Tomasz widział, że coś go męczy, ale boi się powiedzieć. W końcu nie wytrzymał i poprosił, by syn wyznał, co go gnębi.

— Kasia jest w ciąży. Będzie syn — powiedział Marek i obserwował reakcję ojca.

Tomasz ucieszył się, pogratulował.

— Ale nie po to przyszedłeś, by mi to powiedzieć. Nie owijaj w bawełnę, mów wprost — naciskał.

— Z dzieckiem wydatki wzrosną, a pracuję tylko ja. Kasia za miesiąc idzie na macierzyński. Będzie ciężko płacić za wynajem — tłumaczył Marek.

— To się przeprowadźcie do mnie. Jacek jest w wojsku, nie będzie wam przeszkadzał. Dom duży, miejsca starczy. A jak mało, to dobudujemy. Wszystkie wygody są. Powietrze lepsze niż w centrum miasta. Dla dziecka idealne. Czego tu się zastanawiać? Od dawna was proszę — mówił Tomasz radośnie.

— Kasia nie chce. I jak tu będziemy wszyscy razem? Dziecko nie da ci spać, pieluchy będą wisieć po całym domu. A Jacek wróci z wojska? A ożeni się? Dziękuję, ale to nie jest rozwiązanie — odparł Marek.

— Nie po rozmowę przyszedłeś, prawda? Masz jakiś inny pomysł? — zapytał wprost Tomasz.

— Mam, tato. Ojciec Kasi proponuje, żebyśmy się złożyli po połowie i kupili nam mieszkanie. Jego kolega z pracy sprzedaje tanio — wyjeżdża za granicę — gorączkowo tłumaczył Marek.

— I ile trzeba? Wam przecież kawalerka nie wystarczy, jak rozumiem? Dziecko się urodzi. Mam trochę oszczędności. Mów wprost, ile potrzeba.

Marek wymienił sumę i spojrzał na ojca wyczekująco.

— To cena całego mieszkania czy tylko moja część? — spytał Tomasz.

— Tylko twoja — odpowiedział Marek, lekko się jąkając.

— To wszystko, co mam. Jacek wróci, ożeni się. Jak ja go zostawię bez pomocy? A jeśli zechce się uczyć? To niesprawiedliwe. — Pokiwał głową Tomasz.

— Tato, pomożemy mu obaj. Szkoda przegapić taką okazję. Potem za takie pieniądze nie znajdziemy mieszkania. A jak Kasia urodzi, to w ogóle nie będzie czasu na to — przekonywał Marek, wyraźnie nerwowy.

Całą noc Tomasz nie spał. Kombinował tak i owak, ale nie mógł zadowolić obu synów. Wychodziło na to, że młodszego i tak trzeba pokrzywdzić. Ale nie na ulicy zostanie. Może jego żona będzie bardziej ugodowa, przyjdzie jako pani domu. Marka też nie mógł zostawić bez pomocy. Najlepiej byłoby, gdyby się zgodzili zamieszkać z nim. Ale może mieli rację, że nie chcą żyć z rodzicami?

Przypomniał sobie, jak sam męczył się w ciasnocie z rodzicami po ślubie. Wtedy postanowił wybudować dom, by wszystkim starczyło miejsca. A dzisiejsza młodzież nie chce grzebać w ogrodzie. Wolą mieszkania.

Rano zadzwonił do Marka i powiedział, że da pieniądze. Marek kupił mieszkanie i zaprosił ojca na nowe lokum.

Mieszkanie nie spodobało się Tomaszowi. Po przestronnym domu wydawało się ciasne, a kuchnia mikroskopijna. Ale teść mówił, że młodzi powinni żyć osobno i od nikogo nie zależeć. Może i racja. Tomasz nie sprzeczał się, mając nadzieję, że choć młodszy syn z nim zostanie.

Jacek wrócił z wojska, znalazł pracę jako kierowca z dobrą pensją.

— I co z tego, że Marek skończył studia? — mówił. — Zarabia grosze, a nie pieniądze.

Rok później Jacek przyprowadził do domu żonę. Nie urodę, ale gospodarnPo latach pełnych trudnych decyzji i rodzinnych rozterek, Tomasz zmarł w ciszy swego pokoju, a synowie, choć różni jak dzień i noc, połączyli się na chwilę w milczeniu, w końcu rozumiejąc, że dom był nie tylko ścianami, lecz marzeniem, które nigdy nie spełniło się tak, jak pragnął ich ojciec.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

8 − cztery =

Dom dla potomków